long łykend na rowerze

Długi łykend spędziliśmy u rodziców ukochanej. Nadarzyła się okazja, aby troszkę więcej niż tylko troszkę poswawolić sobie na rowerku.
W pierwszy dzień, umówiliśmy się z najmłodszym Szwagrem (Łukaszem) na piwko w Sulisławicach. Tylko offroad ;-) Dołączył do nas kumpel Łukasza – Grzesiek. Obaj szykują się do podróży po Polsce i ich rowery przystosowane są do jazdy po szosach… raczej. Ale zgodzili się towarzyszyć mi po bezdrożach sandomierskich okolic. Ich średnia prędkość jazdy to ok. 30 km/h, więc przeżywali małe nudy w moim towarzystwie. Na szczęście z grzeczności tego mi nie okazali ;-)

W Sulisławicach pyknęliśmy płynny chmiel, jako uzupełnienie mikroelementów w organizmie i wróciliśmy polnymi drogami do domu. Ogólnie ok. 32 km.

Kościół w Sulisławicach.

13

Innego dnia na rower ustawiłem się z Miko.
Kiedy poszedłem przebrać się do pokoju, okazało się, że mój rowerowy mundur był już zajęty ;-)

14

Jeśli chodzi o młodszego Szwagra, to każdy powód, który prowokuje do chwycenia za kierę jest pożądany.

Ruszyliśmy we trójkę po przygodę, oczywiście sandomierskimi szutrówkami.

15

Miko zaliczył swoje pierwsze błota.

16

17

Każdy rejon, który odwiedzam poraz pierwszy, jest fajny. Nieważne co się ogląda, zawsze jest ekscytująco i niezwykle.
Gdzieś po drodze udało nam się zdjąć lekko kiczowaty widoczek :-)

18

Dystans tego dnia to 16 km.