kreska nebeska numero tres

Jeżdżąc pieszymi szlakami, często się zastanawiam, kto je wytyczył? czym się kierował?
Każdy przebyty szlak uczy mnie szacunku do regionu świętokrzyskiego, do ludzi, którzy znakują szlaki, ale przede wszystkim do tych, którzy je wytyczyli. Dzięki nim docieram do niezwykłych miejsc i coraz bardziej zakochuję się Kielecczyźnie.

O wielu szlakach nie wiele wiadomo. Są jakieś informacje ogólne w intwrnecie, ale ja już wiem, że dla mnie jest tego zbyt mało.

Niebieska krecha nr 3 (moja numeracja), to szlak pieszy łączący Kuźniaki – Pogorzałe… lub odwrotnie. Nie dowiedziałem się, czy ma znaczenie to gdzie jest początek szlaku, a gdzie koniec.

O tym szlaku można dowiedzieć się z Wikipedii, że jest to szlak turystyczny na terenie Gór Świętokrzyskich, i że szlak został wytyczony i oznakowany w latach 1959–1960 z inicjatywy Witolda Wigury i Teodora Zielińskiego, a w 1972 r. szlak został przemalowany na niebieski.

Pogrzebałem w necie na temat obu panów. Jeśli chodzi Teodora Zielińskiego to był miłośnikiem przyrody i turystyki. Z racji wykonywanego zawodu miał dostęp do dokładnych map, co pozwoliło mu zapewne, doskonale wytyczyć niebieski szlak pieszy. Więcej można przeczytać tu: http://www.buligl.pl/web/radom/15

W miniony piatek zmierzyłem zmierzyłem się z taką trasą (jak poniżej), w którą wtopiona jest niebieska krecha.

Kliknij na mapę  >>>>>

1_1

Postanowiłem, że tę niebieską przygodę rozpocznę od miejscowości Pogorzałe. Znajduje się ona na trasie E7 (Kielce – Warszawa), po północnej stronie Skarżyska.
Z Kielc, na miejsce dotarłem pociągiem.
Generalnie, tego dnia na nogach byłem już o godzinie 3:00 rano. Nie mogłem wygasić myśli. Ciągle zastanawiałem się co mnie czeka i jak to wszystko poukładać.

1

Jazda pociągami dobrze mi się kojarzy, bo część swojego życia spędziłem w tych pojazdach.

3

W pociągu można poznać nowych ludzi, czytać książki, słuchać muzykę, lub zatopić się we własne myśli. Podejrzewam, że w głównej mierze pociągi przyczyniły się do ogromnego rozwoju mojej wyobraźni.

2

Niebieski szlak jest długi i nie jest hitem wśród szlaków regionu świętokrzyskiego. Domyślałem się, że będę problemy z oznakowaniem tego szlaku, z resztą jak się słusznie okazało, więc zaopatrzyłem się w dokładny ślad GPS. Początek nie było trudno znaleźć.

4

Na dzień dobry (2 km), w leśnej części, przywitała mnie zmora większości szlaków pieszych – pobojowisko zostawione przez zrywkowiczów. Błoto i brak możliwości minięcia tego bajzlu. Bywa, że coś takiego funduje kilka kilometrów przedzierania się i skakania po błotnistych grzbietach kolein.

6

Na tym odcinku jest Wojenny Cmentarz Partyzancki Żołnierzy Armii Krajowej. Lubię się zatrzymywać w takich miejscach i składać hołd ludziom, dzięki którym dziś, jako wolny człowiek mogę podróżować po polskich lasach. Zapewne nie byli to grzeczni chłopcy, bo nie był to czas na grzeczności, więc możliwe, że krótka modlitwa nad ich mogiłami, chociaż trochę przybliża wojenne dusze ku niebu… warto się nad tym zastanowić.

5

Dalsze oznakowanie szlaku przebiega równolegle do leśnej drogi serwisowej, ale prawdopodobnie z tego tytułu, i z powodu niejasnego oznakowania, turyści wybierają wygodą serwisówkę, pozwalając na powolne zarastanie szlaku.

7

Ja też mając na względzie przejechanie ponad 100 kilometrów odpuściłem sobie walkę z krzaczorami.

8

Kilometr dalej jest jasno i przejrzyście.

9

Ciągle trzeba było pilnować poziomu energii. Gdy odczuwa się głów, to już jest zbyt późno na reakcję.

10

Na odcinku Majdów – Rędocin, trasę urozmaicają habazie pozostawione przez zrywkowiczów.

11

Jest pewne miejsce, któremu zrywkowicze odpuścili – bagnisko.

12

Tu nawet rower pod własnym ciężarem tonie. Próbowałem skakać z kępy na kępę traw, ale w zasadzie, to co wydawało się stały lądem, tylko udawało twardy grunt. Po kilku krokach przestałem przejmować się przemoczonymi butami.

13

W końcu nastał 30 kilometr. Ten kilometr dla tajnej grupy RiC jest specyficznym punktem każdej przygody. Upoważnia on do nawodnienia organizmu niezwykle szlachetnym trunkiem. Nie jest to jakaś konieczność, ale nie znam nikogo w tej grupie, kto nie korzysta z tego przywileju :-)

14

Traf chciał, że trzydziesty kilometr to niezwykle urocze miejsce – Rezerwat Skałki Piekło pod Niekłaniem.

