wnioski z wyprawy

Samotne wyprawy są bardzo trudne pod względem psychologicznym.
Po tej wyprawie trafiłem na stronę samotnego backpackera (przebył 50 000 mil i za nocleg zapłacił tylko raz – 50 dolarów), który podczas swojej pierwszej wyprawy popłakał się w pierwszą noc. Ja byłem daleki od płaczu, ale czułem się jak sraczka. Człowiek zostaje oderwany od świata w którym żyje, rzucony daleko od ludzi których kocha. Oczywiście zadzwoniłem do Ukochanej, która mnie w tej trudnej chwili intuicyjnie wsparła, ale gdyby zachowała się gorzej niż ja, to pewnie wróciłbym do domu z podkulonym ogonem.
Niemniej, uczucie samotności trzeba pokonać, a nawet polubić je. Mnie pomogło skrócenie dystansu myślowego. Zacząłem planować na kilkanaście minut w przód. Jeśli coś się nie udało, to ten proces powtarzałem.
Dobrze jest potraktować samotność jak część przygody.
Uczucie samotności dopada człowieka w nocy. Toteż, dla kogoś kto zaczyna samotne przygody, dobrze jest zaplanować nocleg długo przed nocą… czego ja nie zrobiłem na początku i było źle. Lecz jeśli człowiek zdoła uporać się z nocną zmorą, to poranek jest niezwykły, dostaje potężnej siły, energii i woli kontynuowania przygody… wszystko wydaje się być banalnie proste… uwaga!!… to uzależnia ;-)
Co do planowania noclegów nie wypowiadam się, bo w necie można znaleźć przynajmniej z 10 naprawdę sprawdzonych sposobów, z których trzeba nauczyć się korzystać.
Jeśli chodzi o walkę z uczuciem samotności, to w/w backpacker proponuje (z czym zgadzam się w 100%), aby monitorować na bieżąco, co ukochani jedli w dany dzień na obiad… oczywiście ta wypowiedź ma głębszy charakter…

Przygotowania: 
Skupiłem się na ułożeniu trasy i przygotowaniu siebie, jak i moto pod względem technicznym. Swoją wiedzę nabyłem od tych, co już przeżyli podobne historie. Oczywiście nie uchroniłem się od błędów, ale i tak uważam, że było nieźle.

Ogólnie wyprawa motocyklem jest niesamowita. Ale jeśli ktoś lubi fotografować, filmować, poznawać miejsca, no to motowyprawa nie jest tak kolorowa. Niestety, motocykl to część ekwipunku, którą ciężko zabezpieczyć przed kradzieżą i dlatego czułem się przez niego zniewolony, a to już nie było fajne.

W tę podróż zabrałem ze sobą:
Generalnie, powtórzyłem zestaw motocyklowy, który został wypracowany przez wielu podróżników.

1

2

3

4

5

6

7

– dwie sakwy boczne i torba centralna – wszystko wodoodporne z jakiegoś mocnego materiału. Sakwy wytrzymały szlif po ostrych kamulcach w Albanii… nawet nie mają rysy ;-)
– namiot
– materac samopompujący
– śpiwór
– poduszka, która podczas jazdy służyła jako podkładka pod tyłek… po trzech dniach była płaska jak kartka papieru, ale dzięki niej nie przykleiłem się do Szerszenia ;-)
– menaszka
– kubek + bombilla
– prymus na benzynę
– manierka na wodę
– sztućce
– kurtka moto
– spodnie moto
– zbroja ochronna w zastępstwie kurtki podczas upałów
– rękawice letnie
– kask + okulary + zatyczki do uszu
– ciuchy przeciwdeszczowe – kondom ;-)
– spodnie rowerowe z membraną
– kurtka rowerowa z membraną
– grube skarpety 3 pary – kiedyś od kumpla usłyszałem, że skarpeta musi pić wodę – zgadzam się!
– gruba koszulka termoaktywna
– cienka koszulka termoaktywna
– majtki – dwie pary – termoaktywne

Pranie robiłem na bieżąco. Wszystko schło w słońcu w kilka minut.

