zielona krecha: Starachowice-Łączna

Na zielony szlak pomiędzy Starachowicami i Łączną zasadzałem się od dawna.
Szlak nie jest długi, ale wymagał konkretnej organizacji logistycznej, lub połączenia go z innymi szlakami, które trzeba było potraktować jako dojazdowe.

Do uczestnictwa w przygodzie udało mi się namówić Pitera, Witka, Łukasza i Tomka. To sprawdzony skład, z którym można kraść konie.

Kliknij na mapę  >>>>>

1_1

Wczesnym rankiem wsiedliśmy w pociąg do Skarżyska.
Trasa upłynęła nam jak zwykle bardzo radośnie. Mało zdjęć jest z tego etapu podróży, bo nie wszystko można po prostu od tak publikować ;-)

1

2

Muszę przyznać, że wysiadanie z pociągu mamy dobrze opanowane i odbywa się z reguły bardzo sprawnie.

3

Podczas jazdy do Starachowic skorzystaliśmy z czerwonego szlaku. Bardzo lubię ten odcinek trasy, bo wiadomo… las.

4

Wąchock.
Przy pisaniu poprzedniej relacji z tego rejonu „czerwona krecha: Skarżysko Kamienna – Kałków” obiecałem, że pewnego dnia trochę się zatrzymam w Wąchocku.
Trzeba pochwalić władze tego miasteczka za wkład w rozwój infrastruktury turystycznej. Szczególnie rozpieszczają właśnie rowerzystów.
Choć to bardzo mała aglomeracja ma wybudowane ścieżki rowerowe, PUMPTRACK…

5

6

skatepark z basenem i widziałem w budowie skocznie dla rowerzystów.

7

W basenie na małe szaleństwo pozwolił sobie Łukasz, ale stracił przyczepność przedniego koła i niechcący porwał rowerowe rajtuzy ;-)

8

W końcu dojechaliśmy do Starachowic. Tu zielona krecha ma swój początek.

9

Gdy dojeżdżaliśmy do zalewu Lubianka w moim przednim kole umiejscowił się pasażer na gapę, raniąc dotkliwie moją dętkę.

10

11

Wymuszona przerwa sprowokowała Tomka do inauguracji morsowego sezonu.
Nie wiem jak on to robi, że włazi do tak zimnej wody, od której na samą myśl robi się zimno.

12

Zalew może i zimny, ale uroku nie można mu odmówić. W sumie to fajnie, że katastrofa w moim przednim kole zdarzyła się w takim miejscu.

13

Dalej witał nas las, a w nim jak się spodziewałem, rozjeżdżony szlak przez ekipy zajmujące się zrywką lasu.
Ciągle nie mogę pojąć działania drwali. Rozumiem, że mają jakąś tam robotę do wykonania, ale prawie w ogóle nie zdarzyło mi się napotkać uporządkowanego terenu po ich obecności. Niby jest to część Sieradowickiego Parku Krajobrazowego, w którym obowiązują jakieś zasady dbałości o przyrodę i uporządkowane otoczenie… tak mi się zawsze zdawało.
No cóż… ci ludzie są cholernie niechlujni i pewnie długo zdania na ten temat nie zmienię. Szkoda, bo cierpi na tym las i cierpią turyści :-(

14

15

16

17

Po walce z niechlujstwem drwali wyjechaliśmy na otwartą przestrzeń.

18

Dalej to pobyt w wąwozie, którego nazwy nie znam. Podobno nazywa się Chmielowiec, ale nie dam sobie za to ręki odciąć.

19

Tuż przed Bodzentynem wjechaliśmy na płaski odcinek szlaku, poprowadzony przez łąki.

20

Na drodze stanęło nam stado byków.
Właściciel tych zwierząt wygrodził długi pas terenu, pozostawiając turystom wąziutki przesmyk pomiędzy Psarką, a elektrycznym pastuchem. Zastanawialiśmy się co zrobić, bo umówmy się, jeśli takie byki się wkurzą, to te cienkie druciki nie powstrzymają je przed stratowaniem no choćby Pitera, który ubrał się stosownie na tę okazję.
Na szczęście byki były pozbawione swoich klejnotów, a w nich skupiska testosteronu, więc gdy klasnęliśmy, stado czmychnęło jak spłoszone szare myszki.

21

Kolejne trzy kilometry szlaku to walka z wysoką trawą, po której koła za cholerę nie chciały się obracać.
Ja byłem w żywiole, bo lubię jak coś się komplikuje, ale za plecami czułem jak morale grupy roztrzaskuje się o ziemię.

22

W Bodzentynie postanowiliśmy wspólnie, że usiądziemy przy ognisku, a potem dysponująca czasem część grupy dokończy zieloną krechę.

23

Zielona krecha prowadzi do ruin zamku w Bodzentynie.

24

25

Za Bodzentynem czekała nas ostra wspinaczka na Bukową Górę.

26

Widoki z tamtego miejsca to jedne z lepszych w górach świętokrzyskich.

27

Stały element naszych przygód – OGNISKO.

28

29

Dalej pojechaliśmy z Łukaszem i Tomkiem dokończyć zieloną przygodę.

30

Bukowa Góra to miejsce warte odwiedzin. Las, skałki – klimat!
Kiedyś wybiorę się tam na nocleg.

31

32

34

33

35

Dalej zaliczyliśmy cudny widok na Łączną i super jazdę w dół. Prawie 8 kilometrów zjazdu, w tym 5 km enduro, tworzy dziecięcą radość na gębach wariatów.

36

W końcu dojechaliśmy do Łącznej i końca zielonej przygody.
To był sześćdziesiąty kilometr jazdy rowerem. Odezwało się kolano, które na tym etapie już porządnie mnie bolało. Ponad dwudziestokilometrowy odcinek do Kielc gryzłem kierownicę z bólu. To już kolejny raz, gdy mam taką sytuację, więc lekko mnie to podirytowało.

37

Jakoś doczłapałem się za chłopakami do Kielc. Na szczęście cierpienie nie zepsuło mi radości z przeżytej przygody. Na pewno muszę oddać się w lekarskie łaska i przejść gruntowny przegląd :-)

Na koniec wrzucam kapliczkę tej wyprawy

38

Reklamy