motocyklowe opowieści

W piątkowy wieczór spotkaliśmy się w celu tworzenia motocyklowej historii.
Prawda o motocyklach jest taka, że kiedy dosiada się dwukołowej maszyny, wyjeżdża na drogę, to wraz z upływem kilometrów tworzy się opowieść… zawsze! Dlaczego tak jest? Nikt tego nie potrafi wytłumaczyć. Zresztą… nikt nie próbuje tego tłumaczyć, bo i po co? Niektórzy nazywają to magią i niech tak zostanie.
Ale nie o tym chcę pisać
Spotkaliśmy się w piątek, wieczorem, bo poza jeżdżeniem na motocyklach jest coś równie pięknego, co powoduje, że motocyklowa magia staje się jeszcze bardziej zaczarowana – BUDOWA MOTOCYKLI.

Spotkanie odbyło się u Wojtka w garażu.
O Wojtku i jego ‚dziecku’ można przeczytać tu:

kliknij >>> Yamaha Virago Bobber <<<
kliknij >>> Wojtek na FB i jego mechaniczna twórczość <<<

GARAŻ – ci którzy lubią spędzać czas w takich miejscach, kojarzą jego zapach, jak zwykli śmiertelnicy woń kwiatów na łące… myślę, że śmiało mogę użyć takiego porównania. Dla mnie, Wojtka i Wiktora taką łąką pełną kwiatów jest właśnie Wojtkowy garaż z duszą.
Od kilku miesięcy oczekiwałem na spotkanie w tym królestwie. Głównym powodem było zaczerpnięcie mądrości w ogromnej studni wiedzy, jaką Wojtek wykuł przez swoje życie.

No dobra… po co ci ta wiedza?

Kiedyś pisałem o pewnym pomyśle…

kliknij >>> pasja <<<

Projekt, który obecnie tkwi w moim umyśle przypomina coś takiego:

35

Hmmm… ale po co ci taki motocykl?… przecież masz już jeden…

Tego nie potrafię wytłumaczyć, tak jak nie potrafi wytłumaczyć tatuaży na swoim ciele ktoś, kto ma ich ogromną ilość.
Najprostszą próbą opisania przyczyny jest porównanie do butów. Jedne służą do tego, aby dojść w nich na koniec świata, a inne po to, by pokazać się w kościele.

Wracając do spotkania.
Myślę sobie, że rozpoczęliśmy pewien cykl.
Zabawę zaczęliśmy o 18:30, a zakończyliśmy po 1:00 w nocy, tylko dlatego, że przyzwoitość nakazywała powrócić do domu.

31

33

32

Nie obyło się bez porządnej kiełby upichconej na kozie.

30

Wito (człowiek wątłej postury) dobił się zupką, z wykorzystaniem garażowego survivalu. Łyżka, oczko-płaski nr 15. Dobrze, że nie miał drugiego dania, bo musiałby uzyć kombinerek ;-)

34