żółta przygoda

Jest poprowadzony wkoło Kielc, żółty szlak spacerowy.

Informacja początkowa:
Zdjęcia robiłem komórką, więc jakość może nie powalać. Po kliknięciu na zdjęcia, niektóre wyświetlą się w większym formacie.

TRASA

KLIKNIJ NA MAPĘ >>>

200_1

Do objechania tej trasy przymierzałem się już w 2006 roku. Wtedy byłem jeszcze zbyt wątłym rowerzystą i nie udało mi się pokonać jej w całości za jednym podejściem.

Gdybym miał jakoś określić ten szlak, to nadałbym mu imię SYMPATYCZNY. Tak!… to jest najsympatyczniejszy szlak, jakim w ogóle jechałem w swoim życiu. Jadąc nim ma się wrażenie, jakby wpadło się do jakiegoś nieznajomego człowieka, a ten, chcąc ugościć cię jak najlepiej, oddaje wszystko co ma.
Wyruszając na ten szlak spodziewałem się, że będzie nudny, bo co może zaoferować taki spacerniak mając w tle szlak Massalskiego?
Na szczęście się myliłem… i to bardzo. Jazda nim to czysta radocha.
Kiedy na szlaku dochodziło do rozwidleń i jedna z odnóg była naprawdę fajna, to właśnie to była odnoga tego szlaku.

Swoją żółtą  przygodę rozpocząłem w Masłowie. Szlak przebiega niemalże obok mojego domu, więc głupotą byłoby rozpoczynać go po drugiej stronie Kielc (Stadion), gdzie wg Urzędu Miejskiego ten szlak ma swój początek.

Na dzień dobry, ‚żółty’ poczęstował mnie na Domaniówce takim widokiem.

200

Kolejny widok z Domaniówki, to już prezentowany kilka razy przeze mnie, w ramach realizowanych innych małych wypraw.

201

Zaczął się las.
Znam ten rejon. Na niewielkim odcinku trzeba się nastawić na błotko… żeby nie było zbyt łatwo :-)

203

Niemniej, ten szlak to głównie szutry bardzo dobrej jakości, drogi gruntowe, ścieżki i namiastka asfaltu.

204

205

206

Niedaleko rezerwatu Sufraganiec jest postawione kilka wiat, oraz przygotowane miejsce na ognisko. Nie mam pojęcia, czy miejsce zorganizowało miasto, czy Lasy Państwowe, ale  można  przyjść z rodziną, użyć do rozpalenia ogniska drewno, które jest specjalnie przygotowane i spędzić miło czas.

207

Jechałem dalej delektując się jesienią, lasem, zapachem i dźwiękami.

208

W końcu wyjechałem na tereny przemysłowe Kielc.

209

Na granicy industrialu i terenów miejskich jest Rezerwat skalny (przyrody) Ślichowice. Bardzo fajna dziura – stara kopalnia odkrywkowa, która ukazuje pofałdowane formy tektoniczne.

210

211

212

Cieszyłem się jak dzieciak. Jechałem powoli. Nie spieszyłem się.  Pożerałem tę trasę kawałek po kawałku.

Przed Karczówką napotkałem przeszkodę…

213

Moją uwagę zwróciła pracochłonność tej zapory. Nie były to zwykłe dechy, tylko delikatne dzieło sztuki ludowej.
Czy mnie to powstrzymało? wiadomo, że nie.

Na końcu działki pojawił się taki placyk.

214

Widać było, że każdy detal został utworzony  z sercem, dopieszczony.
Wtem z krzaków wyszedł Bogdan – właściciel tego miejsca.

215

Zapytałem, czy jest właścicielem. Odparł, że tak.
Zgodnie z zasadą przebywania w tym miejscu, zapytałem go o pozwolenie przejazdu, które udzielił mi natychmiastowo.
Zacząłem ciągnąć z Bogdanem dialog o tym miejscu, że bardzo mi się podoba, że widać mnóstwo pracy włożonej w przygotowanie itd.
Bogdan ucieszył się, że zatrzymałem się i pochyliłem nad jego wysiłkiem.

Na Dalni szlak obdarował mnie kolejnym widokiem.

216

W okolicach góry Stokowa, w środku lasu zaczepiła mnie młoda dziewczyna – Kasia.
Okazało się, że Kasia bawiąc się z psem,  zgubiła telefon i mordowała się z poszukiwaniami już 15 minut, tracąc nadzieję na sukces. Poprosiła mnie, abym pomógł jej go odszukać. Wspólnie nasłuchiwaliśmy sygnału w miejscach potencjalnej zguby.
W miedzy czasie, Kasia w przypływie smutku oskarżała grzybiarzy o kradzież, że ludzie ogólnie są podli i pewnie już jest po temacie. Trudno było się z nią nie zgodzić, ale ja, który ostatnio obdarowuje ludziska ogromnym kredytem zaufania, broniłem ich, podtrzymując dziewczynę na duchu.
W końcu zguba się znalazła i zapanował radość.

