rowerowa retrospekcja

Z serii – letnie retrospekcje – wrzucam relację z przygody, która odbyła się w połowie września.
Na to wydarzenie czekałem ponad 20 lat. Nie umiem określi nawet, czy to długo, bo w tym czasie odhaczałem punkty, z nieustająco rozrastającej się listy marzeń ;-)

Pewnego dnia tata poprosił mnie abyśmy wyciągnęli exBryzę z wody. Koniec sezonu – koniec pływania.
Jego plan przewidywał, że skoczymy wieczorkiem do Kaziemierza Dolnego, wytargamy łódź z objęć Wisły, zawieziemy w miejsce jej zimowego pobytu i wrócimy do domu.
Za to w mej głowie zakiełkował dużo fajniejszy plan.
Zaproponowałem tacie, że zrobimy jak chce, ale duuuużo wcześniej, abym ja miał czas na realizację mojego wyczekiwanego marzenia. Kłopot był taki, że tata musiał sobie ten czas jakoś wypełnić. Oczywiście taki kłopot w tym miejscu, jest mocno nie na miejscu. Z drugiej strony, tata miał kłopot zastanawiając się, jak wypełnię sobie czas, kiedy on usiądzie z kolegami na długiej pogawędce.
To był ten nieliczny moment, gdzie problemy same, wzajemnie się zwalczyły… czyż nie pięknie?

Realizacja głównego założenia przebiegła sprawnie. Obu nam bardzo na tym zależało. Nie wykonywaliśmy zbędnych ruchów. Tworzyliśmy zgraną kapelę.

1

2

Po udanej akcji, tata poszedł realizować swój plan, a ja swój.

Marzeniem, które nosiłem w sobie przez lata, było objechanie okolicy Mięćmierza (obok Kazimierza Dolnego) na rowerze.
W tym miejscu spędziłem swoje dzieciństwo, a moje jedyne wypady na rowerze to trasa Mięćmierz – Kazimierz. W Kazimierzu był kościół z coniedzielną mszą, lody, które dziś udają lody z tamtych lat i plaża nudystów. Więc, atrakcji co nie miara.
W stronę południową właściwie w ogóle się nie zapuszczałem… przede wszystkim nie było tam pysznych lodów ;-)

To tyle jeśli chodzi o mięćmierskie marzenie.
Wskoczyłem na rower i pojechałem w nieznane… czyli na południe.

3

Zjadałem każdą chwilę… pierwszy kilometr, to pełna czapka wspomnień. Chwilę za chwilą przewijałem w swej pamięci.
Można powiedzieć, że przez te lata, w któych byłem nieobecny, w jakiś sposób to miejsce nie zmieniło się drastycznie. Zamek w Janowcu stał na swoim miejscu, góra Albrechtówka stała na swoim miejscu, drogi nadal były gruntowe. Poza małymi szczegółami, to miejsce czekało na mnie w tej formie, w jakiej je pożegnałem lata temu.

4

8

5

6

7

W końcu dotarłem do miejsca, które było najdalej wysuniętym na południe znanym mi miejscem.
Most w Podgórzu.

9

Kiedyś, w tym miejscu był most drewniany, a droga, która do niego prowadziła była gruntowa.
Przypomniała mi się pewna historia, która była związana z tym miejscem.

