Mazury – dzień 4, 5 i 6

Do napisania mam pełną czapkę relacji i być może ich niestety nie napiszę. Ale może nadejdzie czas, że się zatrzymam i w tym odpoczynku coś naskrobię. Póki co, trzeba zakończyć mazurską opowieść :-)

1

To była niedziela.
Skoro założenia i cele wyprawy poszły w las, podarowałem ekipie dłuższy sen.
Ja wybrałem się na poranną mszę w pobliskim kościele.

Po powrocie, zebrały się ciemne chmury, które przyspieszyły nasze pakowanie.

Zjedliśmy obfite śniadanie i ruszyliśmy w kierunku spotkania z Edytą, moją znajomą, ściśle powiązaną z Mazurami. Edyta już gościła na moim blogu, w innej mazurskiej opowieści >>>>  https://kleyff.wordpress.com/2009/03/02/mazurskie-retrospekcje/

Kliknij na mapę  >>>>>

map4.jpg

RE Camera

3

W sumie to cieszyłem się, że trochę się nam pozmieniały plany. Jechaliśmy bez ciśnień, delektując się każdą chwilą spędzoną na rowerze.
W końcu dojechaliśmy do Mrągowa. To był orientacyjnie 30 km, czas nawadniania organizmu.

RE Camera

Miejscówka była przednia. Słońce, którego było ciągle zbyt mało, widok na miasteczko, wygodne siedzenia, praktycznie na wodzie i czas… dużo czasu.

RE Camera

6

RE Camera

8

Wydłużaliśmy tę chwilę do granic możliwości.
Aby kompleksowo załatwić sprawę wszelkich uzupełnień, pojechaliśmy do centrum Mrągowa na porządną wyżerkę.

RE Camera

10

Ruszyliśmy w dalszą drogę.
Kręciłem jak szalony. Z tego etapu nie mam zdjęć, bo droga była prosta, w uszach miałem żeglarskie piosenki, więc jechałem jak w transie.

11

RE Camera

Wieczorem wpadliśmy do Edyty w gościnę. Na miejscu była też Agnieszka.
Okazało się, że pobyt u Edyty był zbawienny. Przez trzy dni zużyłem wszystkie komplety ubrań. Podczas minionych dni nie mieliśmy możliwości  wyprania ich, a tym bardziej wysuszenia, więc capiłem jak zgniły kartofel.

Wieczór upłynął mam przy ognisku, gitarze, bezczelnie dużej ilości wina i mazurskich wspomnieniach. Z Edytą rozmawiałem jak gdybyśmy się nie widzieli kilka dni, a upłynęło wiele lat. To kolejny dowód, że bratnie dusze nigdy nie oddzieli czas.

13

RE Camera

<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<

 

Noc upłynęła mi błyskawicznie.
Rano zjedliśmy ogromne śniadanie i co najważniejsze, włożyliśmy na siebie czyste, pachnące ubrania. Samopoczucie wzniosło się na maksymalny pułap.

15

16

Pożegnaliśmy się z Edytą i Agnieszką i pojechaliśmy zapisać kolejne wspomnienia.

17

Kliknij na mapę  >>>>>

map5.jpg

Na niebie panowały ogromne, czarne chmurzyska, z których w końcu zaczął lać deszcz.

18

19

Nasze przeciwdeszczowe ubrania zostały poddane ekstremalnym testom i nawet sobie radziły ze strugami płynącej z nieba wody.
Gdy było naprawdę  fatalnie, chowaliśmy się pod wiatami przystanków, drzewami, czy czymkolwiek, co dawało choćby namiastkę schronienia. Kiedy bywało znośnie jechaliśmy do przodu. Stwierdziliśmy, że z cukru nie jesteśmy, więc przyjmowaliśmy z pokorą na twarz nieduże ilości wody .

RE Camera

RE Camera

22

Dojechaliśmy do Olsztyna.
Przemoczony, trochę wyziębiony, znów capiłem jak stary rozrzutnik obornika. Powód, to ciuchy przeciw deszczowe, które nie są tak bardzo „oddychalne”. Trudno, przez całą wyprawę zdążyłem chyba do tego przywyknąć.

23

Skoro mieliśmy dzień straty, musieliśmy go w jakiś sposób nadrobić. Był plan, aby do Malborka dojechać pociągiem, ale Piter i Paweł postanowili z Elbląga dotrzeć tam na rowerach. Przyłączyłem się i ja. Darek i Lamia pojechali dalej pociągiem.

RE Camera

We trzech kręciliśmy jak szaleni. Co kilka minut się zmienialismy i udało nam się na 40 km utrzymać średnią 30 km/h.
To zasługa płaskiej drogi. Z wiatrem radziliśmy sobie poprzez zmiany.

Dojazd na miejsce sekcji kolejowej…

RE Camera

… i sekcji drogowej :-)

26

Rozbiliśmy obóz na kempingu w Malborku. Warunki na tym kempingu były naprawdę dobre.
Wieczorkiem pojechaliśmy w miasto, nażreć się pizzy i zakupić wino na nocną pogawędkę.

RE Camera

<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<

Dzień ostatni.
W ten poranek wczesna pobudka była nieobowiązkowa.

28

Na śniadanie zarzuciłem sobie standard, który towarzyszył mi od początku tej wyprawy: kilka kanapeczek z serkiem, bananem i dżem.

RE Camera

29_1

Każdy chciał coś innego wyciągnąć z Malborka. Rozdzieliliśmy się.
Piter pojechał pod bazę lotnictwa taktycznego, popatrzeć na myśliwce, ja zrobić kilka zdjęć miasteczka i ogólnie poszwendać się po okolicy, reszta podobnie.

30

31

32

33

34

35

O popołudniowej porze spotkaliśmy się w umówionym miejscu, aby zjeść ostatni posiłek na tej wyprawie.

RE Camera

RE Camera

RE Camera

W końcu nadszedł czas pożegnania z Malborkiem i z mazurską opowieścią.

RE Camera

40

Nie jesteśmy dobrzy w pożegnaniach, więc by nie popadać w skrajny sentyment, pożegnanie rozpoczęliśmy zaraz za Malborkiem, w sposób, jaki potrafimy najlepiej :-)

RE Camera

no i w Warszawie też się już żegnaliśmy…

RE Camera

W Kielcach byliśmy już pożegnani na cały najbliższy rok.

RE Camera

Wyprawa była cudowna.
Rower, widoki, ludzie (Edyta i Agnieszka), mazurski klimat, który z siodełka rowerowego jeszcze inaczej czuć, niż z pokładu żaglówek.
Jak zwykle trudno było się rozstawać z kompanią, z którą dzieliło się rowerowe wrażenia. Ale już na tym peronie było wiadomo, że za około 360 dni, znowu tu staniemy z objuczonymi rowerami i jakiś pociąg zawiezie nas w odległe miejsca, byśmy mogli zapisać kolejną rowerową opowieść.

Reklamy