kreska nebeska

Szlak niebieski, należy do grupy tych najdłuższych co do wielkości szlaków województwa świętokrzyskiego (wg informacji które posiadam). Ma on długość ok. 70 km i łączy ze sobą Chęciny i Łagów. Generalnie niebieskich szlaków jest kilka, ale gdy mówi się o niebieskim ma się na myśli ten.
Niebieski szlak nie jest specjalnie wymagający dla wprawionych rowerzystów (poza końcówką Góra Stołowa i Zamczysko), ale jeśli dołączy się do tego dojazdówki z Kielc i do Kielc (60km), no to robi się z tego poważna sprawa.

TRASA
rejestrator obudził się za Kielcami, więc 8 km gdzieś przepadło.

KLIKNIJ NA MAPĘ >>>

6

Ta wyprawa utwierdziła mnie w przeświadczeniu, aby objeździć wszystkie szlaki województwa świętokrzyskiego. Jest trochę tego więc nudzić się nie powinienem.

W czwartek (17.09.2015), o 6:00 wyruszyliśmy wspólnie spod dworca PKP Kielce i pojechaliśmy w stronę Chęcin, by tam rozpocząć naszą niebieską przygodę.
Ekipę stanowili: Agata, Piotrek, Wiktor, Albert, Konrad i ja.

1

Na tej dojazdówce mieliśmy mocne tempo. Każde z nas nie mogło się doczekać kiedy wgryziemy się w porządny teren.
Jeśli chodzi o niebieską krechę, to do tej pory traktowałem ją trochę po macoszemu.  Raz, że była mi nie po drodze, a dwa, że miałem fajniejsze rejony do szurania. Ale teraz, gdy postawiłem sobie wyzwanie, kreska nebeska stała się moim twardym celem.

Poniżej kilka strzałów z wyprawy.

2

2200

3

4

5

7

8

Żeby było jeszcze bardziej kolorowo, nie obyło się bez awarii ogumienia. Jedną miał Piter, a drugą ja.

9

W południe zaczęło robić się solidnie ciepło. To dawało nam w kość, więc wzrosła częstotliwość uzupełniania płynów i odpoczynków.

10

11

12

13

W Daleszycach połowa ekipy odpuściła. Wiktor dopiero odbudowuje formę,  więc ten odcinek był zbyt wymagającym testem, Piter był po kilku imprezach pod rząd, a Albert ogólnie był wyeksploatowany.
Zjedliśmy pożegnalną pizze i dalej pojechaliśmy we trójkę.

14

Kolejne 20 km było dla mnie miażdżące. Upał, a także dwa strome podejścia (Góra Stołowa i Zamczysko) dały mi mocno w kość. Niemniej, widoki były zacne.

20

15

16

17

Na Górze Stołowej zaliczyłem niewyobrażalną glebę. Kompletnie nie mam pojęcia jak do tego doszło. Droga leśna, prosta, kilka badyli, które leżały wszędzie, więc nie stanowiły kosmicznego zjawiska i nagle rower zatrzymał się jak wmurowany, a ja przeleciałem przez kierę. Problem w tym, że byłem wpięty w SPD, więc podczas lądowania rower poleciał za mną… masakra.

18

Zwichnąłem oba barki. Prawa ręka w pewnym zakresie odmówiła posłuszeństwa. Po 10 minutach doszedłem do siebie i mogłem kontynuować jazdę, ale nie było już tak miło. Nie wiem jak dojechałem do końca, bo przez kolejne trzy dni nie mogłem nawet podnieść kubka z herbatą :-)

Wreszcie dotarliśmy do ostatniego wzniesienia. Przed nami super zjazd do Łagowa.

19

21

W Łagowie był moment, że zastanawiałem się nad powrotem busem, ale pewnie dziś nie darowałbym sobie, że tak łatwo odpuściłem.

Do Kielc całą drogę prowadził Konrad, który narzucił idealne tempo i był tym, który rozcinał powietrze. Jemu zawdzięczam końcówkę wyprawy.
Ja słuchałem muzyki, próbując zagłuszyć ból i zmęczenie. Nogi właściwie same kręciły i dobrze, że nie angażowały mnie zbytnio… to są dobre nogi.

Do Kielc dojechaliśmy nocą.

22

Do samochodu miałem 200m. Próbowałem ten odcinek przejechać rowerem, ale się nie udało. Organizm odmówił posłuszeństwa.

Trochę statystyk:
dystans: 130 km (60 km off road).
spalone kcal wg pulsometru: 8194
Wypite płyny: 8 L – zielonka 1L, herba z miodem i cytryną 1,5L, Nestea Lemon 1,5L, Muszynianka 2L, dwa piwa 1L i pepsi 1L.

Żarcie:

23

Rano w domu ryż z mlekiem, w drodze ryż z kiełbasą, ketchupem  i cebulką (pyszności, które będę sobie serwował na każdej wyprawie), cztery kanapki, snickers, pizza i cztery banany.

Na koniec kapliczka tej wyprawy.

24