pilica – kajakowanie

W łykend odwiedziliśmy rzekę Pilicę.
W planie były odwiedziny Radomki, ale pan właściciel kajaków narzucił nam Pilicę. Początkowo się buntowaliśmy, zniesmaczeni wsiadaliśmy do kajaków, ale w końcu okazało się, że kajakowy pan ma rację.

Nad Pilicą spotkaliśmy się o 11 godzinie i minut ileśtam… od razu się zauważało, że rzeka ma stan wody wyższy o 1,5 m, do tego, który oglądaliśmy rok temu. Jakie to niesie konsekwencje? Otóż, wszelkie nieprzyjemne historie, które były niegdyś na brzegu, lub lekko wystawały ponad wodę, dziś kryły się tuż pod lustrem wody, czekając na niewytrawnych amatorów wodnych przygód. Te ciekawe pułapki to powalone drzewa, krzaki itp. Ten kto rozumie rzekę i wie jak rozpoznać podwodne niebezpieczeństwa, odpowiednio reaguje, aby nie popaść w kłopoty. Ale kajakowy pan wie, że takich ludzi wśród mieszczuchów jest niewielu… rozdał kajaki, kamizelki, wiosła i stanowczo zalecił abyśmy się trzymali środka rzeki.
Do przepłynięcia mieliśmy ok. 17 km. Z powodu wysokiego stanu wody rzeka stała się wartka. Prędkość w nurcie oceniłem na 6÷8 km/h. Czuło się moc w wodzie… coś co dawało satysfakcję, lecz nie można było lekceważyć. Dodatkowo, był sprzyjający wiatr, który ostro dmuchał w plecy. Nie ruszając wiosłami i trzymając się nurtu, do celu można było dotrzeć w niecałe trzy godzinki.
Na rzece było fajnie. Baz większego wysiłku pokonaliśmy pierwszy etap podróży – Biała Góra. Przerwa. Czas na zbiór grzybów, wciągnięcie jakiegoś posiłku i pozostawienie po sobie płynów ciążących w pęcherzu.
Widząc jak szybko pokonaliśmy pierwszy etap, drugi stał się tym bardziej leniwy. Kajaki sunęły względem brzegu jak oszalałe bez wkładanego w to wysiłku. Na wodzie utworzyły się grupki. Jedna liczyła pięć kajaków. Gdyby kajakowy pan był w pobliżu i widział sielankowe podejście wodnych turystów, pogroziłby palcem. Ale go nie było.
Dwa kilometry przez metą, pięciokajakowa grupa zauważyła na swej drodze przeszkodę. Zanim się rozdzielili, środkowy kajak nie miał zbyt wiele czasu na reakcję i napłynął na wystający z wody konar. Napór wody w sekundę utopił kajak, zalewając go po brzegi. Z pomocą wioślarzom przypłynął kajak, który był w grupie pięciu. Nikomu nic się nie stało. Niemniej można sobie wyobrazić, co stałoby się z osobą, która zaczepiłaby się o podwodną przeszkodę. Silna woda wciągnęłaby delikwenta pod wodę, a tam już tylko oglądanie filmu ze swojego, ukochanego życia. Ja mam przy sobie dwa noże. Możliwe, że gdyby mnie spotkała taka przykrość poradziłbym sobie. Pod warunkiem, że nie spanikowałbym i myślał racjonalnie. Czy tak bym postąpił?… wątpię. Jeśli pewnych odruchów się nie ćwiczy, to myśli się o nich tylko w kategorii: a co by było, gdyby…

Niemniej, wszyscy cało i szczęśliwie powrócili do domu… dzięki Bogu.

Wyprawy nie filmowałem. Nastawiłem się na maksymalny odpoczynek. Gdybyśmy byli na Radomce, to może i wziąłbym kamerę. Pilicę już znam, więc zrobiłem tylko kilka zdjęć ;-)

111

112