bumerang

Składam film z wyprawy do Albanii. Problem mam z czasem i muzą. Ukochana twierdzi, że obecna ścieżka jest zbyt przygnębiająca. Hmmm… chyba użyję mojego czarnego konia, którego trzymałem na lepszy film. Ale z drugiej strony, kto wie kiedy znowu gdzieś się wybiorę??
Niemniej, premierę przewiduję w ciągu tygodnia.

W miedzy czasie, nim opadł na ziemię śnieg, wybraliśmy się ze Szwagrem i naszymi chłopakami na rzucanie bumerangiem.
Miko i Maciek otrzymali prezenty od babci Krysi, która pojechała w odwiedziny na Nową Zelandię i do Australii.

3

Chociaż bumerangi to tylko pamiątki i bazarowy gadżet, to zabawa przy nich była przednia.
Początkowo nie mogliśmy pojąć dlaczego nie chciały do nas wracać albo latały kompletnie bez sensu. Potem Szwiegier przypomniał sobie, że gdzieś tam widział w telewizji, jakich technik używają bumerangowi miotacze. Wtedy się zaczęło…
Kiedy rzucali nasi chłopcy, to bumerangi lądowały stosunkowo blisko nas. Dwa razy musieliśmy spierniczać żeby nie dostać w pudło.
Ja lubiłem sieknąć konkretnie. Bumerang wtedy leciał, zaraz wracał, potem leciał sobie dalej w innym kierunku, zawisał w powietrzu i powoli jak helikopter opadał na ziemię.
Ale najśmieszniej było jak rzucał Szwagier. Jest leworęczny, więc nie miało to znaczenia, czy rzuca bumerangiem, czy patykiem. Efekt był zawsze taki sam… krzaczory ;-)

4