szept

Rozpada się potężna budowla.
Ci, którzy w ucisku chronili się w jej cieniu, dziś rozszarpują jej strzępy.
Podnoszę okruchy budowli i odkładam na miejsce.
Syzyfowa praca.
W tłumie barbarzyńców widzę podobnych do siebie.
Oni nie wierzą, lecz wiedzą.
W oczach noszą smutek i siłę.
Pewnego dnia nadejdzie budowniczy i spojrzy na tłum. Będzie szukał tych, których zna.
Ja go znam. Przez lata potajemnie rujnowałem jego dzieło i plułem mu w twarz.
Zostawi mnie – hipokrytę.
I choć już nie wróci, ja będę odzyskiwał jego dziedzictwo, by przetrwał choćby skrawek wielkiego pomnika.
Mój wysiłek będzie bez znaczenia, lecz stanie się próbą zapłaty za jego bezgraniczną miłość.