polska – ściana wschodnia

Podróż na wschód była moim odwiecznym marzeniem. Nie pojmuję dlaczego mnie ciągnie akurat tam. Może dlatego, że ludzie są bardziej ludzcy?
Im dalej myślami wybiegam na wschód, tym bardziej mnie tam ciągnie.

Pod koniec sierpnia, po powrocie z rodzinnego szlajania się po Mazurach, Ukochana wydzieliła mi trzy wypadodni ;-)
Niestety, nie była zadowolona, że w tym czasie będę ganiał na motocyklu. Obiecałem, że będę się często komunikował z Ukochaną i nie będę spał w krzaczorach… szkoda, bo opcja noclegu byle gdzie, niezwykle mnie nakręciła :-)

Traska – dzień 1

>>> KLIKNIJ  MAPA <<<

Traska – dzień 2

>>> KLIKNIJ  MAPA <<<

Traska – dzień 3

>>> KLIKNIJ  MAPA <<<

 

 

Jak zwykle wyjechałem później niż wstępnie zakładałem. Zawsze coś przed wyjazdem wypada, czegoś nie dopiąłem do końca, a jeszcze łańcuch trzeba nasmarować, a jeszcze coś tam… i tak straciłem ok. 3 godzin.
W końcu ruszyłem.
Jechałem w stronę trójstyku granic Polska-Rosja-Litwa.
Miałem spory niedoczas, więc postanowiłem, że jadę dokąd się da. Bez pośpiechu smakowałem chwile. Liczyłem, że tego dnia może dotrę na Mazury i to już uważałem za sukces.
Po drodze do Warszawy zatrzymywałem się dwa razy, żeby włożyć na siebie kolejne warstwy ciuchów. Jakoś słabo oceniłem na starcie temperaturę powietrza.
Pierwsze 300 km łyknąłem niewidomo kiedy. Dużo myśli, dużo piosenek, opowiadania sobie samemu głupot i jakoś czas leci, a z nim droga.
Potem mój umysł zachwycał się tym, co mnie otacza i droga stawała się jeszcze bardziej pyszna.

Wieczorem wjechałem do Suwałk.
Wykonałem telefon do Ukochanej z informacją, że cały i zdrowy dotarłem do celu i obecnie przestawiam się na tryb noclegowy.

W miejscowości Mierkinie zobaczyłem palące się ognisko na jakiejś posesji. Możliwość spędzenia wieczoru przy ognisku była dla mnie perfekcyjnym zakończeniem dnia. Okazało się, że posiadacze ogniska prowadzili agroturystykę i byli przygotowani na takiego łazika jak ja.
Przeurocza Pani, o wschodnim akcencie nie mogła się nadziwić, że dotarłem w jej progi, że na takim motocyklu przejechałem pół świata. Zasypała mnie tysiącem pytań. Miałem uczucie, że traktuje mnie jak syna. Nie umiem tego wytłumaczyć, ale była magia.
Po rozbiciu namiotu przyłączyłem się do ogniskowego towarzystwa.
W ich obecności przygotowałem sobie kolację.

30

Dzieci i dorośli bacznie się przyglądali jak z manierki nalewam do kubka wodę, jak pichcę na ogniu jakieś kluchy, że mieszam to wykonaną przed chwilą drewnianą niby łyżką.
Próbowali częstować mnie kiełbasą, ale grzecznie odmówiłem tłumacząc, że to co teraz robię, to jest część przygody.
Pogadaliśmy o życiu, o tym jak próbują związać koniec z końcem i takie tam…
Potem zostałem sam. Leżałem na ławce, popijając piwo i patrząc w gwiazdy. Głuchą ciszę przełamywał trzask palącego się drewna i nocna fauna. Tysiące myśli wirowało w mojej głowie jak karuzela. Wszystkie pozytywne. Morda nieustająco mi się cieszyła. Nie umiałem wyłączyć tej opcji… zresztą, nie chciałem :-)

Rano wstałem, zacząłem się pakować i… nadeszła pani właścicielka z pytaniem, że może przygotować mi śniadanie. Ponownie grzecznie odmówiłem, ale pani uparła się. Powiedziała:widziałam te pana posiłki… ja nie chcę żadnych pieniędzy… jest pan moim gościem, a ja chcę pana poczęstować śniadaniem. Wobec takich argumentów nie protestowałem ;-)

