kartka z wakacji

Wróciłem z wakacji…
Lepiej późno niż wcale, choć osobiście nie chciałbym jeszcze wracać.
No dobra… dawno już wróciłem, ale ciągle nie mogłę się zatrzymać, by napisać słów kilka do  blogusia.

Uzbierało się masę relacji do napisania, ale nie łudzę się, że je wszystkie napiszę. Wybiorę z tego stosu te, które wpłynęły ‚jakoś’ na moje życie… hmm… w zasadzie, to każdy dzień jakoś na mnie wpływa, kształtuje, tworzy wspomnienia. W sumie, szkoda byłoby te dni tak beztrosko zapomnieć. Najbardziej szkoda poznanych ludzi, że oni się rozpłyną w odmętach nowych zdarzeń i nowych znajomosci… ehh.
Niemniej, nie mogę się zatrzymać i wspominać minione dni, bo kolejne niosą w sobie niespodzianki.

Jedno ze wspomnień, które chciałbym zatrzymać na stronach tego blogu, to rodzinne wakacje.

W tym roku desantowaliśmy się na brzegu morza Bałtyckiego, w miejscu, które zawsze okupujemy – Dębki.

1

Na plaży głównej stanowisko z dostępem do morza trzeba wywalczyć sobie o wczesnej porze. Ale nie wiem o jak wczesnej, bo o tak wczesnej, to zawsze spałem.

2

Rowerami przemieszczaliśmy się kilometr dalej, gdzie dostęp do morza był o każdej porze.

Będąc nad morzem, koniecznie trzeba zaliczyć w nim kąpiel.
W tym roku wszedłem po kostki, więc kąpiel uznałem za zaliczoną.

3

Swoją uwagę skupiłem na rowerowych wojażach. Choć słowo wojaże jest mocną przesadą. Raczej nazwałbym te małe wyprawy ‚próbą’.
W ramach wypraw,  jeździliśmy szlakiem rowerowym R10 do sąsiednich miejscowości, zobaczyć, czy u tamtych zachodzi tak samo słońce…

4

5

…lub sprawdzić, czy u innych piwo smakuje tak samo :-)

6

A wieczorem rządziły spacery, czyli akumulowanie pozytywnych obrazów i wrażeń.

7

Dębki leżą na szlaku rowerowym R10. Dla jednych to nic nie znaczy, ale dla mnie była to udręka. Co chwile mijał mnie jakiś sakwiarz, który jechał w kierunku Świnoujścia, lub odwrotnym.
Każdy taki przejazd rowerowego włóczykija, wywoływał lawinę wspomnień, związanych z zeszłoroczną wyprawą.

8

Nie ukrywam, że razem ze szwagrem troszkę specjalnie zapominaliśmy kupować napoje chłodzące, gdy całą watahą atakowaliśmy plażę. Trzeba było z tej niepamięci wsiadać na rower i jechać do Dębek po płyny ‚uzupełniające’. Dzięki temu przez chwilę na eR dziesiątce byłem sakwiarzem – namiastka radości :-)

10

W wolnej chwili, pod parasolem, w ciszy i spokoju, układałem nową przygodę, która miała się wydarzyć dwa tygodnie później.

9

W ramach wczesnoporannych treningów i przygotowań do mazurskiego ataku, odwiedziłem rowerową towarzyszkę Agatę. Pogadaliśmy chwilę, wypiliśmy małą… eeee… herbatkę i rozstaliśmy się, by czerpać z uroków wakacji.

11

W te wakacje było fajne zdarzenie.
Odwiedził mnie wieloletni, wirtualny kolega wraz z rodziną – bratnia dusza. To kolejny raz, gdzie człowiek, który przez lata był ciągiem bitów staje rzeczywistą osobą.

Na koniec wrzucam sesję z nadmorskiego spaceru.
Heh… morze, to chyba najbardziej obfotografowany element w naszym kraju.

Niestety, uchwycić Mikołaja na zdjęciu nie jest już taką łatwizną jak kiedyś. Chłopak ma swoje ścieżki, którymi podąża i ciężko namówić go za spacery z wapniakami ;-)

12

13

14

15

Niby na tę wakacyjną przygodę zabrałem aparat, ale jakoś tak się zjednałem z telefonem, że zaczynam się zastanawiać nad sensem zabierania ciężkiego sprzętu fotograficznego, który i tak już okroiłem do absolutnego minimum. Dawno temu zrozumiałem, że nie pracuję w reklamie, a wystaw fotograficznych, i to jako dzieło wspólne, zaliczyłem dwie. Heh… czasem jak patrze na bilbordy reklamowe, to mam wrażenie, że fotograf poszedł po bandzie i strzał zrobił telefonem ;-)
Oczywiście aparat wbudowany w telefon nie zastąpi pełnoklatkowej lustrzanki, ale gdy się pozna ułomności tego sprzętu, to można z niego wycisnąć ciekawe efekty.

17

16

18

 

Reklamy