Talent…

Przez chwilę dopadła mnie smutna prawda. Spojrzałem na siebie i dostrzegłem człowieka złożonego z małych okruchów wszystkiego.

Całe życie łapałem się za różne dziedziny życia i sztuki.
Potrafię: grać na wielu instrumentach, tworzyć utwory muzyczne, rysować, rzeźbić, fotografować, filmować i być aktorem, tańczyć, śpiewać, podróżować na dziesiątki sposobów, pracować – ale tylko twórczo, konstruować lub budować, powiedzieć coś w wielu językach, bawić, pisać wiersze – czy choćby ten blog i masę rzeczy, które obecnie nie wpadły mi do głowy.
Potrafię być nawet ojcem, mężem, synem, bratem, kolegą lub przyjacielem … człowiekiem.

W tym wszystkim nie jestem na 100%. Jestem rozwodnioną wersją wszystkiego co wymieniłem.
Nie zaistnieję w encyklopedii, na wielkich ekranach kin, czy scenach tego świata. Nie będę super bohaterem i nie uratuję ludzkości.

Kiedy tak sobie tonąłem w smutku, do mej głowy zapukał Pan.

– dlaczego się smucisz Piotrze?
– smutno mi bo zawiodłem Cię Panie. Dałeś mi tak wiele, a ja to wszystko zmarnowałem, nie pomnożyłem darów, które od Ciebie otrzymałem. To wszystko daje mi szczęście, radość lecz czuję się jakbym okradł świat.
– widzisz Piotrze… gdybym chciał, żebyś był wielkim człowiekiem, dałbym ci jeden wielki talent. Utworzyłem cię z tych drobniaków żebyś umiał zobaczyć, usłyszeć, poczuć to czego się dotknąłem. Abyś umiał zrozumieć jak bardzo mocno cię kocham…