nieproszonym myślom wstęp wzbroniony!

W ostatnim czasie swojego życia miałem moment, w którym przesadnie powędrowałem z myślami w niewłaściwym kierunku. Jest to niekontrolowane zjawisko, które gdyby kontrolować, to zostało by stłumione w zarodku. Ale że było niekontrolowane, to się rozpanoszyło.
Nie chcę zbytnio wchodzić w szczegóły, ale wygląda to tak, że człowiek łazi po ziemi i nie bardzo rozumie z jakiej to niesympatycznej okazji czuje się jak sraczka. Generalnie radzę sobie z takimi sytuacjami pod warunkiem, że je kontroluję. Ale ten stan był przebiegły i wyczuwając, że jestem zajęty jakimiś przyziemnymi historiami, pozwolił sobie na rozwój.
Nie wiem jak to działa u innych, ale ja w takich sytuacjach wykonuje zdecydowane CIACH!!!

Jest wiele metod CIACH, ale moja ulubiona, to zasiadanie na motocyklu i pojechanie w NIEWAŻNEKTÓRYMKIERUNKU.

Już to pisałem i nie przestanę się powtarzać, że nie wiem o co chodzi w jeździe na motocyklu. Nie umiem wytłumaczyć dlaczego ludzie kochają te maszyny, dlaczego nadają im imiona. Nie mam pojęcia dlaczego po przejechaniu zaledwie kilku metrów pysk uśmiecha się, a głowa robi się pusta. Wtedy przybywa kawaleria pozytywnych myśli. Mają ogromną moc, z której korzystają podczas wymiatania złych emocji. Myślę sobie po cichu, że jest to zasługa dobrego BOGA, który robi sobie przerwę i wsiada na motocykl razem ze mną.
Zastrzyk ogromnej mocy pozwala zapomnieć o zgubionych za plecami troskach.

W sobotę pojechałem do Skarżyska.
Wymyśliłem sobie, że popatrzę na Zalew Rejowski. Nic ciekawego. Widziałem go wiele razy. Niemniej, często nie chodzi o to gdzie jadę, lecz po co. Ale o tym dowiaduję się po drodze, lub jak dojadę na miejsce.

Trasa nową drogą krajową Nr 7 była spokojna. Koła się toczyły, myśli uciekały.

Kiedy zjechałem z nowej krajówki w Skarżysku i pojechałem w stronę zalewu, na mojej drodze stanęło dziesiątki motocykli.
Okazało się, że klub motocyklowy Shadow Owners zorganizował dla dzieciaków z domu dziecka darmowe przejażdżki.
Miło było popatrzeć jak rodzą się marzenia na twarzach tych dzieci, a także na maszyny właścicieli Szadołek.

4

1

2

3

Porozmawiałem z motocyklowymi braćmi i pojechałem zobaczyć w końcu ten zalew.

5

Zalew już kilkaset metrów wcześniej przestał być główną atrakcją tego dnia. Ta banda motocyklistów, z którą się pożegnałem, przeorała mi pozytywnie łepetynę na wskroś. Właściwie, to mogłem już wracać do domu, ale tak nie zrobiłem. Tego dnia nie miałem wiele czasu, bo praca, bo sraca, ale telefon do Marka i Doroty ułożył dalszą część planu. Pojechałem ich odwiedzić. Marek, to ważny duch czasopisma Świat Motocykli. W taki dzień motocyklowy jak ten, nie było szans aby się z nim nie zobaczyć.

Po drodze dogoniłem Szadołsów i mogłem się poczuć jak część jakiegoś klanu… nie mylić z telewizyjnym klanem i jego Ryśkiem.

6

Fajnie wygląda taka banda przejeżdżająca przez miasteczka i wsie.
Jechałem z nimi 15 km. Nie ukrywam, że jako samotny wilk nie wyobrażam sobie takiej jazdy setki kilometrów, ale te kilkanaście traktowałem jak super przygodę.
Wśród nich czułem się bezpiecznie. Takiej motocyklowej masy nie da się nie zauważyć, ale ciągła kontrola pozycji w szyku jest mecząca i klaustrofobiczna… przynajmniej dla mnie. Po 15 km odłączyłem się od sfory i zjechałem do Marka i Doroty.
Miałem szczęście, bo trafiłem na grillowe spotkanie.

7

Marek, Dorota i jej bliscy, to niezwykli ludzie. Trochę traktujemy się jak rodzina. Od razu z tego miejsca ich wszystkich pozdrawiam :-)

Wracając do Kielc z Bodzentyna przez miejscowość Psary, jedzie się polami i lasami. Asfaltowa nawierzchnia jest raczej podłej jakości, co akurat dla mnie i Szerszenia stanowi raj.
No i zapachy! Element bez którego jazda na motorze jest bez sensu. Dojrzewające zborze, świeżo skoszona trawa jaki ta, która stała się sianem, sobotnie grillowanie, perfumy flirtującej młodzieży pod miejskim sklepem, kwitnące łąki, a przede wszystkim miętowy zapach lasu. To wszystko ciągle się zmienia i nie pozwala się przyzwyczaić, dlatego jest ciągle rozpoznawalne… intensywne.