Bóg to, Bóg siamto…

Napisałem dziś pewnemu koledze wiadomość…

‚… nie mogę wyjść z zachwytu jak Bóg jest niezwykle mądry… nie potrafię nawet tego zmierzyć, podać jakąś wartość mądrości. ON dał mi umysł analityczny, który tego nie potrafi…’

Jestem w lekkim szoku. Potrafię sobie wyobrazić jak kończy się wszechświat, który jest nieskończony. To proste, bo mam bujną wyobraźnie, więc bez ograniczeń sypię z rękawa pomysłami.
Ale BOŻA mądrość… ta non stop mnie zaskakuje. Moja wyobraźnia kompletnie na nią nie działa.

Kiedyś myślałem o takich kolesiach jak ja, że są zdrowo pojebani. Po jasny chuj piszą, że Bóg to, Bóg siamto. Kogo to obchodzi. Po jasną cholerę się z tym afiszować. To jakaś skrajna masakra!!!
Szydziłem z takich zawodników.
A dziś… sam nie mogę nadziwić się bożym pięknem. Dziś ja piszę Bóg to, Bóg siamto… Bóg!!!

Najpiękniejsze jest to, że odkryłem iż w sprawach bożych jestem kompletnym tumanem. Idę za nim i odczytuję jego znaki… coś jak zabawa w podchody. Kiedy idę właściwą drogą, to morda mi się uśmiecha od ucha, do ucha. Jak coś popieprzę, to w łeb dostaję okrutnie. A najzabawniejsze jest to, że gdy dostaję wciry, to daje mi to jeszcze większą radość… bo wiem, że w tym bólu ON jest.
Za nic niepojęte… :-)