grecja – kos

Wreszcie pokonałem jeden, z najbardziej dręczących mnie lęków.
Wsiadłem do samolotu i wzbiłem się w powietrze.
Jak już tak latałem, to poleciałem sobie do Grecji na wyspę Kos. Lecz niczym byłoby to, gdyby nie moi ukochani. Już tak mam, że jak opuszczam dom, to tylko z nimi. Reszta mnie nie cieszy.
Niemniej, udało nam się szczęśliwie dotrzeć do miejsca, w którym zaplanowany mieliśmy odpoczynek… przełamanie codzienności.

Zaczęliśmy od atrakcji, które oferował hotel na ‚dzień dobry’. Czyli spanie, chlanie i plażowanie.

1

DCIM100GOPRO

DCIM100GOPRO

7

5

Przy okazji uaktywnił się przemiły talent Lalusi… pokochała obiektyw i widać, że czerpie z tego ogromną satysfakcję. A tak chciałem, żeby została lekarzem, może prawnikiem… ehhh ;-)

4

8

6

I kiedy tak sobie korzystaliśmy z hotelowych uroków, mój niespokojny duch nie dawał spokoju. Ciągnęło go w drogę. Być w takim miejscu i nie poznać go, to jak lekkie samobójstwo.
Do naszych wariactw dołączyli mała Ninka, Gosia i Tomek.

41

Na dwa samochody wyruszyliśmy w poszukiwaniu przygody na Kosie.

42

W mieście Kos byliśmy raptem ponad godzinę. To i tak zbyt długo jak na mnie. Miejsce fajne dla ludzi, którzy uwielbiają cepeliadę. My jej nie lubimy, więc ruszyliśmy dalej.
Przez wyspę Kos wiedzie jedna droga krajowa. By poznać uroki tej wyspy wystarczy w jakimkolwiek momencie zjechać w boczne dróżki, nie zastanawiając się czy jest coś na jej końcu, czy nie. I taką formę zwiedzania przyjęliśmy.
Boczne drogi bywały różne, ale i tak nasze Nissany dzielnie znosiły te trudy.
Z drugiej zaś strony, jeżdżąc tymi drogami marzyłem, żeby je zrobić na dwóch kółkach. I w pewnej chwili to marzenie ziściłoby się, gdyby nie Lalusia. Mały gnojek zaczyna badać granicę na co sobie może pozwolić. Zostawić ukochaną w takiej chwili, to byłby dla niej cios. Więc drogi pozostały w sferze marzeń i na karcie moich gadżetów.

21

22

23

24

Zaglądając do wiosek i małych miasteczek odkrywałem prawdziwe życie tego miejsca. Ludzie, ich zachowania, otoczenie, zapachy. Wszystko chłonąłem jak sucha gleba. A potem kwitło to w mojej głowie, sercu…

10

11

58

59

14

51

52

54

53

60

55

56

57

Muszę przyznać, że ogromną cierpliwością wykazali się moi współtowarzysze wyprawy. Starałem się jak najwięcej wyczesać z miejsc, w których byliśmy. Potrzebowałem na to czasu, a z tym było gorzej.
Wyprawy z pociechami są trudne lecz możliwe.
Oczywiście, nie ma się tego co się chce. Ale, jeśli ktoś umie czerpać radość w wróbli w garści, znajdzie szczęście wszędzie ;-)

Chciałbym coś napisać o grekach, którzy mieszkają na Kosie.
Ludzie niezwykle spokojni.

31

Żyją bez jakiegokolwiek pospiechu.
Widziałem motocyklistów, którzy jeździli na motkach o pojemności powyżej 1000 ccm z prędkością 40 km/h.
Na głównym skrzyżowaniu w Kefalos zatrzymał się kierowca samochodu i skutera, aby wymienić kilka słów. Pomimo powstającego lekkiego zatoru nikt ich nie popędzał, nie trąbił gestykulując. Wydawało się to bardzo normalne.

A już cudownym obrazkiem były wieczory, kiedy mieszkańcy wyspy wychodzili na ulicę i rozmawiali ze sobą do nocy, pijąc kawę, wódeczkę anyżową, trzymając w rękach paciorki.
W okół słychać było pozdrowienia.
Całe miejscowości są jak wielkie rodziny.
Grecy nie gniją przed telewizorami. Oni się bawią. I nie ważne czy mają 10 lat, czy 100. Wychodzą do ludzi i z nimi są. W tym się zakochałem najbardziej.

Podczas tej wyprawy filmowałem i fociłem. Czego nie lubię robić, ponieważ nie skupiam się ani na jednym, ani na drugim. Ale, że nie ma przy mnie takiego jak ja, to rolę dwóch przyjąłem z pokorą.
Grecja, to przede wszystkim kolory. I choć kocham fotografię B&W, to pozwoliłem sobie na dwa, kolorowe strzały.

13

Przy strzale tego kościoła, niebo zabarwiło się jak na zamówienie. Lecąc do Kos, myślałem o podobnym zdjęciu. Zrobiłem je w ostatni dzień. Taki pożegnalny fux.

12

Jeśli chodzi o film, to będzie…

I tak juz na koniec, proszę Was, abyście zobaczyli fragment tego filmu. To jest esencja Greckich wysp.