ja tam zimy nie lubię i już

Trochę mnie wciągnęło życie.
Rodzina, praca, może trochę więcej tej pracy ostatnio, relacja z latarek, Miód i Wino (BLOG), który także mnie wciągnął… wszystko to odsunęło elektroniczny pamiętnik na daaaalszy plan. Ale zamierzam usystematyzować wypełnianie pustych, wołających kart.
Przy okazji zawartość tego pamiętnika przenoszę na papier. Po raz kolejny wtapiam się we wspomnienia przelane na elektroniczną platformę… taka delikatna podróż w czasie.

<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<

Zima to moja najmniej ulubiona pora roku. Staram się walczyć jak tylko potrafię z tym uczuciem niechęci do zimy, ale zawsze jest to forma wegetacji. Oczywiście wypracowałem szereg patentów na oszukiwanie psychiki, z których w zależności od sytuacji korzystam bez umiaru.

Sezon rowerowy 2015 zamknąłem z niezwykłą formą, pozwalającą mi na całodniowe przygody i eksploracje na rowerze nieznanych mi miejsc. Nawet jeśli mają 2500 m przewyższeń.
Postanowiłem za wszelką cenę utrzymać wypracowaną sprawność, aby sezon rowerowy 2016 otworzyć w pełnej gotowości na czekające przygody. Przy okazji zdecydowałem się na małe zrzucenie zbędnych kilogramów – tak ok. 6-8 kg. Przez prawie cały rok 2015 wchłonąłem olbrzymie ilości słodyczy, co odbiło się na wadze mimo intensywnego kręcenia. Do tej pory, przez 6 tygodni, bez wielkiego katowania, zgubiłem 4-5 kg, więc niewiele już zostało do osiągnięcia założonego celu.
Biegać nie cierpię. Monotonne tupanie cholernie mnie nudzi. Poza tym, przez rower, a w szczególności motocykl, przyzwyczaiłem się do szybko zmieniających się wkoło mnie obrazów.
Właściwie dobrane zestawy muzyczne (dub-chill i deep focus) przenoszą mojego ducha w miejsca, w które tylko zdołam sobie wyobrazić, pozostawiając ciału nudną robotę zbudowania jeszcze lepszej formy.
Treningi przeprowadzam nocą. Czasem o 18:00, a czasem o 22:00. Czasem jest -7 st.C, a czasem +7. Czasem robię to ochoczo, a czasem chciałoby się poleżeć i nic nie robić.
Wytyczyłem sobie kilka tras od 20-50 km ze sporymi przewyższeniami, które razem ze Sztywnym pokonujemy w coraz lepszym stylu.
Ale bywa też tak, że pojawiają się możliwości kręcenia w dzień. To rzadki przypadek, którego nigdy nie odpuszczam. Wtedy do akcji wkracza Mięki.
Kiedy patrzę na Miękiego  wywołuje to napływ śliny. W pewnym sensie jest to odruch Pawłowa. Mięki kojarzy się z przygodą i wystarczy, że wsiadam na niego w garażu, tak na sucho, to już powoduje, że mój umysł produkuje jak oszalały kolejne marzenia i oczekiwania. W ciągu całej zimy jeździłem nim zaledwie trzy razy, ale te trzy, krótkie wyprawy były jak jakieś międzynarodowe święto podróżniczo-rowerowe.
Nie chodzi już wtedy o budowanie formy, robienie na siłę przewyższeń i statystyk. Ten rower odpala w moim umyśle bombę pozytywnej energii, która zmiata z horyzontu wszystkie ciemne chmury.

Jedna z takich przygód odbyła się pod koniec stycznia.
Częściowo zima odchodziła w niepamięć, lecz tej nocy spadła gruba warstwa świeżego śniegu, zakrywając cienką warstwę lodu.
Jazda była trudna i generalnie cholernie głupia. Miałem świadomość, że przez choćby minimalną nieostrożność mogę załatwić sobie niechcianą kontuzję.
Wygłodniały, podejmując ryzyko pojechałem w poszukiwaniu namiastki przygody.

