exbryza – kazimierz dolny

W łykendowy czas wybraliśmy się przećwiczyć stare kości exBryzy. Tym razem Wisła… okolice Kazimierza Dolnego.
Drużynę stanowili: mój tata, Miko, Maciek, Szwagier no i ja :-)

75_1

75

Tych co lejce trzymali było wielu.

Kapitan Piotrek

76

Kapitan Jurek

77

Kapitan Szwagier

78

Jekieś 6 km, w górnej części Wisły, postanowiliśmy rzucić coś na ruszt.
Dzieciaki zjadły przygotowane przez Szwagra hot-dogs, a dorośli, przygotowane przez Szwagra kanapeczki ze smalcem i ogórem. Muszę stwierdzić fakt, że szwagier wreszcie nauczył się gotować ;-)

79

Niestety, wszystko co piękne nie trwa długo. Do końca zwlekaliśmy z ucieczką przed burzą.
Zmoczyło nas na wskroś. To nie było popadywanie deszczu. Z nieba lała się woda. A do tego wyładowania. Zastanawiałem się jak to jest z piorunami na wodzie. Kiedyś czytałem, że pobyt w wodzie podczas burz z piorunami jest głupi. Nie pamiętam o pobycie w łajbie.
Jak zwykle mieliśmy więcej szczęścia niż rozumu… i to też się w życiu liczy.

80

Dalsza część miniwyprawy odbyła się w Mięćmierzu.
Choć szwagrowa kuchnia mi odpowiada, to jednak uzupełniliśmy luki w żołądkach, w mięćmierskiej karczmie.

81

Dalsze atrakcje to zdobycie szczytu Albrechtówki i połów ryb.
Przez półgodziny postałem sobie na brzegu wpatrując się w nieruchomy spławik. Szwagier dziabnął dwie płotki… fuksiarz ;-)

82

83