nowa słupia – jakby próba

W sobotni wieczór Ukochana zachowała się w sposób kompletnie nieprzewidywalny.
Zaproponowała mi, że jeśli tak bardzo chcę, to mogę śmignąć motkiem w niedzielny poranek. Zaskoczyło mnie to ponieważ, wiem jak bardzo męczy ją obecność Szerszenia w garażu. A tu magle takie coś.

Postanowiłem niedzielną wyprawę przeznaczyć na test zakupionej kilka miesięcy temu kuchenki benzynowej – wynalazek radzieckich inżynierów.

Jeszcze w sobotni wieczór objuczyłem motek w zestaw wyprawowy, w tym także radziecki gadżet.
W nawigację wklepałem koordynaty trasy rowerowej, którą przygotowałem na styczniowy, rowerowy wypad do Nowej Słupi.
Wtem, drzwi do garażu się uchyliły i usłyszałem słodki głosik: ooo… tatuś jedzie motolem…
W ten oto sposób na motocyklu pojawił się nadbagaż :-)

37

Nie spałem dobrze tej nocy. Ożyły marzenia, powstawały nowe plany, a książka pożyczona od Grzelka ‚Pojedynek z Syberią’ wcale nie pomagała, wręcz odwrotnie.

Zerwałem się na nogi o 5:30. Wcześnie. Ale uznałem, że będąc w podróży i tak dłużej nie będę spał. Po prostu, szkoda dnia.
Za oknem wyłaniało się zza horyzontu słońce. Słupek rtęci oznajmił -2 st. Przygotowałem śniadanie, ubrałem się najpierw w zestaw rowerowy, potem w zestaw motocyklowy.
O 6:20 budziłem okolicę pomrukiem sześćset pięćdziesiątki.
Do tej pory nie znalazłem sposobu, żeby opisać uczucie jakie towarzyszy mi podczas jazdy motocyklem, więc póki co, nie silę się na substytut.

Po dziesięciominutowej jeździe dziękowałem za ciepło płynące z podgrzewanych manetek i rozgrzanego silnika. Na otwarcie przyłbicy nie mogłem sobie pozwolić, ale miałem w świadomości fakt, że to tylko kwestia jednej godziny. Niemniej, przez otwory wentylacyjne kasku powietrze wbijało w moje nozdrza wytęsknione zapachy.
W drodze do Bodzentyna minąłem dwa samochody. Czułem się jakby droga była zarezerwowana tylko dla mnie. Nie gnałem specjalnie. W ciasnych aglomeracjach pozwalałem sobie na prędkość do 60 km/h. W strefach luźniejszych do 80 km/h. I choć jest to spacer dla mojego motocykla, to taką zasadę przyjąłem odkąd jeżdżę na motorze i mam nadzieję, że będę sie jej trzymał.
Sama droga była sucha, ale miejscami odkrywała takie niespodzianki.

38

W zacienionych miejscach woda nie była wodą :-(

W Bodzentynie odbiłem na Nową Słupię. Prawie cały ten odcinek jest obecnie zamknięty dla ruchu kołowego w racji remontu. To dawało mi próbkę słabej jakości dróg, z którymi mam nadzieję się zetknąć w tym roku.

43

W planie miałem odwiedzenie mogiły bestialsko zamordowanych dzieci w miejscowości Hucisko, próbę kuchenki benzynowej nad zalewem Wióry, oraz wizytę w starym kościele w Grzegorzowicach.
Odcinek do Huciska był fajny, przede wszystkim nie minąłem żadnego samochodu, czyli kolejna rezerwacja się powiodła ;-)

44

Po drodze zdjąłem przypadkowo napotkane miejsce pamięci pomordowanych.

39

Bojąc się gleby ok. 300 m gliniastej drogi przejechałem z podpórkami. Pseudo opony na wszystko, nie dały rady. Ale bardzo chciałem przejechać ten odcinek, by mieć świadomość braków na tego typu próbach.

40

Samo miejsce gdzie znajduje się mogiła nie jest oznaczone. Kiedy już miałem zrezygnować z poszukiwań, w krzakach odnalazłem drewniany płotek.

41

42

Kilka minut ciszy, modlitwy i pojechałem w kierunku zalewu Wióry.
Być może, 100 km pętlę takiej drogi przejadę w tym roku. Więc, tym bardziej cieszyłem się jadąc szutrowym odcinkiem.

45

Po kilkunastu minutach kluczenia w poszukiwaniu fajnego miejsca obozowego, odnalazłem polanę, tuż nad samym zalewem.

49

A teraz kilka słów o uruchamianiu tej, radzieckiej machiny…

46

1 – pompka i zarazem wlew paliwa,
2 – zawór odcinający paliwo prowadzone do palnika.
3 – naczynko, do którego trzeba wlać niewielką ilość denaturatu, przed użyciem kuchenki.

Jak powinno się rozpalić takiego prymusa jest pięknie objaśnione w instrukcji. Ja wypracowałem swój własny sposób, który nie jest właściwy, ale skuteczny ;-)

Pierwszą czynnością jaką powinno się wykonać to, wprowadzenie ciśnienia do zbiornika z paliwem (benzyną), tj. ok 20÷30 pchnięć pompką.
Potem, zalać naczynko denaturatem. Niestety, ja otwieram zawór i benzyna wypychana przez ciśnienie oblewa zawór i wypełnia w/w naczynko. Następnie to podpalam. Płonące naczynko rozgrzewa zawór i powoduje, że benzyna w zbiorniku zaczyna przechodzić w stan gazowy. Naczynko powinno zalewać się denaturatem, bo podczas spalania denaturat nie kopci. Ale, że nie jestem zbytnim estetą, to robię jak robię. Po użyciu mój prymus jest lekko osmolony.

47

Proces samego rozpalania trwa do 2 minut. Kiedy wypalają się resztki benzyny w naczynku, otwieram zawór i gaz wydobywający się z palnika odpala się od płonącego naczynka. I to wszystko.

48

Otwarty kubek z wodą (0,45 L) doprowadza do wrzenia w niecałe 5 min.

Amerykanie, w swoim wynalazku opracowali paten rozpalania bez użycia naczynka (jaki to patent??? zachęcam do lektury w internecie). Ich prymus jest gotowy po 10 sekundach. Otwarty kubek z tą samą ilością wody doprowadza do wrzenia w 10 minut. No i kosztuje 10 razy tyle co radziecki wynalazek. Ale za to, jest mniejszy, co ma znaczenie.

Podczas konsumpcji śniadanka uderzyła mnie atmosfera panująca wokół zalewu. Było słonecznie, ptasia orkiestra zapewniła fonetyczne doznania no i ten zapach wiosny. Siedziałem sobie na pniu, rezygnując świadomie z dalszych atrakcji. Postanowiłem resztę czasu poświęcić na rzecz wchłaniania wiosennej atmosfery, popijając przy tym herbatę.

50

Poniżej podaję traskę jaką przebyłem.

https://ridewithgps.com/routes/1011225/embed