wiosenne poszukiwanie przygody

I kolejny dzień na który się czeka.
Od dawna planowałem dopaść Szerszenia i gdzieś wybrać się na poszukiwanie przygody.
Z tym moim motocyklem mam tak, że gdy późna jesień nadchodzi, to szlag mnie trafia, jak mam się ubrać w te wszystkie ciuchy i pojechać gdziekolwiek. Ale wiosna odmienia ten stan… już samo patrzenie na motor tworzy banana na mordzie, a co dopiero wsiąść na niego i przejechać się choćby 1 metr.

Wypadł mi wyjazd w interesach do Radomia.
Wszystko wokół zagrało jak należy… pogoda, czas, wycyckany motocykl przez zimowy czas.
Wyjazd miałem o 13:00, więc siedziałem w pracy jak na szpilkach. Nie myślałem o niczym, tylko o drodze.
Przed 13:00 stałem w garażu i wrzucałem na siebie przygotowane warstwy.
Po chwili odpaliłem sześćset pięćdziesiątkę. Do uszu popłynął nektar.
Poprosiłem Pana o spokój na drodze i pognałem w zaplanowanym kierunku.
Droga do Radomia była nudna, taka miała być. Niemniej, po wyprawie do Albanii, żadna droga mnie nie nudzi, bo jazda motocyklem to są przede wszystkim te dziwne rzeczy, które dzieją się w głowie. Praca umysłu jest trochę narkotyczna. W ciele czuje się euforię, niewytłumaczoną radość.
Czasem myślę, że lekarze powinni przepisywać jazdę motocyklem jako antydepresant.
W Radomiu spełniłem swoje obowiązki, odwiedziłem rodziców, szwagrów, nastawiłem nowi na zaplanowaną wcześniej trasę. Od tego momentu przełączyłem się na tryb ‚przygoda’… mój ulubiony.

Trasa poniżej… zapis niechcąco włączyłem dopiero w Wierzbicy.

>>> KLIKNIJ  MAPA <<<

W Wierzbicy natrafiłem na starą piekarnię.

20

Miałem ją obojętnie minąć bo, jeździć mi się chciało, ale zboczenie, które na widok takich ruin się u mnie uaktywnia, zatrzymało motocykl.
Jak się okazało, postój okazał się być uzasadniony. To miejsce było… hmm… piękne… w ogóle cała Wierzbica jest w podobnym klimacie. Chyba tam wrócę ;-)

 

21

22

23

Nie poświęciłem zasłużonej uwagi tej budowli, ale poczułem tkwiący w niej czar. Zapach, dźwięk, obraz przytłaczały mnie tym swoim urokiem, od którego nie mogłem się uwolnić.

Zapach… najważniejszy czynnik podczas jazdy na motorze. Baz niego pewnie nie wsiadłbym na motocykl. Co prawda, w tej podróży królował zapach obornika roztrząsanego na polu, ale to on ściągał wspomnienia z wakacyjnego dzieciństwa, kiedy to każde wakacje spędzałem na wsi… całe dwa miesiące.
Innym, królującym w drodze zapachem był las. Ten staram się pielęgnować na bieżąco w swoich nozdrzach.
W krajobraz wdarły się też małe zapaszki… grill. Zawładnęły działkami wypoczynkowymi, brzegiem zalewów oblepionych wędkarzami…

Droga…
Akurat miałem to szczęście, że prowadziła ku zachodowi słońca… tzn do Kielc, ale ku zachodowi brzmi bardziej mistycznie ;-)

 

24

26

27

28

Żeby nie zakończyć zbyt szybko przygody, podczas planowania trasy znalazłem mały, stary kościółek w Radkowicach.

29

30

Taki kościół to dopiero magia. Już nie wspomnę o zapachu. Trochę drewna, impregnaty, grzyb, to wszystko łączy się i jest jedyne w swoim rodzaju… wspomnień od liku.
Niemniej, taki stary kościół to przede wszystkim msza, doznania, których nie poczuje się w najbardziej majestatycznych budowlach.

Potem, to już tylko droga do domu na moim mechanicznym druhu.

25

No i okno tej wyprawy.

31