15

16

To była niezwykła chwila. Tylko dźwięki lasu i jego zapach, plus słońce z jego przyjemnym ciepełkiem.
Byłem rozdarty pomiędzy kontynuowaniem przygody, a nieskończonym delektowaniem się tym, co mnie otaczało.
Do tego miejsca prowadzi czarny szlak, zaczynający się na peronie PKP – Wólka Plebańska. Długość czarnego szlaku to tylko 7 km. Nagle zrozumiałem czym jest owy czarny szlak, zwłaszcza dla tych, co przyjeżdżają pociągiem do Wólki, idą przez las 7 km, otwierają zacny trunek i są w tym miejscu. Nie da się czegoś takiego kupić. To trzeba sobie samemu wziąć, bo to jest tylko do wzięcia… za darmo!!!

17

18

Byłem wśród piekielnych skałek, na piekielnym szlaku. Pojechałem dalej, by odszukać dobrą stronę szlaku ;-)

19

Dotarłem do miejscowości Furmanów.
Rzeka Czarna jest mi bliska, bo bywając zad zalewem Sielpia często wpływam kajakiem w jej koryto, obiecując sobie jej eksplorację.

20

W Furmanowie jest pewien zakład, korzystający z zabytkowej zabudowy kompleksu wielkopiecowego, niedostępnego dla turystów. Szkoda…
próbowałem się tam wedrzeć nielegalnie, ale miejsce jest chronione jak więzienie Alcatraz.

21

Za Furmanowem ciągnie się las do samych Końskich. Ale na tej drodze są miłe zakątki, które zmuszają do zatrzymania się, bycia i zakochania w tym, co otacza przybyszów.

22

Malutka osada Piasek.
Tu, pozwoliłem sobie na skromny obiadek – ryż, cebulka, kiełba i ketchup – moje ulubione paliwo :-)

23

Stara Kuźnica też oferuje miejsce warte zobaczenia. Jest możliwość biwakowania, więc nie jest wykluczone, że pewnego dnia przybędziemy tu jako sakwiarze.

24

Stary młyn – moje ulubione zboczenie podróżnicze.
Nie udało mi się wedrzeć do środka, ale delikatnie wchłonąłem atmosferę tej zabudowy.

25

26

W Koński jest zamknięty dworzec PKP. Też próbowałem wkitrasić się do środka, ale na próżno. Czuję, że jest tam ukryty kawał fajnej historii. Kto wie, może uda się zdobyć jakieś pozwolenie na myszkowanie w tym budynku?

27

Odcinek szlaku pomiędzy Końskimi, a Sielpią to marzenie leśnych wypraw. Są delikatne utrudnienia w postaci piaszczystych odcinków, czy czasowo zagrodzonych przestrzeni, ale nie są to sytuacje, które psują humor.
Jagodowe łąki o tej porze roku mają niezwykle intensywną zieleń.

28

Po piekielnych skałkach i szlaku trzeba było się lekko odtruć ;-)

29

Kolejne skałki obok miejscowości… jakiej?… odpowiedź: Piekło.
Zaczynam się zastanawiać o co chodzi z tymi kamsztorami w województwie świętokrzyskim. Najpierw te na niebieskim szlaku, nazwanym dumnie ‚piekielnym’, a potem na czerwonym, za Klonówką jest szczyt Diabelski Kamień – taki wielki kamulec. No i teraz jak dalej analizuję Kielecczyznę, która słynie z czarownic, lekka trwoga mnie przeszywa ;-)

Na szczęście nie jest tak źle… jest też Niebo :-)

30

31

32

Dotarłem do Sielpi.
Tu zjadłem wszystkie zapasy żywieniowe, które musiały mi wystarczyć, aż do samego domu

34

33

Kładka podwieszona w Sielpi – zboczenie zawodowe :-)

35

Od Sielpi, do miejscowości Węgrzyn, leci się bez większych zakłóceń. Problem jest z oznakowaniem szlaku, z którym się nie spotkałem przez 3 km. Nie mam pojęcia, czy szlak w tym miejscu jest przeniesiony, czy jest tak mało popularny, że oznakowanie pozostawiono na później.

Na odcinku Węgrzyn – Jóźwików szlak prowadzi przez terytorium okupowane przez bobry. Wszystko jest zalane, więc moje nie do końca wysuszone skarpety, przywitały się ponownie z wodą.

36

Potem jest troszkę bagien.
Na koniec, żeby nie było nudno, zrywkowicze przygotowali kilkaset metrów atrakcji w postaci leżących wszędzie badyli. Rower na plecy i radośnie przyśpiewując, aby nie obrażać ciężko pracujących leśników, brnąłem do przodu.

37

Ostatnie 10 kilometrów szlaku to jazda grzbietem góry Dobrzeszowska i dwa, naprawdę fajne zjazdy… widać je na wykresie.

38

Szczyt Dobrzeszowska.

39

Koniec niebieskiego szlaku pieszego, to początek głównego szlaku czerwonego – Massalskiego. Niebieski nie dorobił się jeszcze swojego oznakowania w tym miejscu, bo prace odtwarzające szlak są obecnie wykonywane.

40

Ten dzień zamknąłem z takim dorobkiem na liczniku.

41

Czy nasuwają mi się jakieś wnioski?
Szlak jest wyczerpujący. Ma ciężkie fragmenty, zdewastowane przez leśników legalnych, lub nielegowanych… ciężko to osądzić, „ale” – słowo „ale” kasuje wszystko co było powiedziane przed nim… ale generalnie szlak jest niesamowity. Został poprowadzony w sposób bardzo przemyślany.
Mnie przejechanie tym szlakiem, ze Skarżyska do Kielc, zajęło 13 godzin. Miałem trzy małe przerwy, średnio po ok. 20 minut. Resztę czasu byłem w ruchu.
Walka ze zrujnowanym przez leśników otoczeniem, trzy bagna, poszukiwania szlaku w miejscu braku oznakowania, buduje charakter.

Na koniec kapliczka tej trasy

50

Reklamy