skarżysko – kielce

Ponad rok temu, wrzuciłem Bartkowi taki pomysł: a może skoczymy pociągiem do Skarżyska i wrócimy do Kielc na rowerach?

Pomysł ten urzeczywistnił się wczoraj. Na dworcu PKP pojawiłem się ja, Barti i niezwykle twardy człowiek o imieniu Wiktor. Dlaczego akurat Wiktor w tej grupie był twardzielem?

Historia Wiktora.
Wiktor jeden z pierwszych rowerków otrzymał mając osiem lat. Nazywał się `Domino`… rowerek tak się nazywał…
Kiedy Wiktor opanował Domino, wszedł na wyższy poziom roweromanii, czyli triki. Ale biedny Domino nie był przystosowany do takiego użytkowania, więc poległ złamany.
W życiu Wiktora pojawiały się kolejne rowery. I tak jak Domino, kończyły swój żywot połamane, na śmietniku.
Potem Wiktor przerzucił się na inne sporty extremalne, łamiąc nogi w piłkę nożną, lub łamiąc serca koleżankom… być może i kolegom :-) … ale to już inna historia.

Pojawiliśmy się zwarci i gotowi na dworcu, w niedzielny poranek. Wiktor nie miał swojego roweru, no bo wiadomo… więc pożyczył od żony Darka, obiecując, że nie będzie robił na nim trików.
O 8:54 mieliśmy dyliżans do Skarżyska.

113

Przygotowanie do wypraw rowerowych:
Ja – kocham rowerowanie, ale w tym roku na rowerze siedziałem cztery razy… obowiązki. Niemniej, zastosowałem właściwą dietę już w sobotę, żeby nie dać plamy przy chłopakach.
Barti – rower wyssał z matczynej piersi zamiast mleka, więc takie trasy, Barti robi na śniadanie.
Wiktor – piłka nożna – tak, ale to już było… ostatni raz rok temu. Potem już zwykła codzienność. Dieta… a co to takiego?
Parę razy grałem w piłkę z Witkiem i wiem, że to człowiek o niezwykle walecznym sercu.

Wysiedliśmy w Skarżysku Zachodnim.

114

Całą trasę przygotowałem w taki sposób, żeby można było wszystkiego doświadczyć: trochę szosy, szutru, offroad, jazda po lesie, grzbiety gór z cudnymi widokami, zalewy, kopalnia (tu nie daliśmy już rady) itp.

117

1 – wizyta w muzeum Orła Białego.
2 – Przystanek w sklepiku na małą Pepsi.
3 – Przystanek w kolejnym sklepiku i zaopatrzenie w kiełbachę, chlebek i browar. Mała potyczka z miejscowym… a że po chodniku jeździmy i do sklepu z rowerami się ładujemy… no cóż, zrozumieliśmy trudne dni pana…
4 – ognisko i pozbycie się z plecaka tego, co zostało zakupione w sklepie.
5 – dobrzy ludzie poczęstowali Witka prochem na ból głowy i nogi :-)
6 – sklepik i kolejna porcja Pepsi.
7 – moje rozstanie z chłopakami. Obowiązki wzywały i wymusiły przyspieszenie.

Dlaczego Wito jest twardzielem?
Na ósmym kilometrze dopadło go pierwsze zmęczenie i już do końca nie odpuściło. W połowie wyprawy, ból kolana w stabilizatorze i głowy przestawał być dla niego zabawny.
W okolicach Łącznej, widząc jak Witek cierpi, zacząłem bezskutecznie proponować pociąg powrotny do Kielc.
– chłopaki… jeśli wam tempo nie przeszkadza, to ja dam radę – rzucił Wito. A że nam nie przeszkadzało, to jechaliśmy dalej.
10 km przed Kielcami oderwałem się od grupy. Po drodze myślałem sobie, że Wicja wykona telefon do swojej ukochanej żeby go zgarnęła z siódemki. Ale tak się nie stało.
Nie mam najmniejszego pojęcia jak on tego dokonał. Telefonicznie zgadaliśmy się z Bartkiem, że Witek w ten dzień zarobił ok. 55÷60 km, że musimy mu druknąć jakiś dyplom dla prawdziwego twardziela. Bez żadnego przygotowania fizycznego, na rowerze średniej klasy, z bólem w nodze, a potem w głowie, pokonał niełatwy i długi odcinek drogi.

Wito… szacun dla Ciebie :-)

Kilka fot:

115

116

Statystyki:
– dystans + dojazdy: 52 km
– czas jazdy: ok 4:15
– łączny czas wyprawy (pociąg/rower): ok 7:10
– kcal: 2100