takie pisanie

ooooo…. zaczęło się.
Już kiedyś się rozpisywałem na temat mojego ‚ulubionego’ kawałka życia… czasu, wzmożonego spływu zleceń. Te chwile kiedy rodzina ogląda mój cień, bo niestety, nie mogę się wtedy nazywać człowiekiem.
W mojej głowie wybucha mała wojna, pomiędzy analizami matematycznymi, gdzie 2+2 zawsze równa się 4, a myślami, przypływającymi z odsieczą i przenoszącymi mnie w świat, którego jeszcze nie rozumiem. Te myśli, nazywam ‚odpadem’. Nie umiem ich zakwalifikować.
Czyli, jest dużo pracy. Wszystko co mnie trzyma w równowadze, musi poczekać na swoją kolej: film z Mazur i backstage z sesji Marcina B.

A teraz z innej beczki.
Po obejrzeniu kilku filmów o wyprawach motocyklowych, zaświtał mi taki pomysł… nienowatorski. Zresztą, od dawna już kołatał do drzwi mojej wyobraźni, ale dopiero teraz ukazały się detale.
Planuję wyprawę do Litwy, Łotwy i Estonii. Wyprawa odbędzie się na wiosnę, 2011 r. Wymaga drobnych przygotowań i przede wszystkim ‚określeń’. Będzie ona rekonesansem przed czymś większym. Ale o tym na razie nie myślę. Chwytam to, co jest w zasięgu moich ramion :-)
Kiedy jechaliśmy ze Skarżyska z Bartim i Witkiem, mijaliśmy jednego ‚endurowca’. Tak, jakoś dobrze mi się zrobiło ;-)
Jeśli pogoda pozwoli, za dwa tygodnie, w weekend, wypożyczę lekki motor terenowy, który da mi odpowiedzi na moje pytania. Przez te dwa dni zwiedzę sobie góry świętokrzyskie.
Po tej małej przygodzie, podejmę ostateczną decyzję: czy to mnie jara, czy też wypchałem sobie głowę niepotrzebnymi pierdółami?