Mazury – dzień 2 i 3

Proces budzenia ekipy do działania, zastosowałem jako już sprawdzony z poprzedniej wyprawy. Czyli, ja się budzę o 6:50 rano i zaraz bezwzględnie budziłem resztę załogi.

Kliknij na mapę  >>>>>

100_1.jpg

Poranek był… no właśnie… w słońcu było przyjemnie ciepło, ale to nie pozwalało się ubrać w przesadnie letni uniform rowerowy, bo przeszywał delikatnie zimny wiatr. Przyznam się, że na taką ewentualność nie byłem przygotowany. Miałem ze sobą kurtkę z membraną, w której było mi bardzo ciepło, ale w słońcu była to lekka masakra. Bez niej znowu było niebezpiecznie zimno. Moi współtowarzysze mieli bluzy bez membrany i to był właściwy zestaw.

100.jpg

Bardzo leniwie zwinęliśmy obóz i zorganizowaliśmy na wprędce wspólne śniadanie.

RE Camera

102

Zanim wsiedliśmy na rowery, wykonaliśmy masę telefonów do bliskich i lekki lans w świecie wirtualnym. Był to dzień roboczy, a my mieliśmy wakacje przez duże „W”, więc taka infekcja na portalach społecznościowych spowodowała niemałe zamieszanie. Tak wiem… to był rodzaj pychy… ale nic na to nie mogliśmy poradzić.

103

104

W Gołdapi znaleźliśmy wieżę ciśnień, która od razu skojarzyła nam się z zeszłorocznymi latarkami.

RE Camera

Wjechaliśmy na Green Velo.
Wreszcie mogliśmy cieszyć się ciszą (samochodową) i krajobrazem.
Na odcinku Gołdap – Węgorzewo szlak rowerowy jest znacząco odsunięty od drogi wojewódzkiej, ale też na tyle blisko, by w razie konieczności móc wrócić na asfalt.

RE Camera

107

Tradycyjnie na trzydziestym kilometrze mieliśmy się tylko nawodnić, ale jak zobaczyliśmy specjalność kuchni – KARTACZE – mimo sytego śniadania, od razu załatwiliśmy problem w przyszłym brakiem energii.

RE Camera

109

Ciężko było się zebrać z powrotem na szlak, ale to już mamy przerobione i wiemy, że „leniuch” trwa jakieś 45 minut, potem nadciąga  ogromna piguła mocy i kręci się aż miło.

110

111

Tuż przed Węgorzewem złapaliśmy kapcia (jedynego na całej wyprawie). Szczęściarą była Agata. Na pomoc dżentelmenów nie musiała długo czekać :-)

112

Wjechaliśmy do Węgorzewa.
Był prawie 60 km, więc tradycyjnie musieliśmy się nawodnić, uzupełnić zasoby energii i takie tam.
Węgorzewo jest mi dobrze znaną miejscowością, którą bardzo lubię. Miejsc by miło spędzić czas nie brakuje.

113

114

115

116

117

Dzień się kończył, a my mieliśmy jeszcze jedną atrakcję do obejrzenia – śluzy na Kanale Mazurskim.
Tak w wielkim skrócie, ten kanał miał połączyć jezioro Mamry z Bałtykiem. Spora inwestycja, która nie została skończona. Główna budowla jest naprawdę imponująca. Dla kogoś, kto lubi budownictwo, robi ogromne wrażenie.

RE Camera

119

Czas gonił, a my mieliśmy niewiadomą w postaci noclegu.

RE Camera

Moi współtowarzysze nie chcieli spać gdzie popadnie, zażywać kąpieli w jeziorze i tych wszystkich atrakcji jakie daje dziki kemping, więc powodowało to spory problem.
Jeśli chodzi o infrastrukturę turystyczną, to w porównaniu z nadmorskim brzegiem, Mazury są lekko ułomne. Poza szlakiem żeglownym na Mazurach (Węgorzewo – Ruciane), możliwości noclegu na zorganizowanym kampie są praktycznie żadne.
Wytyczając trasę założyłem, że uda mi się grupę przekonać do noclegu na dziko, ale w ostateczności się nie udało. W miejscowości Radzieje pomyślałem, że wbijemy się komuś na podwórko i skorzystamy ze staropolskiej gościnności. Gdy podzieliłem się moim pomysłem, grupa zareagowała delikatnym niezadowoleniem.
Szybki przegląd mapy zaowocował odwiedzinami  portu w Sztynorcie. Byłem tam kilka razy i widziałem namioty, więc musiała tam istnieć jakaś turystyczna cywilizacja.

Do Sztynortu wpadliśmy o zmierzchu. Ceny są kosmiczne i kompletnie nieadekwatne do tego, co ten ‚kemping’ oferuje. Poza tym, miałem wrażenie, że to miejsce okropnie zdziadziało. Prawdopodobnie jest to wynik działalności nowych zarządców portu. Wcześniej były koncerty, filmy na powietrzu, a teraz… ehhh.. szkoda słów.

Na szybko postanowiliśmy sami sobie zorganizować atrakcję wieczoru, czyli OGNISKO.

Coś teraz napiszę.
Port w Sztynorcie działa od 1997 r. Można powiedzieć, że średnio dwa miesiące w roku to miejsce przezywa oblężenie. W tym czasie przybywali między innymi sympatycy ogniskowych imprez, którzy przez te 19 lat (ok. 1150 dni) spalili praktycznie wszystko, co nadawało się do spalenia w ognisku. Wykazaliśmy się super sprytem i cierpliwością, rozpraszając się po całej okolicy. Gdzieś była jakaś deseczka lub niedopalone kawałki drzewa ze wygaszonych ognisk, jakiś patyczek, jakaś gałązka. Udało nam się w ciemnościach zebrać opału na 4 godziny dobrej zabawy. To był sukces!

