wodowanie exBryzy

Z dziennika pokładowego MA-RAM-0792A w skrócie – exBryzy :-)

2010.07.11

Dziś zwodowaliśmy exBryzę.
Działanie miało na celu wyeliminowanie niedoróbek i poprawienie ewentualnych błędów powstałych podczas remontu łodzi. Dla tej jednostki był to pierwszy kontakt (od dwóch lat) z wodą. Właściwie można powiedzieć, że w ogóle pierwszy, po totalnej metamorfozie. Mieliśmy w głowie wiele znaków zapytania. Jak wielkim obciążeniem bedzie dla samochodu osobowego podczas transportu? Jak ją zwodować? Jak exBruza będzie zachowywać się na wodzie?
Wodowanie było dosyć prostą czynnością, zresztą jak i wyciąganie z wody. Choć warunki nie były idealne, to cała operacja przebiegła sprawnie.
ExBryza na wodzie zachowuje się lekko, nawet powiedziałbym za lekko. Sprawia wrażenie chybotliwej. To dlatego, ze łódź ma konstrukcję łodzi morskiej. Dno ukształtowane jest w taki sposób, żeby sprawnie radzić sobie z falami. Na wodach śródlądowych, takie właściwości są uciążliwe. Wydaje mi się, że sytuację poprawiłoby dobalastowanie exBryzy ciężarem 300 kg. Ale to znowu ją spowolni. Więc odpuszczamy.
Obecne zanurzenie to ok. 30 cm. Sukces!

100

104

105

W tej chwili exBryzę napędza silnik 9,9 KM. To mało, ale dzięki temu łodzią może sterować każdy.

103

Prędkość maksymalna na tym silniku to ok. 12÷15 km/h. Prędkość wyprawowa. Dzięki małej mocy silnika spalanie jest znikome… właściwie, to nie wiemy jakie, bo po półtorej godziny pływania, nie zaobserwowaliśmy ubytku w baku :-) Na oko można powiedzieć, że chyba 1÷2 l/h. Inną zaletą tego silnika jest stosunkowa cisza. Podczas pracy mogliśmy normalnie rozmawiać. W łodziach, które nas wyprzedzały z ogromną prędkością ludzie darli się w niebogłosy, żeby się usłyszeć… masakra :-)

101

W między czasie, Szwagier odegrał kultową scenę z filmu TYTANIC.

102

W połowie sierpnia, ja i Miko wykonamy wymarzony skok z Węgorzewa na Ruciane, jak w piosence ‚Na Mazury’. ExBryza idealnie do tego się nadaje… na to została stworzona.
Muszę się przyznać, że myślałem o tej wyprawie już od dwóch lat. A kiedy widzę, że pomysł obraca się w rzeczywistość, każdy dzielący mnie dzień od tego wydarzenia, jest jak mordęga. Niemniej, ten czas poświęcę na przygotowania. Trzeba poczynić zakupy: sprzęt turystyczny, nawigację GPS uzbrojoną w Betkowe wynalazki, i inne. Pożywienie będziemy wyciągać z wody, lub kupować za grosze w gospodarstwach rolniczych. Pamiętam, jak miałem 7 lat, Tata wziął mnie na wyprawę po Pilicy i właśnie w ten sposób napełnialiśmy żołądki… ryby, mleko, jajka, woda ze studni i chleb. Nigdy tego nie zapomnę. I takie właśnie wrażenia wpakuję Mikołajowi do głowy.