BMW F800 GS

ehh… piękne dni.
Wypożyczyłem motocykl, który marzył mi się od daaaaaaaaawna.
Naoglądałem się ciekawych filmów o moto-podróżnikach takich jak: Ewan McGregor i Charley Boorman, Henry Cole i inni. Ich podróże polegają na przemierzaniu świata na motocyklu. Oczywiście wzorem są dla mnie Ewan i Charley. Mieszczuchy wsiadły na BMW R 1200 GS Adventure i pojechali w świat. Czyli można to zrobić i mieć z tego frajdę… No ale jaką?
Postanowiłem się przekonać…
Poszedłem w tym celu do sklepu Liberty Motors Kielce i poprosiłem o wypożyczenie motocykla BMW F 800 GS.

1

Dlaczego ten motocykl? Zbyt wiele czynników, których wymienianie zajmie 5 460 513 546 słów, toteż przytoczę tylko te główne.
To się zaczęło w 1987 r. W telewizji była transmisja z każdego dnia sześciodniówki, zorganizowanej przez Polskę w Jeleniej Górze. Pamiętam ludzi wysmarowanych w błocie, przemierzających bezdroża… pamiętam ich maszyny.
W tym czasie, w ‚Młodym Techniku’ pokazali jeden z takich motocykli, rozebranych na części. Tak się zaczęła fascynacja motorami.
Nigdy nie miałem swojego motocykla. Czasem prosiłem rodziców o zakup czegoś co przypomina motocykl, ale słyszałem stanowcze NIE. Mieli rację… chyba. Do motoru trzema mądrości, którą nabywa się z czasem. Miałem jakieś epizody z motorem i pewnie zebrałoby się tego ze sto parę kilometrów. Były to WSK, Delta, Romet z grupy pierdzioszków na kołach i nieco cięższy kaliber – Junak. Wszystko to, odbyło się wieki temu…
Kiedy właściciel Liberty Motors zadzwonił do mnie w sobotę, że GS będzie gotowy na środę (03.11.2010) przestałem się wysypiać. Przede wszystkim byłem pełen obaw. Potężny, ciężki i cholernie silny motor. Ja bez doświadczenia. Strach zmieszany z podnieceniem. Z ogromną trudnością zagłuszałem rozsądek.

W środę przed Liberty czekała gotowa GS-ka. Podszedłem do niej. Choć przerażała mnie, nie wyobrażałem sobie, że jest coś w stanie mnie zatrzymać… odkręcić moją decyzję. W myślach prosiłem Boga, że skoro się pakuję w tak mocne nieznane, to jeśli na mnie czasem zerknie, będę szczęśliwy.

Pierwsze kilometry przypominały występy rodeo na dzikim zachodzie. Każde dotknięcie manetki gazu budziły gwałtownie 85 koni mechanicznych. Ogromna moc, której nie rozumiałem i nie miałem pojęcia jak ją ujarzmić.
Wyruszyłem w stronę Radomia. Na nowej, jeszcze nie oddanej dwupasmówce do Skarżyska nauczyłem się tego motocykla. Sprawdziłem jego i swoje możliwości. Przestałem się go bać. Zacząłem czerpać przyjemność jaką dawała jazda na BMW F 800 GS.
Odwiedziłem rodziców, znajomych i nocą wróciłem do domu… cały przemarznięta. Ubrany byłem beznadziejnie głupio. I zaczęło się przeziębienie… 37 stopni. Nie było źle, ale bałem się że to początek choroby, która w końcu położy mnie do łóżka. Rozpocząłem swoją kurację…

Na drugi dzień czułem się stosunkowo podle, ale za nic nie spędziłbym tego dnia z dala od wypozyczonej BM-ki. Plan był prosty. Wybrać się w lekki teren. Ty razem, wrzuciłem na siebie wszystko co miało membrany, i utrzymywało temperaturę ciała we właściwych granicach.
W połowie dnia zaczęło ostro lać. To co miałem na sobie, zdało egzamin na szóstkę. Ostra ulewa nie zmyła mojego uśmiechu z twarzy. Tego dnia dołączył do mnie Wito. W czasie ulewy Wito się nie uśmiechał ;-)
Pod wieczór, mój organizm osiągnął temperaturę 38 stopni. Byłem bliski podjęcia decyzji dotyczącej zakończenia przygody. Powtórzyłem kurację mleczno – maślano – czosnoko – miodową zakrapianą nalewką z pigwy i syropem, który sporządziłem w maju.
Rankiem, temperatura ciała spadła do 37,2. Znaczy się… chyba wyzdrowiałem ;-)

Trzeciego dnia podróżowałem razem z Wito po naszym, świętokrzyskim podwórku. Bez pośpiechu. Tylko my i droga. Odwiedziliśmy św. Kaśkę, św. Krzyż i inne piękne zakątki naszego regionu. Pogoda była w miarę łaskawa. Silny wiatr osuszył asfalt i tylko lekko nam dokuczał.
Potem Wito oddał swój motocykl, a ja pognałem dalej.

Nasunęło mi się parę wniosków z jazdy na tym motorze.
– BMW F 800 GS jest niezwykły. To powie każdy kto przejechał choćby 5 metrów tym motorem.
– wszelkie dodatki typu podgrzewane manetki, ABS, komputer itd wykorzystałem w trudnych warunkach pogodowych. Jazda była przez nie przyjemna i bezpieczna. Niestety, mający wszystko motocykl kosztuje ok. 40 000 zł :-(
– ten motor jest wszechstronny (uniwersalny), ale nie jest specjalistą w jakiejś dziedzinie. Można na nim przejechać świat, ale nie pobijesz rekordu prędkości, nie wyszalejesz się jak na crossie, nie rozłożysz wygodnie jak na chopperze.
– w tej chwili połowa Kielc jest wielkim placem budowy. W dniach kiedy jeździłem GS-ką nie wiedziałem co to są korki, czy rozkopane ulice. Jedyne co mnie powstrzymywało to czerwone światła na skrzyżowaniach, na których byłem w pierwszej linii :-) Zazdrość kierowców samochodów, stojących w kilkudziesięciominutowych korkach, kipiała przez szyby ich pojazdów ;-)

Ważne!!!
Jeśli wypożyczacie motocykl, bieżcie taki, który jest porysowany jak lód po mistrzostwach świata w hokeju. Mój motocykl tak właśnie wyglądał. W nowym motocyklu rysa kosztuje od 100÷4000 zł. Powyżej tej kwoty wspiera was ubezpieczenie.
Przygoda na GS (4 dni) kosztowała mnie 600 zł wypożyczenie, 200 zł klamka sprzęgła… kilka razy położyłem motocykl na ziemi no i trach ;-), ok 100 zł paliwo. Rys było tak wiele na tym motorze, że odbierający motocykl tego nie sprawdzali.

Sesja foto-motocyklowa:

2

3

Trochę też filmowałem. Niezbyt wiele bo było to lekko uciążliwe. To właśnie w tych momentach ‚położyłem’ motocykl, a podniesienie go z ziemi to nielada wyzwanie (210 kg). No ale chciałem mieć pamiątkę, więc trochę się postarałem.

I lineczka dla tych, co mają problem z Internet Explorer i dla tych, co chcieliby obejrzeć wersję HD 
>>> BMW F 800 GS <<<

Wersja HD jest dla tych co mają szybkie łącze, lub wysokiej klasy cierpliwość :-)