okradanie rzeczywistości

Trzeba kraść… chwile.
Rzeczywistość jest w tym bezwzględna i stara się zabrać nam wszystko co mogłoby wywołać uśmiech na twarzy.
Trzeba byś sprytniejszym i dać rzeczywistości popalić, zabierając jej skradzioną radość.

Ostatnio odpieram nasilony atak zawodowych obowiązków.
Za oknem piękno. Nic tylko wystawić łapska i czerpać ile wlezie.
Oblizuję się smakiem, bo to jeszcze nie mój czas. Pytanie, kiedy on nastąpi?
Niemniej, jakoś sobie radzę. Masę dobrych chwil mnie jednak spotkało, tylko nie ma czasu, by powiązać to w snopki i zaszufladkować.

W natłoku zawodowej realizacji udało się zaliczyć kilka małych wypraw. W miarę możliwości powrzucam co się da.

W połowie lipca, kiedy mój umysł przeżywał silne przeciążenie, złapałem łapczywie za ‚Miękiego’. Już od dawna prosił się o choćby marną namiastkę wyprawy, a ja tego dnia za cholerę nie potrafiłem mu odmówić… bo i po co?
Cel wytyczyłem jeden: las… duuużo lasu.
Czerwony szlak to gwarancja lasu, pozytywnego zmęczenia, niezapomnianych widoków i właściwych zjazdów dla MTB. Wszystko po to, by nafaszerować się energią. Jeśli chodzi o energię, a zwłaszcza tę poszukiwaną, to ciągle mam niedosyt. Jakby głód, którego nie potrafię poskromić. A poskramianie głodu rowerowego jest przecież super fajne.

Słońce i chłód lasu stworzyły tego dnia idealne warunki na rower.
Wkoło pachniało poziomkami.

1

Podczas przerwy na zmianę nastroju muzycznego, lekką regenerację i uzupełnienie płynów, nieśmiało podeszła do mnie starsza pani.
Opowiedziała mi, że wsiadła po raz pierwszy od 20 lat na rower i nie jest pewna, od czego ma zacząć na nowo rowerową przygodę.
Miło, że uznała mnie za eksperta. Starałem się przekazać jej jak najwięcej potrzebnej wiedzy, ale bez przesady. Najważniejsze już miała… rower i chęci.
Opowiedziałem jej o tym, że kiedy spotykam kogoś na drodze, koniecznie muszę się rozstać zdjęciowo. Pani się ucieszyła, uznając to za fajny pomysł.

2

Tuż przed Świętą Katarzyną spotkałem kumpla – Gastona, którego znałem tylko wirtualnie.
Obaj pomyśleliśmy, że świat jest mały, więc postanowiliśmy uczcić spotkanie niewielką ilością płynu regeneracyjnego.

3

Gaston, to gość w niebieskiej koszulce.

Ja pojechałem do mojego ukochanego źródełka, a Gaston z towarzyszami w kierunku domu.

4

5

Dalej to już widoki i ostre kręcenie.

6

7

8

9

Tuż przed zjazdem ze szlaku złapała mnie mała awaria.
Detka, którą miałem w oponie była super lajt – srajt. Lekka ale jak się okazało bardzo delikatna. Rozeszła się na wadliwie zgrzanym szwie. Próbowałem ją ratować, ale po kilometrze nie miałem złudzeń, że to był jej koniec. Zmieniłem ją na dętkę extra heavy – gruba i ciężka, ale mocna.

10

11

KLIKNIJ NA MAPĘ >>>

12