217

Kasia wróciła z psem do swojej rzeczywistości, a ja pojechałem dalej poznawać tajemnice żółtej krechy.

Po przejechaniu zaledwie kilometra spotkałem Jacka.

219

Jacek odbudowuje oznakowanie żółtego szlaku.

218

Opowiadał mi o pewnym człowieku, nazwał go ‚guru od szlaków’, z którym wspólnie ustalają ewentualne zmiany przebiegu dróg turystycznych. Wiąże się to w różnymi przebudowami dróg krajowych, czasem ktoś przypomni sobie, że jest właścicielem jakiegoś terenu i nie życzy sobie łazików itd. To powoduje przełożenie szlaku i przy okazji odbudowę oznakowania.
Generalnie jadąc czerwoną krechą, niebieską, a teraz żółtą, zauważyłem, że oznakowanie jest niemalże świeżo malowane. Nawet zastanawiałem się kto tym się zajmuje, więc teraz wiem :-)

Pożerałem szlak w najlepsze…

220

aż nagle psssss… kapeć :-(

221

Żeby zejść maksymalnie z wagą mojego roweru, producent użył super – hiper – ultra lekkich opon. Cechują się tym, że ważą tyle co komar, ale nie nadając się do długiej eksploatacji. Maraton jeden, dwa, tak, ale nie długoterminowe katowanie na kamburach.

222

Dotykając tego ogumienia ma się wrażenie, że dotyka się papieru.
Załatałem jakoś dziursko i pojechałem dalej.

Kolejny przystanek to Rezerwat Biesak-Białogon.

223

Dalej zaczęły się górki. Skocznia (Pierścienica)…

224

i Telegraf, ale nie z jej szczytu.

225

Na tym etapie czułem wyprawę w nogach.
Trochę nie doceniłem tej trasy. Początkowo uznałem ją za banał dlatego fizycznie słabo się przygotowałem.

226

Niemniej, tragedii nie było. Banan, snikers, herba z miodem i mała ilość pepsi postawiły mnie z powrotem na nogi.

Kolejne 7 km jest stosunkowo słabo oznakowane, bo szlak biegnie przez pola.

227

Tu z pomocą przydaje się mapa, a nawigacja, to już pełny luksus.
Jacek opowiadał mi, że w tym miejscu będą wkopane opony z oznakowaniem. Wcześniej były próby z tabliczkami, ale ludzie takich tabliczek nie mają w domach, więc zabierali je ze sobą. Próby z ogromnymi głazami też się nie powiodły, bo głaziorów też ludzie w domach nie mają.

Kiedy spodziewałem się, że nic mnie już nie zaskoczy, szlak podarował mi jeszcze taki widoczek.

228

Dalej to już dobrze znany mi temat.
Tu oznakowanie powstaje na nowo. Jacek dopiero zagruntował powierzchnie, ale wiadomo, że jak jest biały kwadracik na drzewie, to oznacza on tylko jedno.

229

Ostatnia atrakcja na mojej wersji żółtej drogi to Świnia Góra.

230

Do końca przygody został już tylko kilometr.
Posiedziałem sobie w ciszy na szczycie, wypiłem resztki herbaty i pozbierałem myśli z całego dnia.
Krótka przygoda. Spędziłem dzień na rowerze, poznając nowe miejsca i ludzi.
Szlak, jak na początku się wydawało, nie pył banalny. Wymagał ode mnie pewnego nakładu sił, którego się nie spodziewałem zużyć. Myślałem, że objechanie zajmie mi 4 godziny, ale chcąc wtopić się atrakcje, które przygotowali twórcy szlaku, trzeba poświęcić dodatkową ilość czasu. Poza tym był piątek. Zamiast gnić przed komputerem, delektowałem się słońcem i przyrodą. Tego nie robi się szybko.

W końcu dotarłem do miejsca, w którym zacząłem swój żółty szlak. Jeszcze tu wrócę!!!

231

Statystyki:
Dystans: 66 km
Zużycie energii: 5219 kcal
Płyny: 1,5L herbata z cytryną i miodem, 1L Pepsi, 1L herbata zielona i wieczorem lampka wina :-)
Żarcie: rano ryż z mlekiem, 2 kanapki, 4 banany, 1 snickers, duży jogurt i dwa gołąbki na obiad.