małe przygody

Wiadomo… na jakieś super wyprawy, to mnie póki co nie stać. A bo szkoła, dzieci, praca… życie.
Ale poddawać się nie wolno i w ramach dostępnych możliwości, trzeba wykorzystywać co tylko się da.
W połowie września zaliczyliśmy mały spływik Radomką.

14

Dla kogoś kto zaliczył Drzewiczkę, Radomka to stosunkowo nudna rzeka.

15_1

Niemniej, nie liczy się adrenalina, lecz radość spędzenia czasu na łonie natury z dzieckiem i przyjaciółmi.

15

16

17

18

19

20

Podczas jednego z przystanków należało uzupełnić płyny uzupełniające ;-)

21

22

23

Na finiszu, każdy malec otrzymał złoty medal za zajęcie pierwszego miejsca… w kajaku ;-)

24

25

26

27

28

Chciałbym w tym miejscu napisać, że coroczne spływy organizuje Agata i Marcin N. Choć oboje są wręcz zapracowanymi ludźmi, to znajdują czas by zebrać do kupy taką watahę i puścić towarzystwo na wodę. Zastanawiam się czy oboje mają świadomość tego, że robią coś niezwykłego? Odrywają ludzi od monotonii i dają ogromną radość…

<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<

Innym razem wymyśliłem sobie ognisko. Strasznie mi się chciało ogniska. Tak bardzo, że postanowiłem spędzić całą noc przy ogniu.

29

Wszystko przebiegało zgodnie z moim planem. Rozpaliłem ogień, przygotowałem chabaninę oraz nocleg. Około 1:00 wrzuciłem do ognia zapas drewna i walnąłem się spać na hamaku. Godzinę później obudził mnie deszcz. Deszczem nazywam spadające krople, które nie nadążają wyschnąć przed spadającymi na nie kolejnymi kroplami wody.
Chociaż padał deszcz, który z powodzeniem mogłem nazwać deszczem, to próbowałem go ignorować, mając nadzieję, że przejdzie… ale nie przechodził. Deszcz zamienił się w ulewę i zabawa się skończyła :-(

<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<

Za oknem startuje złota jesień. Wczoraj zadzwoniłem do Ukochanej, że zniknę na kilka godzin z jej życia.
Biedny Szerszeń jest obecnie w proszku, toteż nadwornym środkiem lokomocji stał się rower… hmmm… musze mu jakieś imię wymyśleć.
Ukochana pozwoliła zaliczyć mi trzy wypadogodziny ;-)
Wypadogodziny – to określenie Grzelka. Jego ukochana także dozuje mu czas przygody, żeby przypadkiem nie przedawkował ;-)
W zależności od ilości czasu jaki posiadam na rowerowanie, dostosowuję odpowiednio trasy. Najbardziej lubię mieć cały dzień. Wtedy zabieram Młodego, albo umawiam się z Grzelkiem i Bartim na konkretne trasy.
Wczoraj miałem trzy godziny, więc udałem się na swoją ulubiona pętlę (30 km super klimatów). Czasem rozbudowuję to do 50 km (Kadzielnia, Skocznia, Telegraf i Wietrznia), ale na to trzeba mieć znacznie więcej czasu.

30

31

32

33

34

Poniżej podaję traskę.

>>>>   http://ridewithgps.com/routes/1785560/embed   <<<<