dzień dziecka – sesja

Dzień dziecka… a więc o dzieciorach trzeba coś naskrobać.

Myślę sobie, że tworzą się na moich oczach mali podróżnicy.

Lakaka już od dawna wykazuje zainteresowanie szwendaniem się po obcych landach.
Uwielbia motocykle, samochody, rowery… Za to nienawidzi kosiarek ;-)
Oczywiście obiektyw to jej żywioł.

7

8

9

10

Kilka strzałów z lotniska w Masłowie.

5

6

Lecz dużo bardziej woli być po drugiej stronie obiektywu. Jestem świadkiem pierwszego zdjęcia przez nią wykonanego… i to ja miałem zaszczyt być w tym czasie obiektem fotografowanym… a może chodziło o Dromadera (samolot), tylko ja wciąłem się w kadr ;-)

12

Za każdym razem jak jakiś samolot wzbił się w powietrze, Lakaka wykrzykiwała: oooo…. udało się!
Jakby nie wierzyła w umiejętności masłowskich pilotów ;-)

Był też moment ‚ja chcę na rączki’, który często występuje na naszych wspólnych wyprawach.

11

No i Miko…
Na komunię otrzymał rower i już prawie nawinął pierwszą setkę… oczywiście nie za jednym razem.
Najpiękniejsze jest to, że niestraszne mu offroady. Przedwczoraj mieliśmy 300 metrowy odcinek mokradeł. Te mu darowałem, przenosząc go na plecach i nasze rowery. I choć zawsze podaje Mikiemu trasę alternatywną, składającą się z asfaltów, kostek, on wybiera te trudniejsze. Długo czekałem na te dni…

1

Wczoraj przećwiczyłem Miko w górkach. 6 km mocnego podjazdu… trochę może zbyt mocnego.
Trasa wiodła do kopalni Wiśniówka. Problemem okazał się odcinek leśny. Panowie drwale rules i na wszystkich szlakach wiodących do kopalni leżą zwalone drzewa, gałęzie… ogólna rozpierducha. Miejscami zryte. Zero jazdy!
Bałem się, że Miko wymięknie, że za chwile powie mi, żebym poszedł do diabła z takimi wyprawami. Ale nie… Nawet nie pozwolił mi pomóc przerzucać rower przez leśne przeszkody. Byłem dumny. W środku cieszyłem się jak cholera.

2

3

Na dobry koniec dnia pognaliśmy na stare wyrobisko.

200