Sycylia – dzień 2

Noc poprzedniego dnia zapadła szybko. Już o dziewiątej. Rozmowy w świetle miliona gwiazd, łyk wina, a potem zimnego piwa i sen.
Na szczęście Sycylia leży ‚blisko’ równika, więc świt rozpoczyna się o 6:00 rano, a nie jak w Polsce (tego dnia) ok. 4:00.

2

Jeśli chodzi o foty, to nie będę podpisywał, która jest czyja. Wiadomo, jak któregoś nie ma na zdjęciu, tzn. że je robił ;-)
Generalnie fotografował: Wiktor FrankoMarcin Boruń, ja i czasem napotkany człowiek. Klikając na nazwiska Marcina i Wiktora przeniesiecie się na ich strony, które mają pewien smaczek ;-)

Wracając do relacji…

W cieniu gór leżeliśmy jeszcze do 7:00 rano.
Żeby zmyć resztki poprzedniego dnia, wskoczyliśmy na golca do morza. W końcu to była dzika plaża. Prawie nikogo wokół nas nie było, a nawet jeśli ktoś przechodził obok, no to i tak nas nie znał ;-)

1_5

1_1

Podoba mi się poniższy strzał plaży… oddaje fajny klimat.

50

Postanowiliśmy wyruszyć w koło Sycylii, zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Trasę rozpoczęliśmy od półwyspu o niewidomej nazwie, blisko miejscowości San Vito Lo Capo, w której zniszczyliśmy śniadanko.

3_1

3

Wracają na trasę, która miała nas doprowadzić do Palermo zobaczyliśmy taki skrawek wybrzeża…

1_3

Upał był niemiłosierny. Czerwiec. Nie chcę myśleć o tym co tu się dzieje w sierpniu.
Niemniej, nie chcieliśmy powodować ciśnień, że coś musimy, więc rzuciliśmy się do wody. Jakoś tak nie mogliśmy nacieszyć się miejscem.

1_4

Właściwie, moglibyśmy tam pozostać przez cały nasz pobyt na Sycylii, zaopatrując się koniecznie w wystarczające ilości napojów chłodzących. Nawet padały takie pomysły pół żartem. Na szczęście wędrownicze dusze wyrwały nas z objęć rozkoszy tego miejsca.

Wiktor nie rwał się do drogi, więc z Marcinem zarządziliśmy mini eksplorację terenu. Nasz mały Peugeot zaliczył pierwszego offa.

70

51

52

53

Nagle uświadomiłem sobie, że będąc w felernej wypożyczalni samochodów, nie zabraliśmy żadnego dowodu naszej obecności i ich niechęci wynajęcia, z góry opłaconego pojazdu.
To zamieniło nasze założenie podróżowania zgodnie z ruchem wskazówek, na przeciwne. Z perspektywy czasu cieszę się takim obrotem sprawy ponieważ, do samego końca wyprawy, atrakcje dozowały się nam ze wzmożoną intensywnością.

Na lotniku otrzymaliśmy pismo w języku włoskim opisujące naszą sytuację. To pozwala nam walczyć o wyrzucone w błoto pieniądze.
Śmialiśmy się po drodze, że pewnie w tym piśmie jest napisane: nie oddawajcie tym frajerom żadnych pieniędzy ;-)

O godzinie 16:00 wylądowaliśmy w miejscowości Marsala. Wg polskiej tradycji, w tym czasie pochłania się obiad. Wg sycylijskiej tradycji, polscy turyści w tym czasie całują klamki sycylijskich restauracji. Oto uroki sjesty.
Na pustych ulicach napotkaliśmy ładne, anglojęzyczne dziewczę, które okazało się kelnerką w lokalnej restauracji. Zaprowadziła nas do swojej firmy i wyjaśniła, że chcąc zjeść obiad o tej porze na Sycyli, to tak, jak w Polsce chcieć zjeść obiad o 7:00 rano ;-)
Niemniej, kucharz zlitował się nad nami i na szybko upichcił kluchy z pomidorowym sosem i jakimś usmażonym warzywem. Było to dobre…

7

6

Zdjęcie wykonał kucharz, który wyglądał jak rasowy, włoski kucharz. Szkoda, że nie zrobiliśmy sobie z nim foty. Jakoś tak zakręceni byliśmy. To pewnie przez dziewczę ;-)

Po pysznym obiadku ruszyliśmy na solniska nieopodal Marsali. Jest tam muzeum. Można się dowiedzieć jak sycylijczycy tradycyjnie wytwarzają sól.

