garażowy czas

Zanim przejdę do Wojtkowego garażu, gdzie motocyklowa atmosfera przenika przez skórę wgłąb duszy, muszę napisać o pewnym wydarzeniu, które miało miejsce kilka dni temu.

Siedziałem sobie w pracy, przyczyniając się do rozbudowy mojego kraju, gdy na forum tajnej grupy rowerowej RiC, pojawiła się relacja LIVE.
Za oknem lało jak z cebra.
Gdzieś, na świętokrzyskich drogach, dwóch śmiałków (Wiktor i Piotrek, o których często tu wspominam) pokonywało ciężkie kilometry.
Jechali w stronę miejscowości Nowe Miasto, w województwie mazowieckim.
Ci dwaj, to samolotowi maniacy. Kiedyś obiecali sobie, że raz w miesiącu będą pokonywać znaczące odcinki drogi w celu oddawania się tej niezrozumiałej przez wielu miłości. W Nowym Mieście znajduje się lotnisko, więc uznali to za wystarczający powód, żeby właśnie tam udać się na rowerach.
Ta wyprawa była inna. Foty napływały rzadko, a z czasem coraz rzadziej.
Przemarznięci i mokrzy przestali cieszyć się tą wyprawą.
W połowie trasy okazało się, że niedoczas jakim dysponowali dodatkowo przytłaczał ich morale.

Kiedy wysłałem ostatnią wiadomość tego dnia do moich firmowych towarzyszy, zapewniając im budowlaną rozrywkę na kolejne kilka dni, poczułem lekką wolność.
W tym czasie nadeszła informacja z trasy, że rowerowa walka odbywa się w okolicach Stąporkowa. Stąporków leży od Kielc w odległości ok. 40 km.
To co się wytworzyło w mojej głowie, do dzisiejszego dnia nie potrafię wytłumaczyć.
Wybiegłem w firmy jak oparzony.
Wpadłem do garażu, ubrałem się w potężną ilość ubrań, wsiadłem na motocykl i pojechał na spotkanie z rowerowymi braćmi.
Uwzględniając ich tempo, obliczyłem sobie, że powinienem ich dopaść lekko za Końskimi.
Deszcz i niska temperatura (+4 st.C) na bieżąco korygowała moje niedoskonałe przygotowanie do tej małej, motocyklowej  wyprawy. Szczęśliwie byłem zaopatrzony w potrzebne dodatki.
Jakieś 10 km za Końskimi, w miejscu w którym sobie wyobrażałem spotkanie, dowiedziałem się, że moi koledzy wrzucili zdjęcie ze Stąporkowa z bardzo poważnym opóźnieniem. Najświeższa  informacja była taka, że nadal są na trasie, lecz ponad 30 km przede mną. Ciągle nie wiedzieli, że ich gonię. Z analizy wynikało, że kiedy ja przejadę te prawie 40 km, oni dołożą do dystansu kolejne 10, więc ewentualny punkt spotkania nieznośnie się wyciągał.
Nie tak to sobie planowałem, ale też nie umiałem odpuścić. Kontynuowałem pościg.

Dwuosobowy peleton dopadłem tuż przed Odrzywołem.

1

Chociaż zrobiłem im miłą niespodziankę, to trudy podróży już odcisnęły na nich swe piętno.
Jazda pod wiatr, jakby pod niekończącą się górę i deszcz zamienił uczucia w parodię radości.
W Odrzywole, choć do celu mieli zaledwie 12 km odpuścili. Dzięki tej decyzji powróciły humory. Skończyło się bezsensowne parcie na cel. Za sobą mieli setkę, a do przejechania jeszcze 50 km, ale to już były inne kilometry. Bez zobowiązań i ciśnień… tylko takie dają prawdziwą radochę.
Gdzieś na rozstaju dróg rozdzieliliśmy się. Oni pojechali do Radomia, a ja swoje kolejne 90 km pokonałem w stronę domu.

2

3

I tym motocyklowo-rowerowym akcentem przenoszę się do Wojtkowego garażu.

Kiedyś wspominałem, że Wojtek buduje motocykle.
Generalnie większość facetów miało do czynienia z jakąś opcją motocykla w swoim życiu. Po czymś takim, nigdy nie przestaje się myśleć o tych pojazdach. No, ale mieć kumpla, który buduje motocykle, to już jakieś męskie wariactwo.

Garażowe spotkanie u Wojtka odbyło się w tłusty czwartek.
To dobry powód, żeby spotykać się w podobnym miejscu, bo w taki dzień jak ten musi być ‚tłusto’.

4

5

8

7

6

O czym rozmawialiśmy?
Hmmm… byliśmy monotematyczni. Trochę szło o motocyklach, no bo nie sposób o nich w tym miejscu nie rozmawiać… o rowerach, podróżach i życiu. Był też moment zaskakujący, kiedy weszliśmy na tematy teologiczne. Wojtek i Wito niesamowicie mnie zaskoczyli. Tak to już jest z poszukiwaczami… zawsze się przyciągają :-)

Garaż Wojtka, to prawdziwe królestwo… taki plac zabaw dla dużych chłopców.

9

10

Obecnie, Wojtek buduje CafeRacera.

12

14

Jego ulubiona jednostka napędowa to Yamaha XV750.
Gdzieś po świecie (Anglia) jeździ jego wcześniejsze dzieło – Cyklop.

11
fot. Wiktor Taszłow

Na drugim stanowisku stoi kolejny i czeka na swój czas. Jeszcze nie wiadomo jak będzie wyglądał.

13

może tak?

15

Bardzo lubię zaglądać do głowy Wojtka. Wycieczkę po niej można zafundować sobie oglądając, tu i ówdzie narysowane wizje, strzępki myśli.

19

16

17

18

I to tyle z motocyklowej opowieści, troszkę okraszonej rowerami.
Mam nadzieję, że za chwilę powstanie powód, by napisać nową :-)