kreska nebeska 2

Życie nie sen, a więc nie prześpij go… – słowa Marek Grechuta.

Skończyło się dobre, a zaczęło się… inne.
Zanurkowałem do swej pamięci i wydobyłem znalezisko powstałe pod koniec października – środa 28.10.2015.

Informacja początkowa:
Zdjęcia robiłem komórką, więc jakość może nie powalać. Po kliknięciu na zdjęcia, niektóre wyświetlą się w dużym formacie.
Ta relacja była opatrzona szeregiem zdjęć, lecz została zdewastowana poprzez chore, ludzkie umysły, które nie przyjmują w swej daleko posuniętej tępocie, że bezkreśnie kochający swoją żonę mąż, jeździ na rowerze z kim chce. Nie ma znaczenia czy towarzyszem podróży jest mężczyzna, czy kobieta, i że oprócz wspólnej jazdy na rowerze nie łączy ich kompletnie NIC!!!

——————————————————————————————————————————————

KOCHANIE, MOJA CUDNA ŻONO… NIE PRZEJMUJ SIĘ LUDZKIMI JĘZYKANI.
——————————————————————————————————————————————

W te dni, nocą temperatura spadała poniżej zera, by rankiem, słońce dźwignęło słupek rtęci aż do dyszki.
Jakoś tak panikowałem przebierając nogami, że uciekną mi dni złotej jesieni, a ja, po raz pierwszy od wielu lat, ten fakt obejrzę przez okno.
Na szczęście tak się nie stało.

Rozpychając się pomiędzy obowiązkami, udało mi się wykraść jeszcze jeden dzień wakacji.
W tajnej grupie rzuciłem hasło o perspektywie eksploracji niebieskiej krechy 2 – szlak łączący Wąchock i Kielce (Cedzyna), też stosunkowo popularny, jak niebieski nr 1 i czerwony Massalskiego.

Informacja początkowa:
Zdjęcia robiłem komórką, więc jakość może nie powalać. Po kliknięciu na zdjęcia, niektóre wyświetlą się w dużym formacie.

TRASA

KLIKNIJ NA MAPĘ >>>

130

Z 70 osób udało się utworzyć zespół dwuosobowy – ja i Karolina.
Wczesnym rankiem wykonaliśmy pociągiem desant do Skarżyska Kamiennej.

255

Generalnie Skarżysko jest bardzo fajnym miejscem… przynajmniej dla mnie. Jest to miasteczko z oznakami upadku, więc dla industrialnych szwendaczy ma wiele ciekawych zakamarków.

3

Skarżysko nie było naszym celem, więc pojechaliśmy czerwonym szlakiem w kierunku Wąchocka – tak… tego Wąchocka, z którym nic się nie zgadza, co jest powiedziane w kawałach o tym miejscu.

Na początku było pysznie. Złote kolory mieniące się w słońcu już w pierwszych minutach zapisały ten dzień do grupy udanych.

255

Wdychając atmosferę jesiennego poranka, przez chwilę pomyślałem o tym, że odstaję poza utarte schematy, że nie zachowuję się jak normalny człowiek, który powinien odpowiedzialnie tkwić na stanowisku pracy. Na szczęście, te myśli nie były rodem – Piotrek opamiętaj się!! – tylko raczej – dobrze, że jestem tak popieprzony :-)

5

Czerwony szlak do Wąchocka krzyżuje się z rzeczką o imieniu Żarnówka.
Planując ten wypad nie podejrzewałem, że może być ona problemem.

255

Zastanawialiśmy się, czy wracać kilometr, a potem nadrabiać kolejny. Ale tak strasznie nie lubię zawracać. Zawsze mam wrażenie, że dalej czeka mnie coś niezwykłego i jak zawrócę, to nigdy się nie dowiem co to było.
Był moment, że udawało się przejść ‚suchym butem’, ale w końcu dotarliśmy do miejsca, w którym trzeba było z butami chwilowo się pożegnać.
Do przejścia przez wodę mieliśmy zaledwie 60 m. Niektóre powierzchnie wody były skute cieniutką warstewką lodu. To dawało nam pojęcie, z jakim zjawiskiem się zetkniemy, zanurzając w tej lodówie cieplutkie stopy.
Nigdy nie bawiłem się w morsowaniem, więc teraz miałem okazję doświadczyć o co chodzi w tej zabawie.
Właściwie w ciągu pół minuty organizm odciął dopływ kwi do stóp i z sekundy na sekundę traciłem w nich czucie. Wiele słyszałem opowieści o tym jak ludzie wpadają do lodowatej wody i jak niewiele czasu mają na ocalenie. Teraz to zrozumiałem.
Karolina postanowiła sforsować rzekę w skarpetkach, co być może lekko uchroniło ją przed drastycznym kontaktem z zimną wodą, ale nie miała suchych na zmianę, więc dalsza perspektywa podróży stanęła pod znakiem zapytania.

