nocne wycie wilków 4

Nocna grupa rowerowych szwendaczy powiększa się z wyprawy na wyprawę.

100

Fakt… może i ciężko ogarnąć taką bandę, może ten tłum jest zróżnicowany pod kątem sprawności fizycznej, techniki jezdy, sprzętu itd. Ale prawda jest taka, że nikt w tej hałastrze, w czasie nocnego wycia wilków nie myśli o jeżdżeniu na rowerze :-)

Pierwsze 10 km zrobiliśmy w dwie godzinki.
A to się komuś pedał urwał, ktoś inny się zgubił, potem pojechał ktoś po zguby i też się zgubił, a to trzeba było się napić troszkę, bo sucho tak jakoś i jak się nie posmaruje, to zgrzyty są.
Generalnie mogłoby się wydawać, że wyprawa była kompletną klapą, ale nic z tych rzeczy. To był cudowny wypad. 7 godzin radochy. Najlepsza terapia śmiechowa jaką można sobie wyobrazić.
Ludzie, którzy właściwie się nie znają, spotykają się i bawią ze sobą, jakby znali się całe życie. Fenomen :-)

101

102

103

104

105

106

107

108

109

Była też obowiązkowa przeprawa rzeczna.

110

111

112

Kilku twardzieli (w tym dwie wisienki rowerowej brygady) przejechało bez jęczenia. Jedna wisienka, pożegnała się z biało – lśniącymi trampeczkami ;-)

119

Wreszcie dotarliśmy do celu naszej wyprawy. Wreszcie mogliśmy pozbyć się bagażu, a właściwie przenieść produkty spożywcze z plecaka do naszych wnętrz.

113

114

115

116

117

Z Witkiem patrzyliśmy na siebie i wiedzieliśmy, że to był właśnie sens stworzenia tajnej grupy, że my i Ci wszyscy ludzie mogliśmy siedzieć przed telewizorem, że gdyby nie te spotkania, życie bezsensownie przelatywałoby nam między palcami. A tak… wyszliśmy z domu, wsiedliśmy na rower i bawiliśmy się przy ognisku w grupie podobnie myślących wariatów.

Na koniec kapliczka tej wyprawy…

118

i traska.

>>> KLIKNIJ  MAPA <<<