wiosenny wypad rowerowy z delikatną nutką jesieni

Dziś za oknem zmiana pory roku na… no nie wiem… jesień, albo co gorszego?
Generalnie zimno (4 st. C), chmury nabrzmiałe od deszczu czekają na sygnał siły wyższej, aby obdarować świat wodą.

Telefon do Witka:
– joł men… masz chęć pojeździć na bajku? – zapytałem niepewnie.
– hmmm… zastanawiam się.
– no właśnie… ja też się zastanawiam.
– no to ja się zastanowiłem.
– no to ja też się zastanowiłem :-)

Szybki telefon do Wojtasa i utworzył się skład.

1

To nie była wielka wyprawa. Chodziło o to, aby przewietrzyć stare gnaty… mówię za siebie :-)

2

Na siedemnastym kilometrze zarządziliśmy piknik.

3

Poniższy strzał wykonaliśmy po dwudziestym kilometrze. Niecały tydzień temu, Witek wykonał podobny ale po przebyciu 130 km. Chciałem zrozumieć co wtedy Wito czuł ;-)

4