woda i las – recepta na dobry dzień

Dziś niedziela. Słońce paliło jak oszalałe. To nie wiosna, ale lato w pełni.

Lecz zacząć trzeba od tego, że Miko nie utrzymał na swojej nodze gipsu do umówionego terminu. Stwierdził, że może na chorej nodze już skakać, po czym zaczął skakać. Następnie wziął nożyczki i pozbył się gnębiącego go utrapienia.

Skoro noga okazała się ‚wyleczona’, postanowiliśmy przetestować ją w boju.
Lasu i wody mi się jakoś cholernie chciało.
Odpaliłem mapę. Wybrałem rejon, który jest zielono – niebieski i leży nieopodal Kielc.
Wybór padł na las suchedniowsko – skarżyski.

Początek wycieczki, to bułka z masłem. Puste asfalty. Przewidywalnie.

50

W między czasie odwiedziliśmy kopalnię czerwonego piaskowca.

53

Ale… jak to się mówi… im głębiej w las, tym więcej drzew… czyli błoto, robaki: muchy końskie, komary i inne które wydawały bzyczące dźwięki, powodujące panikę u młodego człowieka ;-)

51

W końcu gleba.

52

To była pierwsza kąpiel tego dnia. Opowiedziałem Miko, że w sumie to dobrze, bo błoto świetnie izoluje skórę od robali ;-)
Druga kąpiel odbyła się w zalewie Rejów. Chodziło o to, żeby zmyć pamiątkę po pierwszej kąpieli.

54

55

Na plaży spotkałem gościa z oldschoolowym rowerem. Nie pozwolił się sfotografować, choć jego wizerunek idealnie pasował do roweru.
Była w nim pasja. Odrestaurował maszynę, o której mógł opowiadać bez końca.

56

57

58

Nie bardzo interesują mnie szosówki, ale w tym rowerze była magia.

Kolejny punkt programu to ognicho i kiełba. Rejów to idealne miejsce do takich sytuacji. Piekna sceneria, wszechobecny opał.

59

60

Oooo… i właśnie takie wypady bardzo lubię.

Kilka strzałów z trasy.

61

62

63

64

65

66

67

Na koniec figurka tej wyprawy, troszkę nawiązująca do dzisiejszego święta – Zesłanie Ducha Świętego.

68

i traska.

>>> KLIKNIJ  MAPA <<<