intensywnie

Wrzesień był bardzo intensywnym miesiącem.

Zaczęło się od firmowej integry w centrum aktywnego wypoczynku – Borków, nieopodal Tarnowa.
W skrócie powiem, że zabrakło mi 0.2 sekundy do pokonania rekordu toru na gokarcie.
Była też przeprawa na quadzie i najważniejsze… rzuciłem się z trzeciego pietra, poczym na specjalnych linach poleciałem ok. 150 m nad zalewem. W dobie mojego lęku wysokości, było to dla mnie niezwykłe i lecznicze przeżycie.
Po powrocie do domu, wszedłem na dach i wyczyściłem kominy. W roku poprzednim nie udała mi się ta akcja, ponieważ w połowie drogi do kominów praktycznie napełniłem rajtuzy ze strachu ;-)

1

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Kolejny weekend to cykliczne spotkanie na Godowie. Normalnie odbywa się w maju, ale w tym roku, tak dla hecy odbyło się we wrześniu.
Było jak zwykle grochówkowo, kiełbasianie, piwnie, ogniowo i tanecznie… czyli tak jak powinno być.

2

3

4

5

6

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Kolejny weekend to spływ kajakowy rzeką Drzewiczką z miejscowości Drzewica do Odrzywołu.

7_1

Szlak o długości ok. 20 km wiedzie przez urocze zakątki lasów i łąk przyległych do tej rzeki.
Sama Drzewiczka nie dała chwili odpoczynku. Miejscami była techniczna: zwałki, bystrze, gdzieś indziej trzeba było szukać wody, trzy jazy które naszymi kajakami musieliśmy pokonywać lądem itd. Non-stop praca. Byłem w żywiole.

Ogólnie na starcie w Drzewicy stanęła załoga szesnastokajakowa… i taka na szczęście dopłynęła do Odrzywołu… chyba :-)

8

9

10

Zaraz po zwodowaniu jednostki ja i Miko ostro daliśmy po wiośle. Dlaczego?
Kiedyś usłyszałem, że rodzice ze swoimi dziećmi rozmawiają średnio 8 minut. To dużo mniej niż przez telefon komórkowy z obcymi ludźmi. Okropnie się poczułem gdy się tego dowiedziałem.
Taka wyprawa to wspaniała okazja aby tę średnią podnieść do wielu godzin. Poza tym chciałem tę rzekę zobaczyć taką jaka jest: surową, bezludną.
Kiedy wypływaliśmy zza zakrętu ptaki przeróżnych gatunków podrywały się do lotu. Ci za nami nie mieli szczęścia tego doświadczać :-(

11

12

13

14

Na linię mety dopłynęliśmy godzinę przed drugą jednostką i dwie godziny przed ostatnią. Nie dlatego, że jestem super świetnym kajakarzem. Tak się stało, ponieważ nie obchodziły mnie kobiety i dzieci, które także uczestniczyły z nami w wyprawie. Wiedziałem, że w peletonie jest Szwagier, Gruby, Gelos, Sońka, Marcin N. i inni. To oni wzięli na swoje barki przenoszenie pozostałych kajaków przez wodne przeszkody.
To dzięki nim mogłem spędzić cudowny czas w samotnej wyprawie ze swym dzieciakiem. Za co tu z miejsca im bardzo dziękuję :-)

15

Samego płynięcia ‚my’ mieliśmy 4:30 godz.
Najwolniejszy kajak miał ok. 6 godz.
Tego dnia miałem nadzwyczaj dużo sił. Mogłem spokojnie zrobić kolejny odcinek 15 km do ujścia rzeki do Pilicy, ale kontrakt tego nie obejmował… szkoda :-(

I tak na koniec zapraszam do obejrzenia kilkusekundowego filmu ze spływu.
Bystrza… Tak mi się spodobała, że wtargałem kajak z powrotem, aby poczuć namiastkę kajakowej adrenaliny. Filmował Miko.
Na trasie naszego spływu była jeszcze jedna bystrza, lecz bardziej wymagająca, więc już nie ryzykowałem kąpieli kolejną powtórką.

I lineczka dla tych, co mają problem z Internet Explorer 
>>> spływ 09’2011 <<<