Czerwona krecha: Skarżysko – Kałków

Zatęskniłem za lasem… za przygodą.

Znalazłem czasową dziurę w środku tygodnia, którą od razu załatałem odpowiednim wyzwaniem.
Wymyśliłem sobie, że pojadę samochodem do Łącznej, która leży pomiędzy Kielcami i Skarżyskiem Kamienna, potem wsiądę w pociąg jadący właśnie do Skarżyska, a stamtąd udam się rowerem do Kałkowa czerwonym szlakiem. Chciałem jeszcze w tym dniu zaliczyć zielony szlak łączący Starachowice i Łączną, ale życie bezlitośnie zweryfikowało moje zapędy.

Kliknij na mapę  >>>>>

330

Wczesnym rankiem zawitałem na dworcu w Łącznej. Było niezwykle rześko. Przed wejściem do pociągu nadal mogłem decydować o komplecie ubrań, który ze sobą zabiorę, bo pod dworcem zostawiłem samochód. Zakres temperatur pomiędzy 3-10 st. C jest najgorszy, bo to ani zima, ani cokolwiek. Ale zdecydowałem się na zestaw jesienny z małym dodatkiem akcentów zimowych. To jest sytuacja, w której zapakowujesz plecak ubraniami raczej niepotrzebnymi, ale niestety tego nigdy się nie wie.

300

Pociąg trafił się niezwykle komfortowy, ku uciesze Miękkiego.

301

W Skarżysku rozpocząłem przygodę.

302

Na starcie, szlak prowadzi do pomnika upamiętniającego odzyskanie przez Polskę dostępu do morza. Pomnik powstał z inicjatywy kolejarzy. Ten na zdjęciu to kopia, oryginalny mieści się w Muzeum Orła Białego w Skarżysku.

303

Cieszyłem się tym szlakiem. Zastanawiałem się jakie kryje tajemnice. Nie przeszkadzało mi nawet to, że ktoś zapomniał skosić trawę rosnącą na chodniku ;-)

304

Zaraz za Skarżyskiem zaczął się mój ukochany odcinek szlaku – część leśna.

305

306

Czerwony szlak ciągnie się wzdłuż rzeki Kamienna. Gdzieś po drodze znalazłem oznaczenia innego szlaku prowadzące do źródeł Kamiennej, więc kolejny plan wzbogacił moją listę marzeń.

307

Tuż przed Wąchockiem natrafiłem na mały zalewik. To był właściwy moment na uzupełnienie organizmu i przy okazji pozbycie się części bagażu.

308

309_s

W Wąchocku, który słynie z żartów o sołtysie jest większy zalew. O tym zalewie rozpiszę się trochę w kolejnej relacji, bo to jak została zorganizowana infrastruktura wokół niego, zasługuje na potężną pochwałę.

310

Ogólnie Wąchock, choć jest to mała mieścina, jest bardzo przyjemnym miejscem. Jakoś od razu daje się polubić. Być może kiedyś wpadnę tu na dłużej.

311

Kolejnym mocnym punktem tego szlaku jest miejscowość Starachowice, a za nią moje ukochane miejsce, które lubię odwiedzać motocyklem – zalew Brody Iłżeckie.

314

Jest tam zapora, która jakoś przyciąga mnie swoim istnieniem. To pewnie zboczenie, być może zawodowe :-)

315

316

Kościół w Krynkach z jego ciekawym wejściem.

317

W Krynkach jest niewielkie, 9% przewyższenie, które staje się śmieszne, gdy pokona się 20% przewyższenie w Rabce Zdrój. Ale i z tym było miło powalczyć.

318

Skałki w Krynkach.

319

A jak skałki, to i selfik trzeba sobie zrobić.

320

No i miejsce zbroczone krwią ofiar minionej wojny. Nie potrafię obojętnie przejechać obok, bez zadumy, modlitwy, wyobrażenia sobie rozmiarów toczących się wiele lat temu tragedii.
Kim byli ci, którzy tu zginęli, i ci, którzy w bestialski sposób mordowali?

321

Dalsza droga do Kałkowa to leśne ścieżki i drogi. Na tym etapie wyprawy wiedziałem, że muszę zmienić swoje plany dotyczące zielonej krechy łączącej Starachowicami i Łęczną. Miałem  potężny niedoczas i zaczęło boleć mnie kolano. Ból był coraz większy i w zasadzie takiego nigdy nie zdiagnozowałem.

Jeśli chodzi o las, to zaskoczyła mnie pewna mała roślinka. Rozmiary jej były od 30 cm do 1 m. Kwiaty, dawniej rosnące na jej łodygach zamieniły się małe pęczki nasion wyposażonych w niewielkie wąsy zakończone haczykami. Wystarczyło musnąć tę roślinę, i cały pęczek nasion łapał się w podróż na gapę. Odbywało się to niezauważalnie. Rower to pokonywał z dziecinną łatwością. Po przejechaniu kilkuset metrów tego szlaku, poczułem lekkie swędzenie na łydkach i wtedy ujrzałem na sobie tysiące małych problemów, których nie dało się strzepnąć, lecz każdym zająć się indywidualnie. Były wszędzie. Na kurtce, plecaku, rękawiczkach, a najwięcej na nogach.

322

323

W Kałkowie, wjechałem na teren Sanktuarium Matki Bożej, gdzie tuż przed wejściem znajdowała się mała restauracja z przepysznymi pirogami z mięsem.

324

Kałków to koniec czerwonego szlaku. Żeby odnaleźć kropkę, trzeba było rozerwać kilka ogłoszeń przed gminnym marketem.

325

Na powrocie, o nudzie nie było mowy. Cierpiałem z powodu kolana, więc próbowałem zająć psychikę czymkolwiek, żeby wyłączyć ból z myślenia.

Gdzieś po drodze znalazłem stary opuszczony GS.
Kiedyś było to główne źródło miejscowej informacji, a dziś umierający budynek. Lubię dotykać takich miejsc, wyobrażając sobie ludzi przebywających tam i sprzedających między sobą proste historie o życiu.

327

328

Na koniec opowieści wklejam kapliczkę tej przygody.

312

313

 

Reklamy