krótka czerwona kreska

Stęskniłem się za kreskami. To są przygody, w których odkrywam nieznane.

Nie mając zbyt dużo czasu postanowiłem wziąć na tapetę czerwony szlak, łączący Chęciny i Kielce, który nie stanowi wielkiego wyzwania, ale ma pewien wkurzający fragment – góra Zalejowa. Dla pieszego, ten odcinek jest prawdziwą ucztą, dla rowerzysty jest koszmarem.

Kliknij na mapę  >>>>>

322

Szlak nosi imię profesora Sylwestra Kowalczewskiego.

309

Generalnie o tym czerwonym szlaku nie wiele jest znanych prawd historycznych. Wiadomy jest fakt, że został on nazwany imieniem  profesora Kowalczewskiego w 1983 roku.

Na wyprawę wybrałem się po obowiązkach zawodowych.
Cały dzień słońce przypiekało, aż miło.
Żeby nie narazić się na bezsensowne odwodnienie, wyjechałem po godzinie 16:00.
Nadal było upalnie, ale dłużej nie mogłem czekać. Wyprawa przewidywała spore dojazdy, a sam szlak ciągnął się leśnymi ścieżkami, które chciałem pochłaniać w dziennym świetle.

300

Zabawę rozpocząłem w Kielcach, na Karczówce. Najgorsze zostawiłem sobie na koniec.

301

Na Karczówce mieści się klasztor należący do Bernardynów. Stamtąd rozpościera się jeden z moich ulubionych widoków. Wiele jest takich wokół Kielc, ale ten zdobywa się banalnie łatwo.

302

303

Z Karczówki jest porządny zjazd, który wymaga zaawansowanych umiejętności zjeżdżania. Długo pietrałem się tam zjeżdżać, ale dziś jest inaczej i daje on wiele radochy.
Kolejny super zjazd zaliczyłem z Bruszni. Cieszyłem się jak dzieciak. Chodziło mi po głowie, żeby wrócić i jeszcze raz zaliczyć Brusznię, ale czas gonił, więc obiecałem sobie powrót w niedalekiej przyszłości.

304

Na Białogonie można podziwiać stary kościół drewniany wzniesiony w 1917 r. Lubię tego typu budowle, bo mają swój niezapomniany zapach.. i klimat, rzecz jasna.

305

Wreszcie dotarłem na Słowik. Lubię te tereny, bo mają wspaniałe trasy dla górskich rowerzystów. Miedzy innymi tu odbywają się maratony świętokrzyskiej ligi rowerowej.

306

307

308

W Zgórsku odwiedziłem symboliczny grób Żołnierzy Niezłomnych. Tu także się zatrzymałem i poświęciłem kilka chwil na modlitwę.

310

311

312

Do jaskini Raj dojechałem po starych oznaczeniach, których jest już niewiele. Miałem szczęście, że była otworzona tylna brama, dzięki której dotarłem do samego wejścia jaskini. Teraz wiem, że na tym odcinku szlak poprowadzony jest inaczej, przede wszystkim krócej, ale że jestem już stary człowiek, to zrobiłem po ‚dawnemu’ :-)

313

314

Na Czerwonej Górze pogubiłem oznaczenia i wrąbałem się w krzaczory, które lekko mnie zirytowały dając zajawkę tego co czeka mnie na Zalejowej.

Wreszcie dotarłem do tej, którą gdybym był mądrzejszy, to pewnie bym ominął. Ale nie jestem mądry, a na dodatek zawzięty, więc pokonałem najbardziej znienawidzoną przeze mnie górę – Zalejowa.
Tu radości z jazdy nie ma. Za to są strome podejścia, skalista grań i wszechobecne ciernie.
Można z powodzeniem zapisywać na tej górze wypowiadane słowa. Wiele z nich może kiedyś wejdzi do kanonu polskich bluźnierstw i przekleństw.

315

316

Obejrzałem ze szczytu zachód słońca i pożegnałem się z tą góra na dobre. Jeśli kiedyś tam stanę, to na pewno bez roweru.

317

318

Ostatnie 10m zejścia z tej góry przeszedłem na czworaka, próbując możliwie bez strat finansowych sforsować twarde ciernie. Rower cierpiał niemiłosiernie. Uszkodziłem przerzutkę, a w zasadzie poluzowała się śruba trzymająca mechanizm (o czym dowiedziałem się dopiero w domu) i do końca wycieczki miałem problemy – terkoczący łańcuch i samoistne zmiany przełożeń. Próbowałem na miejscu naprawić awarię, ale bezskutecznie.

319

Powoli zapadał zmierzch.
Tuż przed Chęcinami można obejrzeć plantację barszczu Sosnowskiego. Miejscowe władze walczą z rośliną jak mogą, ale póki co, to ona dyktuje warunki swojego pobytu. Wrażliwi muszą uważać i już.

320

Wreszcie dotarłem do Chęcin.
W końcu mogłem odhaczyć Chęciński komplet.

321

Na zakończenie, kapliczka tej wyprawy.

330

Reklamy