101

102

Jechałem trochę bez planu. Chciałem poprzez rower połączyć moje ulubione miejsca, omijając samochody szerokim łukiem.
Świeży, miękki śnieg i cisza przerywana przyjemnym szumem wiatru, ładowały wyczerpane akumulatory mojego wnętrza.

103

W okolicach północnych ogródków działkowych spektakularnie zaliczyłem glebę. Spodziewałem się tego. Pewne sytuacje czasem się przeczuwa, więc obyło się bez strat.

104

Śnieg w środku zimy był niezwykłym zaskoczeniem dla kieleckich władz, więc nie udało się odśnieżyć ścieżek rowerowych na czas mojej przygody. A poza tym, po co odśnieżać ścieżki rowerowe w zimę, jak o tej porze roku nie jeździ się na rowerach. To byłoby zwykłe marnotrawstwo miejskich środków finansowych ;-)

105

W południowej cześć Kielc wjechałem w las ciągnący się do Sukowa.
Czułem się jakbym odkrywał nietknięte ludzką stopą tereny.

106

Na leśnej drodze spotkałem trzech podobnych świrów. Byli bardzo mocni. Udało mi się utrzymać ich tempo ok. 5 km. Jeden z nich jechał kolarką!!!

107

112

Z Sukowa pojechałem ośnieżoną szutrówką, prowadzącą do Cedzyny.
Gdzieś, po środku lasu spotkałem rozbawioną ekipę, która zorganizowała sobie kulig z ogniskiem i muzyczką z magnetofonu. Na dzień dobry dostałem pięćdziesiątkę i kiełbę na patyku. Niesamowici ludzie. Przez tę krótką chwilę zdążyliśmy się zżyć. Miałem ochotę skoczyć po swoją rodzinę, coś do wypicia i tak spędzić resztę dnia, ale w perspektywie miałem kilka obowiązków zawodowych, których nie mogłem olać
Na odchodne, żebym się nie przewrócił, dostałem dla równowagi kolejną pięćdziesiątkę.

108

109

Dotarłem do Cedzyny. Zrobiłem sobie pamiątkowe foto

110

Nie mam pojęcia dlaczego, ale zapragnąłem pojeździć na rowerze po skutym lodem zalewie. Zobaczyłem parę osób krzątających się na lodzie, więc pomyślałem, że na pewno jest bezpiecznie. Niemniej, noszę w pamięci wiele historii o ludziach, którzy zaufali w bezpieczną grubość powłoki lodowej. Dziś są tylko historią i przestrogą przed podejmowaniem głupich decyzji.
Ale ja w sobie miałem dwie pięćdziesiątki. Podjęcie głupiej decyzji przyszło mi z łatwością, więc wpadłem rowerem na lud.

Od razu piszę, że to było naprawdę głupie i nie należy tego robić.

Pierwszy raz w życiu jechałem po idealnie płaskiej powierzchni przykrytej świeżym śniegiem.
Niezwykłe uczucie.
Licznik pokazywał prędkość ok. 25 km/h, a ja czułem się jakbym stal w miejscu. Brak bliskich punktów odniesienia powodował, że mój umysł nie odnotowywał mijania, czy przybliżania się do czegoś.
Pomyślałem jak frustrująca musi być podróż w kosmosie, że minimalny błąd może spowodować, iż nigdy się nie odnajdziesz, że utkniesz w pustce. Na szczęście była to tylko krótka zadumka, stłumiona radością jazdy po ‚szkle’.

111

W pewnym momencie wpadłem na pomysł, że na tak dużej powierzchni napiszę skrót tajnej grupy rowerowej :-)

100

Czas szybko mija. Nie ważne, że jesteś w przestrzeni bez punktów odniesienia. Mija i już.

Wracałem do domu.
Mięki wyglądał fatalnie.
W tylnej piaście był ubity śnieg, utrudniający porządne łapanie łańcucha. Mogłem to oczyścić, ale byłem blisko domu i dojechałem na lżejszych przełożeniach, których śnieg nie zmasakrował.

113

114

Ludzie, miejsca, dobra muza, czas, myśli i rozmowa. To mi towarzyszyło podczas tej krótkiej przygody.

Tej zimy, z Miękim pojechałem jeszcze raz przeżyć przygodę, ale o tym już w kolejnym odcinku.