człowiekowi do szczęścia wiele nie potrzeba

Lasu mi się chciało bardzo. Ta myśl wierciła mi czaszkę od wielu dni. Aż pewnego dnia, pojawił się czas, który bez konsekwencji zagrabiłem tylko dla siebie.

Z soboty na niedziele nie mogłem zasnąć.
Chodził mi po głowie plan, że do lasu zrobię sobie trek. Myślałem o rowerze, ale obiecałem lewej nodze, że dam jej jeszcze odpocząć… niech się wykuruje do końca.
Problem z trekiem jest taki, że to długo trwa i podczas chodzenia, lewa noga mogłaby się oburzyć, że nie dotrzymuję obietnic.

Za oknem temperatura już pozwalała uruchomić inny, szybki transport do lasu – SZERSZEŃ.

W sumie to ucieszyłem się na tę myśl, bo to pozwoli mi przećwiczyć połączenie motocykla z noclegiem na dziko, który jak tylko mam możliwość, ćwiczę w różnych konfiguracjach.

W niedziele wstałem o 6:00 rano. Chciałem mieć jak najwięcej czasu na zabawę dla dużych chłopców.
Wyruszyłem w poszukiwaniu idealnego miejsca na pobyt, a miało ono spełniać następujące warunki: woda, plaża, drzewa, i łatwy dostęp dla kiepskiego motocyklisty.

300_1

Znalazłem takie miejsce, lecz delikatnie mnie rozczarowało.
Zamiast wody był lód, a miejsce spowite było zimnym, silnym  wiatrem.

300

To wietrzysko było cholernie zniechęcające, więc postanowiłem spędzić czas w leśnej ciszy, takiej dźwiękowej, no i wietrznej.

Zastosowałem zasadę trzech zakrętów, czyli skręciłem w las, potem skręciłem jeszcze dwa razy. To pozwala uniknąć niepotrzebnego towarzystwa.

Rozbiłem hamak i pomyślałem o śniadaniu.

301

Tego dnia miałem ze sobą łazanki czy jakoś tak to się nazywa – makaron, kapusta, grzyby i pewnie coś jeszcze, ale to już jest słodka tajemnica mojej ukochanej żony.
Ja swoje zdolności kulinarne ograniczyłem do odgrzania tej potrawy na buscraftowej kuchence na drewno, wykonanej z ociekacza dla sztućców.

302

Kiedy zająłem się pożeraniem dzieła mojej żony, na ogniu warzyła się zielona herbatka.

303

304

Popijając zielonkę położyłem się  w hamaku. To był perfekcyjny moment.
Cisza nie pozbawione leśnych dźwięków, widok korony drzew, przebijających się chmur i zielona herbata.

305

Leżenie jest fajne, ale wzywała mnie przygoda.
Dowiedziałem się, że moi rowerowi ziomale są w trasie i że zatrzymają się na dłuższą chwilę w Św. Katarzynie.
Szybko zwinąłem obóz, zatarłem ślady mojego pobytu i ruszyłem w stronę Kaśki.

Spotkaliśmy się w knajpie, chyba jedynej, a na pewno upodobanej przez kieleckich motocyklistów i rowerzystów.

307

507

Siedzieliśmy, śmialiśmy się, aż nadszedł czas rozstania.

Wracałem do domu z głową pełną myśli. Zadawałem sobie pytanie: co tak naprawdę jest prawdziwym bogactwem? Oczywiście znałem odpowiedź, ale lubię utwierdzać się w przekonaniu, że człowiekowi niewiele do szczęścia jest potrzebne, że prawdziwego piękna  życia nie da się kupić za żadne pieniądze.
Zdrowie, rodzina, przyjaciele i wolny czas, to jest prawdziwe bogactwo. Ten kto to ma, nie potrzebuje nic więcej… no… poza paroma gadżetami ;-)

 

 

Reklamy