wyprawa na mazury

Każdego roku zaliczam wraz z Miko pojednanie z naturą.
W tym roku, do naszych wariactw dołączyli Szwagier z Maćkiem.

Rok temu odbyło się to podczas skoku z Węgorzewa na Ruciane. Na tegorocznym wypadzie zrobiliśmy małą repetę. Ale już nie jako ‚mieć’, lecz ‚być’.
Naszą przygodę rozpoczęliśmy w miejscowości Kal, gmina Węgorzewo.
Plan był prosty – nieograniczony spontan.
Pływaliśmy po wspaniałych Mazurach bez ciśnień, że coś musimy.

Pierwszy przystanek zrobiliśmy na ośrodku wypoczynkowym ‚Rusałka’.
To miejsce ma szczególne znaczenie dla mnie i Szwagra, bowiem ponad dwadzieścia lat temu, mając naście lat, jeździliśmy tam pod namiot z dwudziestoosobową ekipą.
Doznaliśmy lekkiego szoku.
Miejsce, które kiedyś kipiało radością upojonej młodzieży, wręcz umarło.
Zadawaliśmy sobie pytanie: dlaczego, ktoś, do tego dopuścił?

Dawniej, w cieniu, pod stalowo-dykcianym daszkiem spędzaliśmy upalne dni… właściwie, to wszystkie dni… i wieczory. Czasem odbywały się dyskoteki.

40

Na tym molo pałałem miłością do niejednej niewiasty.

41

Odnajdując na Rusałce tylko gruzy, wyruszyliśmy w dalszą drogę.

Nie chcę zanudzać, że mazurskie pejzaże są cudowne, bo każdy o tym wie. A jeśli ktoś tego nie wie, no to jest tylko jeden sposób, aby tego się dowiedzieć :-)

42

43

44

45

Przez sześć dni kręciliśmy się po okolicznych wodach Sztynortu i Giżycka.
Mieliśmy swoją wyspę, na której konsumowaliśmy polowe posiłki (spaghetti i risotto), kąpaliśmy się (prysznice w portach są nieludzko drogie) i odwiedzaliśmy miejscową zwierzynę.

46

47

48

Czasem kupowaliśmy posiłki w knajpie, żeby troszkę się ucywilizować.

49

Bywały też posiłki upolowane przez chłopaków. To dawało im największą radość… chodzi o polowanie. Z jedzeniem było gorzej :-)
Chłopaki nacieli sporych rozmiarów leszczy i płoci. Ja towarzystwo oprawiłem, Szwagier usmażył, a chłopcy popatrzyli i zjedli parówki.
Mnie rybki smakowały.

50

52

51

W czasie podróży, Miko i Maciek odbyli szereg szkoleń związanych z prowadzeniem łodzi i jej awarią w postaci małego pożaru.

53

54

Pewnego dnia, mając sporo czasu do wieczora, Szwagier zaproponował zwiedzanie małej wsi Pierkunowo.
W tej miejscowości uderza architektura starego folwarku.

55

56

57

Lecz miejscowość ta ukrywa jeszcze jeden skarb – czynną gorzelnię.
Szwagier to ma nosa ;-)

58

59

Porty, w których gościliśmy co noc to Giżycko i Sztynort.
Giżycko od zeszłego roku ewoluowało nieprzeciętnie.
Miasto otworzyło nowy port. Na przecięcie wstęgi przybył sam prezydent Komorowski.
Potem częściowo port zamknięto, ponieważ nie spełniał kilku przepisów. Możliwe, że trawa nie była zbyt zielona ;-)

60

My osiedliliśmy się w starym porcie, czerpiąc radość z dostępnych atrakcji.

61

62

63

64

Niemniej, najmilej wspominam pobyt w Sztynorcie.

65

Każdego dnia, niezależnie od pogody można było być na koncercie… w cenie opłaty portowej. I choć nie miałem możliwości być 20 VIII, na największym spotkaniu szantowym w Sztynorcie, to załapaliśmy się na koncert Ryczących Dwudziestek, z czego jestem bardzo zadowolony.

66

Długo się zastanawiałem jakiej próbki tego zespołu użyć w tym wpisie. I wymyśliłem sobie, że poniższy utwór będzie adekwatny.

http://reymont.wrzuta.pl/static/embed_audio_iframe.html?key=6OpAIQ08zKg&login=reymont&width=450&bg=ffffff&site=www.materek.pl&ga_utm=

W Sztynorcie, każdego dnia można zobaczyć film emitowany na świeżym powietrzu.

67

Za naszego pobytu był Miś, skandynawski dramat społeczny – Włoski dla początkujących i polski film ‚Do widzenia, do jutra. Ten ostatni uważam za majstersztyk. Choć film ma prostą fabułę, to gra aktorska jest na najwyższym poziomie. No i zdjęcia, kompozycje. Szwagier już rzygał zachwytem jakim emanowałem. Dawno czegoś takiego nie widziałem.

A już na koniec wrzucam panoramkę portu w Sztynorcie.

222