to wielki zaszczyt oddać komuś swoją krew

Od wielu lat chciałem podzielić się swoim „zdrowiem”. Wewnętrznie czułem, że powinienem.
Na początek myślałem o oddaniu swojej krwi.
Przez lata tego myślenia, ciągle tworzyłem powody, dla których tego nie zrobiłem do tej pory.
Najgorsze były wpisy na FB z prośbą o krew. Zawsze była podana grupa, która nie pasowała do mojej, więc czułem się zwolniony z obowiązku pomagania.

Żyłem sobie w spokoju aż do telefonu, który zadzwonił trzy dni temu.
W słuchawce usłyszałem smutny głos kolegi, który poprosił mnie o krew. Gdy wymienił grupę swojej krwi, która oczywiście nie pasowała do mojej, na usta cisnęła się przygotowywana od lat wymówka. Okazało się w rozmowie, że to jest bez znaczenia, że i tak moja krew nie pojedzie do Warszawy, ale ośrodki krwiodawstwa mają sposób rozliczania się krwią pomiędzy sobą, więc główny argument wymówki rozsypał się jak domek z kart.

Rano gdy wstałem, szepnąłem do siebie patrząc w lustro – to ten dzień.
Wiedziałem co mam zrobić. Pójść do stacji krwiodawstwa, zarejestrować się, wypełnić ankietę tysiąca pytań, oddać fiolkę krwi do badań, krótka wizyta u lekarza, wypić kawę lub herbatę, zjeść wafelka w czekoladzie i usiąść na fotelu, którego tak bardzo się obawiałem.

Przed wejściem do mojej sali tortur, zmówiłem krótką modlitwę. Dostałem taką odpowiedź od JEZUSA.
nie lękaj się Piotrze. Ja przelałem swoją krew za życie wielu, ty bez obaw swoją możesz oddać w podobnej intencji.
Wiadomo, że wyczyn JEZUSA nijak się ma do mojego, ale te słowa sprawiły, że czułem się jakbym robił coś wielkiego.

Po przekroczeniu progu sali ze sporą ilością stanowisk do oddawania krwi, wprowadziłem humorystyczną atmosferę. Wyjaśniłem paniom pielęgniarkom, że to moja pierwsza wizyta, i że pewnie zaraz tu wykituję. Panie się śmiały, że to się jeszcze nie zdarzyło i dziś też się nie zdarzy. Po wymianie wielu żartów usiadłem jako jedyny na sali, więc większość personelu starała się umilić mi czas oddawania krwi jak tylko umieli. Myślę sobie, że poprzez rozmowę, panie psychologicznie mnie badały, czy faktycznie nie kituję ;-)

Zaczął się czas oddawania krwi.

1.jpg

Czułem ciepło w przewodach toczących krew, które miały kontakt ze skórą mojej ręki.
Drugą ręką wyjąłem telefon, zrobiłem zdjęcie i wrzuciłem na ścianę FB.
To wszystko trwało może 3 minuty, a pani pielęgniarka zakomunikowała, że jest już 380 ml.
– ojej… szybko – pomyślałem mocno zaskoczony.
Minutę później, urządzenie pobierające zasygnalizowało koniec napełnienie się woreczka (450 ml).
Z opowieści słyszałem, że to trwa 7, czasem 10 minut, a u mnie to jakiś rekord padł chyba.
Pielęgniarka owinęła mi miejsce pobrania bandażem i zaproponowała, że nie muszę przenosić się na krzesło, że mogę jeszcze posiedzieć na fotelu skoro i tak jestem na sali sam.

Tysiące myśli wirowało mi po głowie. Najbardziej ta, czy jak stanę na ziemi, to nie walnę o glebę. Posiedziałem, podumałem i zebrałem się na odwagę by wstać. Ku mojemu zaskoczeniu czułem się normalnie. Odczuwałem lekkie podniecenie wynikające z leku, że coś mogę czuć, tylko co?

Panie pielęgniarki były zatroskane moim zachowaniem i co rusz pytały, czy wszystko jest w porządku, na co z miną twardziela odpowiadałem, że tak.

Po chwili, dostałem zaświadczenie, które dawało mi dzień wolny od obowiązków zawodowych, przydział ośmiu tabliczek czekolady, 6 PLN (koszty dojazdu) i możliwość podróżowania przez miesiąc komunikacją miejską za free.

Cały czas ktoś mi dziękował i sprawiał, że czułem się jakbym dokonał jakiegoś heroicznego wyczynu.

Wychodząc z budynku byłem dumny z siebie. Dumy dodawała mi dodatkowo opaska z bandaża na łokciu. Miałem wrażenie, że każdy na to zwraca uwagę i sobie myśli – ooo… ale on jest wspaniały…. komuś pewnie uratował życie.
No dobra… wiem… mam 45 lat, a zachowywałem się jak dzieciak. Ale fakt jest taki, że naprawdę byłem z siebie dumny. Ten bandaż był dla mnie jak opaska dla powstańca walczącego w powstaniu warszawskim. Wiem, że teraz jestem śmieszny, i że długoletni dawcy czytając to mają niezłą bekę. Ale przez te parę chwil, czułem się wyjątkowo i wiem jedno, to nie był ostatni raz!

Twoja krew = moje życie!

3.jpg

2.jpg

Reklamy