31

32

Pasztet, szynka, biały ser, dżem jabłkowy, jajecznica, chleb i dzbanek herbaty.
Śniadanie było przepyszne. Wszystko swojskie, bez konserwantów… tak jak lubię. Tak rozpoczęty dzień musiał być idealny… i był :-)

Pożegnałem się z dobrymi ludźmi. Pani na odchodne pogroziła palcem abym nie jeździł zbyt szybko… tzn. jak będę musiał to, powinienem odkręcić ten gaz, ale tak z umiarem :-)

Popędziłem na trójstyk granic, ale wcześniej odwiedziłem miejscowość Stańczyki, w której zobaczyłem dwa, zabytkowe i najwyższe mosty kolejowe w Polsce.

33

34

A potem droga… im bardziej kręta, tym fajniejsza.

35

36

37

Mój ulubiony znak drogowy :-)

38

O drodze to koniecznie trzeba wspomnieć słów kilka. Jej fatalny stan techniczny cieszył mnie niemiłosiernie.

42

Dzięki temu była pusta.
Czasem asfalt kończył się i zaczynały szutry. Zdarzały się i piachy, ale sporadycznie.

Zatrzymywałem się stosunkowo często. Jechałem dla własnej przyjemności. Radość, wolność, pasja – moi towarzysze podróży.

39

40

41

41_1

Pod koniec dnia wjechałem do Białowieży. Myślałem, że zastanę tam starą leśniczówkę, może stadninę koni, a tu miasteczko… i to całkiem spore.
W powietrzu czułem ognisko. Wiedziałem, że gdzieś się pali tylko nie mogłem go zlokalizować.
W końcu znalazłem rodzinną imprezę z ogniskiem, na którą się wprosiłem. To niezwykłe jak ludzie życzliwie podchodzą do motocyklowych podróżników. Chyba dobrze z gęby takim patrzy :-)

Mój ogniskowy towarzysz…

43

I płyn, który jest częścią białowieskiego otoczenia :-)

44

W trzecim dniu, szczęśliwie trafiłem na Święto Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny. To co się działo w cerkwiach było nie do opisania. Z kipiących złotem ołtaży, prawosławnych cerkwi, płynęły huralne, rosyjskojęzyczne pieśni liturgiczne. Raj dla ucha…
Część wysłuchałem w miejscowości Kleszczele, a część na Świętej Górze w Grabarce.

45

46

47

Za Grabarką dotarłem do promu.

48

Pech chciał, że załapałem się na początek przerwy. Po dwóch godzinach kiedy dotarł przewoźnik, przed promem, ja i kilka osób tworzyliśmy zżytą grupkę. Na wschodzie w mentalności ludzi jest odzywanie się do siebie. Opowieści o życiu, o tym jak jest i takie tam. Znowu doświadczyłem ludzi – chodzących historii. Zrozumiałem dlaczego spóźniłem się na ostatnią przeprawę przed przerwą…

Minąłem fajne bagienka.

49_1

W końcu dotarłem do Sobiboru.

50

Po tym smutnym miejscu została tylko ściana, która ma przypominać o tragedii jaka się tu wydarzyła.

Zapadał zmierzch.
Byłem w połowie zaplanowanej trasy, a na przebycie kolejnego odcinka zostało mi kilka godzin następnego dnia.
Podjąłem decyzję, że przerywam wyprawę.
Nie zależało mi żeby przejechać trasę. Chciałem wchłonąć miejsca, w których byłem, ludzi, klimat. Tego nie zrobi się w kilka godzinek…

Do Sobiboru wrócę i będę kontynuował przygodę. Kiedy? To wie tylko dobry Bóg. Tak jak tylko on wiedział, że pewnego dnia wsiądę na motor i przeżyję tych, cudownych kilka dni.

Na koniec przedstawiam przydrożne dziwactwa tej wyprawy.

51

52

53

… i fajne nazwy miejscowości. Zawsze jadąc, wyobrażam sobie historię powstania tych nazw ;-)

54

55

Poniżej przedstawiam film z tej wyprawy. Jest po części uzupełnieniem tego, co wysmarowałem w tym poście. Problem jest taki, że ok. 70% czasu filmowego to moja gęba, więc proszę osoby wrażliwe, aby sobie odpuściły oglądanie tego obrazka :-)

Polska – ściana wschodnia from Piotr Materek on Vimeo.