szerszenia czas

Rower mnie pochłonął.
Niemniej, od dawna odzywał się głos którego dźwięk znałem doskonale.

Pod warstwą ubrań stał mój kochany motocykl. Przez wiele miesięcy, a może jeszcze dłużej, służył głównie jako wieszak. Trzeba przyznać, ze potraktowałem go okrutnie, ale czas którym dysponuję dla siebie, każe mi wybierać, pomiędzy lasem, polami, a asfaltową drogą.
Rower daje mi pewien komfort poruszania się po górach i leśnych ścieżkach. Dodatkowo buduje moją kondycję, która z miesiąca na miesiąc pozwala mi rowerem zwiedzać jeszcze większe obszary gór świętokrzyskich. Zakochałem się w tej krainie i nic na to nie poradzę.
Ale jak wspominałem, usłyszałem głos.
Zrobiło mi się słodko na sercu, bo odezwała się droga… ta motocyklowa droga.
W poprzednim roku nie zaliczyłem żadnej poważniejszej wyprawy motocyklowej. Nie sadziłem, że będzie to miało jakieś znaczenie dla mojej niespokojnej duszy… a jednak.

W pracy wiedziałem, że wsiądę na motocykl i pojadę, gdzieś, gdzie nie będę musiał się dzielić praktycznie z nikim asfaltową wstęgą, i gdzie woda pachnie wspomnieniami z dzieciństwa.
Obrałem kierunek na Brody Iłżeckie.

Wyczołgałem motocykl z garażu.
Akumulator ma 5 lat. Szerszeń dawno nie był odpalany. Przez zimę raz w miesiącu podładowywałem baterię, by utrzymać ją w należytej kondycji, ale to było zimą. Teraz praktycznie jest lato.
Przekręciłem kluczyk w stacyjce. Kontrolki wesoło zamrugały, dając nadzieję, że nie będzie problemów przy pierwszym odpale po tak długiej przerwie.
Silnik zagadał w ułamku sekundy.
Kiedy Szerszeń się rozgrzewał, ja spokojnie się ubrałem, poprosiłem SZEFA o brak niepotrzebnych problemów na drodze.
Wsiadłem na motocykl.
Nadal nie potrafię wytłumaczyć o co chodzi w jeździe motocyklem. Wszyscy się tym zachwycają… ja też.
Czułem, że serce wali mi z podniecenia.
Kiedy koła zaczęły się toczyć, ja i Szerszeń staliśmy się jednością. Zawsze tak jest.  To czuje się zwłaszcza na zakrętach, kiedy używa się przeciwskrętu, kompletnie nie walcząc z ciężką maszyną. W zakrętach, manetka gazu i odpowiednie ruchy kierownicą utrzymują jeźdźca w układzie równowagi wielu sił. Tarcie, siła odśrodkowa, grawitacja ściągająca do ziemi mnie i ważący 190 kg motocykl, czasem boczne podmuchy wiatru, wszystko to analizuje umysł i wysyła odpowiednie impulsy do rąk. Wszystko to dzieje się jakby poza mną.
Dla kogoś, kto uwielbia fizykę, to poczucie daje możliwość bycia w centrum doświadczania czegoś niezwykłego.

Po raz pierwszy w życiu jechałem ze słuchawkami w uszach. Spodziewałem się telefonu od Ukochanej, więc włożyłem zestaw słuchawkowy, który ma właściwości wygłuszające.
Motocyklową symfonię okrasiłem delikatnymi dźwiękami muzyki puszczonej z telefonu. Jazda motorem to pakiet porządnych emocji, ale odpowiednia muza wywaliła te emocje pod niebiosa… to było mocne.

No i zapachy!
Tego nie poczuje się w żaden sposób. Rower jest niezwykły, ale motocykl, zmienia szybko obrazy i podszywa je zapachami miejsc przez które się przejeżdża. Skoszona trawa, las itd. Mógłbym o tym pisać w nieskończoność i zdaje się, że piszę przy każdej tego typu relacji.

1

2

Uwielbiam patrzeć na swój cień kładący się na asfalcie. Nie, że jestem jakiś zbok kochający się w sobie. Lubię myśleć, że jest to moja dusza. Zawzięta, gnająca do przodu. Ja z plecakiem i motocykl. Zestaw, który mi towarzyszy na każdej wyprawie.

3

Dojechałem nad Zalew Brodzki.

4

Usiadłem nad wodą i popijając colę próbowałem wyciszyć umysł. Chciałem po prostu siedzieć i nie myśleć.

Spokój mój przerwała akcja na przystani żeglarskiej, na przeciwległym brzegu. Jakiś chłopak w rowerku wodnym zmagał się z czymś na wodzie. Na pomoście stał facet i sugerował innemu, aby do niego podpłyną i mu pomógł.
W pierwszej sekundzie pomyślałem o najgorszym, ale zaraz wypychałem te myśli czymś normalnym jak organizacja kąpieliska, albo oczyszczanie dna.
Za chwile wątpliwości rozwiały krzyki.

– Łysy… oddychaj.. kurwa oddychaj… dawaj… Łysy!!

Nie widziałem dokładnie sytuacji, bo wszystko to działo się pół kilometra ode mnie, ale po wodzie niosła się większość słów.
Jedynie co mogłem zrobić to się modlić o to, aby historia skończyła się happy endem.
Pogotowie i wóz strażacki dojechali po 15 minutach. Jeszcze przez chwilę wierzyłem, że pojadą dalej do innego wezwania, ale łudziłem się na próżno.
Czekałem w milczeniu.
Na niebie zebrały się ciemne chmury.
Zmartwiona Ukochana zadzwoniła do mnie z informacją, że w Kielcach leje niemiłosiernie.
Postanowiłem, że wracam do domu. I tak więcej nic nie mogłem zrobić.

Ciężko wsiadłem na motocykl.
Mijałem grupki flirtującej ze sobą młodzieży. Ucieszył mnie widok ich beztroski. Śmiali się i wygłupiali.
Dotarło do mnie czym jest życie. Jak skonstruowany jest świat. Gdzieś toczy się dramat, a tuż obok jest ‚normalność’.
Zrozumiałem, że dramaty dzieją się na całym świecie.
Jedni się bawią, inni cierpią.
Czy mamy na to wpływ? Oczywiście, że TAK! Bo gdyby nie to, to życie nie miałoby sensu.

Odpaliłem KSU – Pod prąd.
Jechałem mając przed sobą grafitowe niebo.
Choć nie wyglądało to dobrze, choć wkoło mnie toczyły się burzowe dramaty, ja dojechałem do domu suchuteńki.

Po tej wyprawie, przez kilka dni śledziłem starachowickie wiadomości. Był artykuł o morderstwie, spalonym domu, ale nie zanotowano żadnych utonięć.

Z przygodami jest tak, że nie zawsze kończą się szczęśliwie jak amerykańskie filmy, ale i te budują moją osobowość, tworząc kolejną opowieść.

Reklamy