szept

A co, jeśli w tym wszystkim chodzi o mnie… tylko o mnie?
Nie uratuję wszystkich. Sukcesem będzie jeśli zbawię choćby siebie.
Wszak, naprawiając siebie, można zbawić cały świat.

Lecz, jak to będzie wyglądać?
Przecież dostałem kupkę talentów… i wszystkie zmarnowałem.

Pewnego dnia zapukam do Pana…
– jak fajnie, że wpadłeś Piotrze… a gdzie są twoi przyjaciele, twoje dzieci i żona? Gdzie ten kolega, z którym często piłeś piwo? Gdzie jest sąsiad, któremu rano się kłaniałeś? Gdzie są ci wszyscy ludzie, których spotkałeś na swej drodze?
Przecież rozmawialiśmy co dzień. Dlaczego nie powiedziałeś im o mnie? O tym, że istnieje wolność… coś, nieporównywalnie większego i piękniejszego niż te namiastki, jakimi się otaczają. Dlaczego nie pokazałeś im drogi, choćby kierunku ku najczystszej miłości?… co się stało?

– Chciałbym powiedzieć ci Panie, że nie miałem czasu. Zajęty byłem. A poza tym, dziś, nie jest w modzie uwielbianie Boga. Ludzie nie chcą wolności i miłości. Nie pragną szczęścia prawdziwego. Gonią za fikcją, która jest bestsellerem. Każdy myśli, że chcesz im zabrać to, czego pragną. Wolą być sami, zatroskani i zmęczeni. Heh… ja też tego nie rozumiem.
A poza tym mój Panie… stchórzyłem.
Pomyślałem, że wszyscy uznają mnie za wariata. Nawiedzonego głupka, który nakręcił się bajkami.
Pomyślałem, że przestanę być lubiany w towarzystwie.
Nie potrafiłem pomnożyć tego co mi dałeś. Rozdać skarbu jakim jesteś.
Stoję przed tobą sam. Z dowodem na źle zainwestowany dar.