255

Gdy myśleliśmy, że najgorsze już za nami, dotarliśmy do głównego nurtu rzeki. Oceniłem jej głębokość na ok. 80 cm.
Żeby nie rozbierać się do rosołu, postanowiłem poszukać płytszego przejścia w zaroślach zalegających tuż obok. Polegało to na tym, że przekraczałem rzeczkę trzema krokami, po czym, żeby odzyskać krążenie krwi w stopach, wskakiwałem na oszronione kępy traw, które mimo, że były oszronione, to dawały uczucie, jakby stało się na rozgrzanym piasku. Operację trzeba było powtórzyć kilka razy i można było świętować sukces na przeciwległym brzegu. Oczywiście szlak przetarłem bez roweru, więc czekała mnie jeszcze podwójna zabawa.

255

Po wszystkim wszedłem do rzeki po drugiej stronie, w miejscu rozgrzanym przez słońce. Było naprawdę błogo. Zaczęło mi się podobać to łażenie w zimnej wodzie. Nadal chłód wody odcinał dopływ krwi do stóp, ale mogłem to robić w sposób kontrolowany. To właśnie było to COŚ, czego bym nie doświadczył, gdybym zawrócił w poszukiwaniu łatwiejszej drogi.

9

Dalej, baz zbędnego cackania, popędziliśmy do Wąchocka, by zakupić komplet skarpet dla Karoli.
Dobrze, że nie zmoczyła sobie majtek :-)

10

Karolina, wyposażyła zestaw w dodatkową membranę… hmm… raczej nieoddychającą, ale skuteczną w zatrzymaniu ciepłoty ciała.

11

Rozgrzani i najedzeni pojechaliśmy pod dworzec PKP w Wąchocku, gdzie swój początek ma niebieska krecha.

255

Znowu jesień się do mnie uśmiechała, a ja uśmiechałem się do niej

13

14

255

Wtem, w środku lasu spotkaliśmy marynarza żaglowca morskiego. Na imię miał Józef.
Oczywiście, że zapytałem – co w środku Sieradowickiego Parku Krajobrazowego robi marynarz? Józef odparł, że był na partyzanckiej drodze krzyżowej.

16

Kilometr dalej wszystko się wyjaśniło.
Impreza jest cykliczna. Odbywa się  właśnie w październiku i ma charakter martyrologiczny.

17

255

Popatrzyliśmy przez chwilę na uczestników.
Robiąc zdjęcia podsłuchałem dwóch staruszków jak opowiadali o czasach, gdy walczyli w tym lesie. Dokładnie pokazywali miejsca, w których były leje po bombie – ich chwilowe schronienia.

Po chwili wróciliśmy na naszą niebieską przygodę.

19_1

20

Było niezwykle miło.
Radość jazdy przerwały nam zwalone drzewa na drogę. Osiem kilometrów szlaku jest zorane przez maszyny wykonujące zrywkę lasu.
Praktycznie ciągłe przenoszenie roweru ponad ogromnymi kopcami badyli. BEZ SENSU!!! :-(
Nie mam pojęcia, kto zezwala w parku krajobrazowym na takie traktowanie lasu. Widać było, że temat jest raczej legalny, bo są specjalnie wybudowane drogi pod zrywkę… chyba??

19

21

Droga zamieniła się w koszmar.
Czasem szlak prowadził po drogach bagnistych, na których chętni zanurzyli, w zalanych wodą koleinach, swoje budy z nowymi, suchutkimi skarpetami :-)

255

Wreszcie wyjechaliśmy z parku na asfalt. Generalnie nie tęsknie za asfaltem, ale po masakrze w ściętych krzaczorach, z nieukrywaną radością zawarłem z asfaltem chwilowy rozejm.

255

Nie rozumiem dlaczego niebieski szlak nie przebiega obok ruin w Bodzentynie. Gdybym nie wiedział, że one tam są, to będąc ortodoksyjnym szlakołazem, nie miałbym możliwości zobaczyć tej naprawdę fajnej atrakcji.

23

24

Za Bodzentynem była oczekiwana przeze mnie ulica Miejska, z jej super podjazdem do Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Kiedy pokona się to wymagające wzniesienie, to w stronę Świętej Katarzyny czeka ekstra zjazd pomiędzy drzewami. Jest długi i daje masę radochy.

25

Poniżej dolina Czarnej Wody.

26

W Świętej Katarzynie można posilić się i rozgrzać gorącą herbatą lub czymś mocniejszym.

255

Nocą dojechaliśmy do lasu tuż przed Cedzyną. Mieliśmy ogromny problem ze znalezieniem szlaku, bo albo jest przeniesiony, albo nie przetarty i dodatkowo słabo oznaczony.
Oblepieni dziadami (rzepami) ominęliśmy krzaczastą ścianę i pojechaliśmy na ulubione miejsce tajnej grupy rowerowej, by zrobić sobie pamiątkowy strzał.

255

Kilka set metrów dalej, nasza niebieska przygoda się skończyła.

255

Ten szlak zaliczam do najmniej porywający z tych, które już przejechałem. Były fajne fragmenty, ale Niebieski Nr 1, czy Czerwony, składają się głównie z takich fajnych fragmentów.
Czy kiedyś na niego wrócę?
Jak mi się znudzą wszystkie szalki w Świętokrzyskim, to pewnie tak :-)