mazurski wypadzik

Udało mi się uczynić coś niebywałego.
Nakłoniłem Ukochaną, abyśmy wsiedli do pływającej łupiny i spędzili miło tydzień na wodzie. Ale, żeby było weselej, zabraliśmy ze sobą nasze, małe pierdziochy… dzieci… się znaczy.
Musiałem obiecać, wręcz zagwarantować, że będzie świeciło słońce. Ukochana ma dość szarego, smutnego krajobrazu ojczyzny i tylko świecące słońce może przekonać ją do pobytu w naszym kraju, kiedy nadarza się moment odpoczynku.
Obietnicę spełniłem, bo co to by było, jakby słońce nie świeciło… no dobra… było czasem niewidoczne dla naszych oczu… jakieś cztery dni… ale świeciło ;-)
Wyprawa była typowo minimalistyczna, czego najbardziej obawiała się Ukochana. Zamiana wielogwiazdkowego hotelu z basenem i all inclusive, na nocleg w portach, kąpiel tylko w jeziorze, jedzenie w krzaczorach, czasem restauracjach i życie na kiwającym się znaczku pocztowym było wyzwaniem ponad wszelką cierpliwość Ukochanej.
Pojawił się kryzys… nie mówię, że nie. Ale w rezultacie była to, najzabawniejsza chwila tej wyprawy. Śmialiśmy się do łez.

Traska

>>> KLIKNIJ  MAPA <<<

 

Przygodę rozpoczęliśmy w Kal, na przystani, na której trzy lata temu zżyłem się z tamtejszym bosmanem. Było: ognicho, piwo i gitarzenie… sama radość.

50

51

Biwak na plaży w okolicach Kal… na dawnym ośrodku Rusałka, po którym zostały tylko strzępy.

52

Nocleg w Sztynorcie.

53

Mieliśmy szczęście i pecha. Szczęście dlatego, że trafiliśmy na koncert EKT Gdynia, a pecha dlatego, że na ów koncert spłynęło masę bydła i na kei, na której stacjonowaliśmy, chamstwo musiała uspokajać policja… przykre. Ale koncert był fajny :-)

54

55_1

Oczekiwanie na otwarcie kanału w Giżycku.

56

Pobyt w Mikołajkach.

57

58

59

Poznana, śląska ekipa z Zupy Romana. Wspólne granie i piwkowanie.

60

Koncert zawodowej kapeli, grającej w irlandzkim stylu.

61

62

Gdzieś na szlaku znaleźliśmy knajpę na pływającej wyspie.

63

Kolejny biwak z wyżerą i przymusową kąpielą. Dzieciaki zostały odznaczone orderem twardziela ;-)

64

65

67

66

Pierwszy pomocnik – Miko

68

Drugi pomocnik i nawigator – Lakaka

69

70

Kiedy ‚drugi’ brał się za stery, były problemy z utrzymaniem kursu ;-)

Poznawanie miejscowej fauny…

82

Kanał Tałcki…

73

Mini sesja…

83

Najcudowniejsze dzieci świata ;-)

84

W nagrodę za bycie dzielnym wyprawowiczem, mali uczestnicy dostali limit na wesołym miasteczku.

71

72

Pośród setek kosmicznych, pływających plastików pojawiały się ciekawostki.

74

75

Ludzi z Pływającego Obłoku spotkaliśmy na jeziorze Kisajno.

76

Współwłaścicielka tego szkunera poprosiła nas, aby mogła zejść na nasz pokład i cyknąć kilka fotek swojej łajby w akcji. W ramach wdzięczności dzieciaki zostały obdarowane kubkiem pełnym herbatnikowych talarów. Na zdjęciu, talarki już w brzuchach.

77

78

No cóż… nie mieliśmy kubka z podobizną naszego Toi Toja, ale zarzekałem się, że kiedyś wyprodukuję limitowaną serię ;-)

W Giżycku napotkałem ciekawostkę – jacht pełnomorski, SIATKOBETONOWY!!!

79

80

Właściciel adoptował betonowe cudo na potrzeby mazurskich przygód. W sumie to był zdziwiony, że zauważyłem niuans tej jednostki. Ja wyjaśniłem panu, że konstrukcja nie jest mi obca, ponieważ jedną z siatkobetonowych, polskich łodzi wybudował mój Tata, z czego do dziś jestem dumny :-)

Udało mi sie cpyknąć dwa rasowe kiczyki… takie z drzewem…

86

87

Generalnie, słońce nas nie rozpieszczało. Było obecne… no tego nie mogę zaprzeczyć. Niemniej, chmury tworzyły niezwykłe uzupełnienie krajobrazu. Właśnie takie chwile warto połykać na Mazurach.

85_1

Podczas tego wypadu byłem w żywiole. Droga, obok Ukochani za którymi nie musiałem tęsknić.
Wiadomo, życie w drodze z dzieciakami nie jest łatwe. Codzienne staranie się, aby zapewnić im normalne funkcjonowanie jest wyzwaniem.
Ukochana spisała sie na medal. Potrafiła przyrządzić wspaniałe obiady z ‚niczego’.
Zadałem jej pytanie po powrocie do domu:
– czy wyjedziemy na trip do Włoch, tyle że już bez dzieci?
– a jak to sobie wyobrażasz?
– nooo… spanie w samochodzie, jedzenie włoskiego żarcia gdzieś w knajpach itd.
– ooo nie!!! Ja już ma dość survivalu na ten rok. Chcę normalne funkcjonować… i słońce!!!

Na koniec mazurskiej opowieści przedstawiam fotę wyprawy.
– zobacz tato… taki sam bucior jak mój!!! Zrób mi zdjęcie!!!

88