dębki 2011

Kolejny rok, kolejny desant na plaży w Dębkach.
Królowało plażowanie (na szczęście niezbyt długo, choć moja ukochana cierpi z tej okazji), rowerowanie, a przede wszystkim wypoczywanie. Totalne niemyślenie o codzienności.
Słońca nie było zbyt wiele – 2 dni. Deszczu – ze 3 godziny. To wymarzone warunki do morskich kąpieli i robienia wszystkiego, prócz opiekania się na słońcu. Czyli, to co kocham :-)
Z ukochaną odkryliśmy pewną ciekawostkę.
Mimo, iż nasz wolny czas rozczłonkowaliśmy na jednotygodniowe wypady, to po powrocie z tych przecinków, czujemy się, jakby nie było nas miesiące :-)
To efekt przerwanego rytuału, który pielęgnujemy co dzień. Będąc w matni codzienności tracimy poczucie czasu. Wszystkie dni są jak jeden wielki dzień.
Lecz kiedy wyjeżdżamy, coś się zmienia. Tfuuu…. wszystko się zmienia. Zaczynamy oddychać i czerpać dłońmi radość z życia.

Do Dębek jeździmy co roku.
Pomijam fakt, że jest to miejsce w którym ryby smakują jak ryby, lasy są poprzecinane cudownymi trasami rowerowymi, a piasek na plaży jest czysty jak mąka, po którym nie depczą tłumy ludzi.
I nie są to główne powody dla których pojawiamy się tam co roku. Tą wielką przyczyną są ludzie, bliscy naszemu sercu. Bez nich, to cudowne miejsce, byłoby tylko cudownym miejscem.

W ciągu dnia zajmujemy się naszymi pociechami, a wieczorem, kiedy opadnie dziecięcy zgiełk, poddajemy się hulankom i swawolom ;-)

1

2

3

Pewnego wieczora wylądowaliśmy w barze karaoke.
Zabawa przednia. Może dlatego, że byliśmy dużą grupą i cała sala należała do nas. Kilka kufli piwa, zmieniło potulnych rodziców w bestie estrady :-)

Na pierwszy ogień poszły nasze pociechy. Debiutanci przypomnieli słuchaczom repertuar Dody.

4

5

Stałym bywalcem przy mikrofonie stał się Jacek.

6

7

Ja pozwoliłem sobie na małe kaleczonko ‚Autsajdera’.

8

9

Był moment, w którym spojrzałem na Szwagra. Nie jest melomanem. Dźwięki są mu raczej obojętne. Ale to co słyszał w tej knajpie, było prawdziwym cierpieniem ;-)

10

Impreza trwała do 2:00 am.
Myślę sobie, że połączenie alkoholu i śpiewu, to sedno dobrej zabawy.

Nazajutrz, wczesnym rankiem (6:30), ze swych ciepłych posłanek zwlekły się Agnes Amazing, Małgorzata i ja. Szwagier przez zaryglowane drzwi powiedział, że go nie ma.
W planie były odwiedziny sąsiedniej wioski, Białogóry, która słynie… no właśnie… z czego słynie Białogóra? Otóż, Białogóra słynie z zalesionej wydmy, od której wzięto nazwę jak jeszcze nie była zalesiona.
Tak, czy siak, każdy powód jest dobry, żeby rankiem trochę porowerować :-)

2000