4

5

Jeśli ktoś lubi muzea to, podobno warto je zwiedzić. My nie lubimy, więc wykonaliśmy kilka pamiątkowych fotek i ruszyliśmy w kierunku Agrigento.

W drodze natchnęło mnie, że na Sycylii miałbym kupę zajęcia. Obiektów mostowych jest ogromna ilość. I jeśli już pojawi się jakiś most to, nie w stylu polskich popierdówek, których nawet nie zauważa się podczas podróży. Obiekty ciągną się ponad dolinami, wiele kilometrów. Ma się wrażenie, że autostrady i ekspresówki prowadzone są tylko po obiektach mostowych i to o bardzo wysokich podporach, rzędu 50m. Nie istnieją w naszym kraju tak wysokie podpory mostowe (nie mylić z pylonami). To szczyt marzeń dla polskiej infrastruktury. Dla sycylijskiej i jak okazuje się dla całych Włoch, a zwłaszcza części północnej to, normalka.

8

Tego dnia nie dojechaliśmy do Agrigento. Robiło się juz ciemno i zaczęliśmy planować nocleg.

54

Za miejscowością Sciacca zjechalismy z ekspresówki. Udało nam się wyczić fajną plażę. Obok znajdował się opuszczony ośrodek wypoczynkowy.

55

W tym miejscu się rozdzieliliśmy… ja pojechałem do Ribery załatwić zimny browar.
Była 20:00. W małym miasteczku zastałem pełne ulice ludzi. Jakby festyn był jakiś, a przecież poniedziałek był… żadne święto. Okazało się, że sycylijczycy wylegli zjeść obiad. Zachłysnąłem się tą atmosferą. Wkoło mnie byli ludzie, którzy się wzajemnie pozdrawiali, uśmiechali, rozmawiali gestykulując. Czułem, że dotykam sedna tego miejsca. Stałem i rozglądałem się. Sam miałem uśmiech przyklejony do twarzy. Tylko, że sycylijczycy, uśmiech mają wrośnięty w twarz, a u mnie, jako przedstawiciela zimnej Europy wystąpił on okazjonalnie.

W czasie, kiedy ja wchłaniałem Riberę, Marcin i Wito szaleli po opuszczonym ośrodku.

56

57

58

Okazało się, że na ośrodku mieszkają ‚ząbiaki’ ;-)

59

Po moim powrocie jeszcze pięknie grało światełko.

64

61

60

Rozbiliśmy obóz już w kompletnych ciemnościach. Dzień zakończyliśmy kąpielą golców w morzu, montażem w dłoni zimnej butelki z piwem i rozmową do później godziny.

62

Był pewien incydent jeszcze tego wieczoru. Na brzegu morza pojawiła się postać. Szybko się zorientowaliśmy, że był to Mistyczny Edzio.

63

Mistyczny Edzio – przez niektórych nazywany ‚Metafizyczny Edzio’. Ten gość jest symbolem indywidualności i wiary w wolność jednostki. Chciałbym opowiedzieć o Mistycznym Edziu, ale nie mogę. Tajemnicę spotkania z tą postacią, każdy jest zobligowany zabrać ze sobą do grobu.
Żeby zobaczyć Mistycznego Edzia, trzeba być w takich miejscach, w których on bywa. Po tym zdarzeniu słyszeliśmy, że pojawił się tam, albo gdzieś indziej. Ale, już nigdy go nie spotkaliśmy ;-)

Orientacyjna traska tego dnia.

>>> KLIKNIJ  MAPA <<<