Miałem wtedy osiemnaście lat.
To były czasy w których do łask powrócił John Lenon i zespół The Doors.
Dzieciaki, które niegdyś ganiały się po krzakach przekształciły się w kreatury udające wolnych ludzi, grając na gitarach i paląc trawkę.
Wtedy, podkochiwałem się w dziewczynie o imieniu Asia.
Jako, że byłem przybłędą, błąkającą się po okolicy, Asia często zapraszała mnie na spaghetti, które nigdy wcześniej nie miałem okazji spożywać.
Nie potrafię określić, która cecha Asi spowodowała, że podkochiwałem się w niej. Czy dobre serce? Czy ogromny intelekt? Czy kruchość jaką stanowiła? A może po prostu to wszystko na raz.
Pewnego dnia wybraliśmy się wspólny spacer. Poprosiłem Asię, byśmy poszli na południe, bo właśnie tam nigdy nie byłem. W końcu iść z kimś takim w nieznane, to perfekcyjna sytuacja.
Nie pamiętam o czym rozmawialiśmy podczas drogi. Nie sądzę abyśmy rozwiązali problem głodu w Afryce, czy wynaleźli lek na raka jąder. Pewnie była to zwykła rozmowa spacerujących ze sobą nastolatków. Znając siebie, wplatałem w nią głupawe żarty…
W końcu doszliśmy do mostu w Podgórzu. Właśnie w tym miejscu wydarzyła się rzecz przedziwna i właściwie jedyna, którą doskonale pamiętam.
Kiedy odwróciliśmy się do mostu plecami i kierowaliśmy się w stronę domu na drodze napotkaliśmy leżące, końskie gówno. Nie wiem, czy kojarzycie końskie odchody. Mają przeważnie kształt owalnych brył. Ale w tym konkretnym gównie była idealna kula. Nie mogę zrozumieć do tej pory, co takiego czarodziejskiego miała ta kula, że schyliłem się i zapragnąłem ją chwycić. Może wykonał ją koń artysta wiedząc, że będzie tędy przechodzić wrażliwa dusza? Prawie trzymałem ja w palcach. Brakowało impulsu, który zaciśnie dłoń. Tkwiłem tak przez kilkanaście sekund walcząc ze swoją ciekawością i słowami mojej towarzyszki, abym tego nie robił. Trwało to zaledwie chwilę, a czułem jakby wieczność. W tamtym okresie byłem strasznym głupkiem i takie pomysły raczej realizowałem, ale nie tego dnia. Odpuściłem…

Stojąc przed nowym mostem w Podgórzu właśnie to wspomnienie powróciło. Generalnie nie mogłem je zastąpić innym ponieważ, przeżyłem tylko jedną historię związaną z tym miejscem. Tak więc byłem skazany na obraz z końskim akcentem.

Wracam do czasów współczesnych i mojej rowerowej wyprawy w nieznane…
Kiedy minąłem psychologiczną barierę na moście, przede mną odkrywał się świat, który kocham. Dawno nie widziałem takich miejsc. Zatrzymanego czasu. Już dziś wiem, że tam wrócę… i nie tylko tam, i nie na chwilkę.

10

11

12

13

14

15

Nie byłem specjalnie głodny, ale wszechobecny prowiant zmuszał do uzupełniania utraconych kalorii.

16

17

18

19

Wpadłem też na chwilę do chmielowego lasu… na produkt z jego owoców, trzeba trochę poczekać.

20

21

Kończył się dzień.
Wracałem do miejsca spotkania z moim tatą. Ale jakoś żal mi było widoków, wspomnień.
Będąc na rowerze wiedziałem, że mogę sobie pozwolić na odwiedzenie innych miejsc, tych doskonale mi znanych i kochanych.

Kamieniołom z widokiem na Janowiec i pustą plażę nudystów, która dziś skrywa się za krzakami…

22

… oraz Albrechtówkę z jej nieocenioną panoramą na Wisłę.

23

Miałem szczęście, że jakaś korporacja wymyśliła sobie imprezkę na punkcie widokowym tej góry.

24

Kiedy patrzyłem sobie w dal, tło opanowywała francuzka muzyka akordeonowa, a całą plagę komarów zwabiło mocno wyperfumowane towarzystwo. Do tej pory nie wiem czy tańczyli do przygrywanej muzyki, czy po prostu walczyli z krwiożerczymi bestiami.

Na koniec wrzucam kapliczkę wyprawy i traskę, którą w przyszłym roku powiększę!

25

>>> KLIKNIJ  MAPA <<<