Impreza trwała do północy. Piter zabrał gitarę, więc ognisko było z prawdziwego zdarzenia.
Wyogniskowani, wyśpiewani, najedzeni i napici, po północy grzecznie poszliśmy spać.

121

Dzień 3

Delikatne krople deszczu obudziły mnie nieco wcześniej niż planowałem. Wychyliłem się z namiotu, żeby skontrolować sytuację i zobaczyłem na niebie ciężkie, deszczowe chmury.
Zaraz sobie wyobraziłem, ze spadną hektolitry wody i będziemy pakować mokre bambetle. Zerwałem się na równe nogi i obudziłem grupę.
Namiot Pitera i Lamii częściowo oberwał już dosyć aktywnym opadem, ja i Darek pakowaliśmy się pod koroną drzew.

200_1

Deszcz się rozpadał na dobre. Zajęliśmy portowy namiot przygotowany pod imprezy, których za panowania nowego zarządu portu nie ma. Było tam zasilanie 220V, pozwalające skorzystać z grzałek do zagotowania wody pod kawę i herbatę.
Przez tę poranną zrywkę mieliśmy dużo czasu na iście królewskie śniadanie.

200

To co miało z chmur spaść, spadło, zostawiając na niebie stan ostrzegawczy.

201

Nie bojąc się niekorzystnej aury, ruszyliśmy na podbój mazurskiej krainy.

Kliknij na mapę  >>>>>

200_2

Pierwszym, mocnym punktem „must see” była główna kwatera Adolfa Hitlera – Wilczy Szaniec.
To ogromna ilość wylanego betonu. Jako budowlaniec podziwiałem te majestatyczne budowle pod kątem technologicznym. Umówmy się, jakiejś architektonicznej rewolucji w tym nie było, ale ilość betonu robiła wrażenie.

205

RE Camera

RE Camera

RE Camera

Aby kwatera i porządne zaplecze wojskowe nie wpadło w łapska komunistycznych wyzwolicieli, niemieccy saperzy, podczas ucieczki, podłożyli ładunki wybuchowe i pozbawili możliwość korzystania z dobrodziejstw germańskich inżynierów.

Ruszyliśmy w stronę Kętrzyna.

W strugach deszczu dojechaliśmy do… hmm… wiatraka.

RE Camera

206_1

Wiatrak okazał się w naszym mniemaniu dosyć pospolity. Do tej pory zwiedziliśmy śluzy wybudowane przez Hitlera na Kanale Mazurskim, główną kwaterę wojskową wybudowaną także przez Hitlera no i ten pospolity wiatrak, który wydawał się, że nie jest jakoś szczególnie związany z Hitlerem, więc prędko dorobiliśmy teorię, iż ten wiatrak wybudował Hitler, żeby mieć co rano chrupiące bagietki. Oczywiście nie jest to prawda, ale taka historia nas satysfakcjonowała.

Przez ulewy deszcz musieliśmy odpuścić rytuał związany z trzydziestym kilometrem. W Kętrzynie postanowiliśmy nadrobić zaległości.

RE Camera

208

Kluchy ze zwierzętami dają energię i są pyszne.

Rozpogodziło się. W zastępstwie deszczowych chmur, obecność swoją akcentowało słońce.
Po obfitym obiedzie ruszyliśmy na rekonesans Kętrzyna.
To bardzo urocze miasteczko o pruskich korzeniach.

Niespecjalnie lubimy zwiedzać zabytki, ale szybkie selfie na zamku krzyżackim to konieczność.

209

210

RE Camera

Droga wzywała.

212

Wytyczając tę trasę zobaczyłem na mapie pewien detal, który wiedziałem, że się spodoba Piterowi, bo trzeba wiedzieć, że Piter jest maniakiem lotnictwa – lotnisko Wilamowo.

213

214

Na miejscu dowiedzieliśmy się, że lotnisko wybudował nie kto inny jak Hitler. Nasza teoria z pospolitym wiatrakiem nabierała powagi.

Jeśli chodzi o dalszą drogę, zrozumieliśmy, że przestały funkcjonować nasze założenia co do pokonywanych dziennych ilości kilometrów. Przestawiliśmy się na tryb „kompletny luz”.

215

Postanowiliśmy pojechać do Rynu, tam zakupić wina półwytrawne o niebanalnej jakości i najzwyklej w świecie się napić.

Przed sklepem zaczepiła nas urlopująca rowerzystka, której spodobał się nasz patent na transport zacnego trunku.

216

W Rynie znaleźliśmy ośrodek z przecudnym widokiem na Jezioro Ryńskie. Na dodatek kosztowało nas to po kilka złotych. Pięknie i tanio. Ośrodek nazywa się Zofiówka, który polecamy.
Cieszyliśmy się miejscówką jak dzieciaki.

217

RE Camera

219

220

Mieliśmy ogromną ilość czasu.
Leniwie rozbiliśmy obozowisko, wykąpaliśmy się pod prysznicami jak ludzie i pojechaliśmy w miasto na porządną wyżerkę – pizza.

222

221

Po powrocie do namiotów realizowaliśmy dalszą część naszego wieczornego planu.

223

224

Czy tej nocy także były perseidy – spadające gwiazdy? Przyznam się, że nie pamiętam :-)

Reklamy