cukrownia włostów

Podróżując po świętokrzyskim, wielokrotnie przejeżdżałem przez miejscowość Włostów, leżącą na trasie Opatów – Sandomierz. Była tam cukrownia.

Jeszcze do roku 2009 wyglądała tak… (fotografia pobrana z wikipedia).

101

Ociągałem się z uzyskaniem pozwolenia wejścia na teren zakładu z aparatem. Dziś nie jest już ono wymagane. Niestety, po zakładzie zostało tylko tyle… wspomnienie :-(

100

W drugi dzień świąt zebrałem się i wyruszyłem na eksplorację tego co jeszcze tam zostało.
Uwielbiam chodzić po takich zapomnianych dziurach. Dotykam wtedy miejsc, które komuś wiernie służyły przez lata… miejsc, które przechowywały tysiące historii ludzkich żywotów. Pomijam fakt, że fotograficznie takie ruiny są nie do zdarcia… i klimat… coś niepowtarzalnego.

Poruszałem się jak kot.
Nieważne gdzie przebywam, czy w opuszczonych zakładach, czy w starych kamienicach, mojej obecności niczym nie naznaczam… wsłuchuję się w dźwięki, wdycham zapachy i delektuję się chwilą.
Brak oszklenia w oknach wpuszczał wiatr, który hulał po hali, dotykając co rusz jakiś wiszący kawałek blachy, uderzający o przerdzewiałą balustradę, lub chyboczącą się deskę. W innym miejscu kapały krople wody na starą wykładzinę itd.
Kakofonia dźwięków.
Stałem kilka minut i wsłuchiwałem się tony konającej budowli… niesamowite.
Potem wziąłem aparat w ręce i szukałem form. Lekko się wkurzyłem, że nie wziąłem statywu, bo czasy wychodziły mi po 2 sekundy. Fotografowanie z ręki było trudne, ale do zrobienia.

103

10

11

13

15

16

17

18

19

20

21

25

23

24

I okno tej wyprawy, adekwatne do przygody jaką tam przeżyłem.

102