ładowanie akumulatora

Napełnianie się pozytywnymi obrazami, odczuciami jest dla mnie bardzo ważnym procesem w jesiennym okresie. To jak gromadzenie zapasów na trudny czas.
Oczekiwanie na to, że ktoś w końcu zdejmie biały kolor z krajobrazu, podczas bezczelnie, długo trwającej zimy, jest zazwyczaj frustrujące.
Oczywiście, w walce z zimową depresją wspomagają mnie uśmiechy moich, małych brzdęków (dzieci), wspomnienia i plany.
Jeśli chodzi o wspomnienia, to trzeba je najpierw nazbierać… bardzo fajna czynność. Ja robię to już od wielu tygodni i jeśli jest choć kilka minut aby temu się oddać, to zagarniam łapskami gąszcz małych okazji.

Na początek poszło zamkniecie sezonu letniego.
Wiadomo, że powodów jest mnóstwo aby się spotkać, rozpalić ogień, zeżreć i wychlać kto co przyniesie, okrasić to gitarą do drugiej w nocy.
Problem czasem bywa z zebranie potrzebnej ilości wariatów, którzy myślą podobnie. Ale w końcu zbierają się w jednym miejscu, by wspólnie zapomnieć o troskach dnia codziennego.

60

61

62

<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<

Innym sposobem na gromadzenie wspomnień jest łapanie strzępków przygody.
U mnie działa to tak: wchodzę do garażu po… no choćby po śrubokręt… i mijam motocykl. Zwykła rzecz. Koła, silnik, rura… Patrzę na tę zimną maszynę, potem na bramę garażową i widzę jak łatwe wydaje się przejście do krainy czarów, jak cienką granicę stanowi głos rozsądku mówiący o tym, że jest zimno, że pada deszcz i jest ślisko. Kruszę barierę uśmiechem na pysku.
Pod kaskiem śpiewam te same piosenki i wącham świat – tak bardzo pachnący. Trwa to chwilę. Godzinę… rzadko dwie. Mając łeb zakuty w kask nie krzyczę, bo krzyczeć nie wolno, tak jak nie powinno się bekać. W pierwszym przypadku pękają bębenki, a w drugim można się porzygać jeśli jadło się cebulowo-czosnkowo potrawę :-)

63

<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<

W ostatni weekend zebraliśmy się na grupowe uzupełnienie pustych przestrzeni mózgu, odpowiadających za wspomnienia.

64

traska…

>>> KLIKNIJ  MAPA <<<

 

Dosyć poważny trzon ekipy stanowiły małe gnojki, więc nie obyło się bez marudzenia i prób przekupstwa.
– tato… a jak dojadę do mety, to mogę pograć dziś dwie godziny…
Odpowiedź była zawsze ta sama – NIE :-)

Przeprawa przez Kamienną.

65

66

67

68

69

70

71

Ten widok kojarzył mi się z filmami o żołnierzach amerykańskich, brodzących wśród pół ryżowych w Wietnamie.

72

Ognicho i kiełbacha – konieczność każdej, naszej wyprawy.

73

Dalej to już droga, miejsca – widoki.

74

75

76

78

79

80

81

Wielkimi bohaterami tej wyprawy byli Tomasz i Tadeusz – ojciec i syn.

83

Tadeusz to twardy dzieciak. Pięcioletni malec, przejechał ponad 25 km stosunkowo wymagającej trasy, na rowerku 16″… i zrobił to bez marudzenia.
A tata?…
Tata przyjechał na miejsce spotkania z prawie godzinnym spóźnieniem… bo śrubka zginęła od bagażnika samochodowego.
Na pierwszym kilometrze, tata zgubił telefon. Powrót i szukanie… okazało się, że był w samochodzie. Na 10 km tata zostawił plecak… powrót :-)
Na dwunastym kilometrze, tata złapał kiszkę.

82

Nie byliśmy wkurzeni… Jedynie trapiła nas myśl, czy Tomek dojedzie do końca?
Niestety, nie dojechał…
Na 20 km jego, okaleczona dętka wydała dźwięk małej petardy. Nawet nie ściągaliśmy opony, bo każdy czuł jak może wyglądać dętka po eksplozji. Żadna łatka tego nie załatwi.
Dalszy odcinek trasy, tata Tomek podreptał piechotką w kierunku samochodu :-)

Tak oto w skrócie radzę sobie z odpychaniem przykrych uczuć.
Jeśli chodzi o wspomnienia, trzeba pamietać o bardzo ważnym fakcie – same nie przyjdą :-)