przełamywanie codzienności

Uwielbiam to robić i może dlatego, że budzę się w przekonaniu, że ten dzień niczym nie będzie się różnił od tego, co przed kilkoma godzinami poszedł w zapomnienie.
Przełamywanie codzienności spada jak dobry los. Wykonujesz czynności we właściwej kolejności, w odpowiednim czasie i nagle się zatrzymujesz. Przestajesz myśleć schematycznie. Zauważasz, że coś jest inaczej.

Tak też stało się dziś. Godzina 10:00. Miałem brać się za kolejne powierzone mi zadanie i niechcący zerknąłem w okno.
Na zewnątrz panował mróz, ale i ostre słońce. To wszystko było jakoś tak wielce optymistyczne. Niespokojny duch przejął władzę nad mym ciałem. Nie walczyłem, bo to byłoby tak, jakby samego siebie okaleczać… wbrew naturze.

W kilka minut siedziałem w samochodzie, potem w domu szukając sprzętu na taką okazję, by wreszcie stanąć na stoku narciarskim w Niestachowie.

6

Półtorej godziny zimowego wariactwa. Praktycznie stok tylko dla mnie.
Ciężko zbierałem się z powrotem do pracy. Niemniej, wróciłem, ale już z większym przekonaniem, że życie powinno składać się z takich małych radości… no albo z większych :-)