– buty motocyklowe
– sandały
– ręcznik poliestrowy – super wynalazek. Pewien podróżnik stwierdził, iż potrafi wypić wodę z jeziora ;-) Fakt, nawet gdy był mokry spijał wodę z ciała, ale jego główna zaleta to taka, że wysycha w kilka minut na słońcu
– kosmetyki
– plecak z bukłakiem
– tankback z dodatkowym mapnikiem
– łańcuch z alarmem
– drobne narzędzia + zestaw w motocyklu – wiedziałem, że nie naprawię poważnej usterki, toteż warsztat zostawiłem w domu :-)
– smar do łańcucha, łatki na dętkę lub materac samopompujący, łyżki do opon, szmaty na smary, pompka rowerowa, ciśnieniomierz, wężyk do spuszczania paliwa
– książka serwisowa
– zeszyt na zapiski
– pismo święte, bez którego nie przemieszczam się
– nóż, multitool i jakiś mały scyzoryk… ogólnie mam poutykane noże w różnych miejscach, które zabieram ze sobą już nieświadomie :-)
– survival kit który kiedyś opisywałem
– latarka czołowa + latarka podręczna
– pajęczyna gumowa, dwie gumy, z 10 pasków, sznurki do złapania sakw
– mapy, nawigacja
– torba foto
– aparat kompaktowy – zastanawiałem się nad lustrzanką, ale dobrze, że jej nie zabrałem
– kamera SONY
– kamera GoPro. Kartę w GoPro 16 GB zapchałem stosunkowo szybko, mimo że i tak bardzo ją oszczędzałem. Gdybym miał małego laptopa nie byłoby problemu :-(
– statyw mały i duży – dużego w ogóle nie użyłem… szkoda go targać.
– ładowarki, baterie.
– paszport, zielona karta, dowód rejestracyjny moto, 100 euro
– nawilżone chusteczki… bo najważniejsza jest dupa!!! – myślę, że takie powinno byc hasło reklamowe tego wynalazku ;-)

Na tej liście zabrakło zupek ‚gorący kubek’. Fajna rzecz na szybko. Zwłaszcza po całym dniu spędzonym na motocyklu.

Wielkich pieniędzy nie brałem ze sobą. Za wszystko płaciłem kartą. Problem z płaceniem był tylko w Albanii, dlatego wypłaciłem ichniejszą walutę w bankomacie – równowartość 100 zł.
Ogólnie wydałem – 1195 zł (paliwo + żer) + 336 zł (wydane 80 euro) = 1531 zł.
Kompletnie nie ograniczałem się przy wydatkach, ale też nie szalałem. Myślę, że gdybym nie robił zakupów na stacjach, spał na dziko, jadł we własnym zakresie, to zaoszczędziłbym 500 zł, ale straciłbym też kupę czasu.
Przejechane kilometry – 3664 km
Paliwo – 136,78 litrów – średnia 3,73 l/100 km. Najekonomiczniej wyszło przy awarii hamulca na autostradzie – średnia 3,33 l/100 km. Najgorzej wyszło w górach Przeklętych, podczas wielogodzinnej, spokojnej jazdy na jedynce – 4,56 l/100 km

Jeśli chodzi o motocykl, to nie liczę jego zakupu. Przygotowanie go do tej wyprawy to koszt podniesienia, o którym już pisałem + stelaż na sakwy wykonany przeze mnie – koszt 31 zł.

8

9

10

11

12

13

Najważniejsze w tej wyprawie było to, że wróciłem cały i zdrowy (nie licząc małej awarii żołądkowej, spowodowanej chyba źródlaną wodą i kiepską dietą podczas tej przygody).
Motocykl też sprawił się genialnie. Bez gumy, bez remontu silnika, ogólnie bez postoju. To, że odpadła stopka hamulca, to raczej moje niedbalstwo, brak codziennej kontroli, o której uczą już na kursach. Niemniej, byłem przygotowany na ewentualne wydatki do 5000 zł.

Czy kiedyś pojadę na tak daleką wyprawę motocyklową??… raczej nie. Kolejna wyprawa to backpacking, lub kombinacja backpackingu z samochodem :-)
Czy kiedyś wybiorę się w samotną podróż??… nie mam z tym problemu. Wolę jechać z kimś. Ale nie powstrzyma mnie brak towarzystwa. W samotnych podróżach cenię sobie niezależność, którą uwielbiam podczas takich przygód.