4×4

Ponad tydzień temu, Misiek zaprosił ekipę na grillowanie z telebimowym meczowaniem.
Pewnie ten czas, właśnie tak bym spędził. Ale stało się inaczej. Na Miśkowej działce pojawiłem się sam, ponieważ moja ukochana nie mogła przybyć razem ze mną. Więc, na miejscu okazało się, że bez pary jestem ja i quad Kawasaki 700 cm3 :-)
Misiek poznał moje spojrzenie, słyszał jak wzywa przygoda. Po chwili uzbroił mnie w kask i pękary… przypomniał obsługę japońskiego potwora, ustawiając napęd na tylną oś. Kocham go za to… :-)

Wyprawa trwała ponad cztery godziny.
Najpierw odwiedziłem miejsca polecone przez Miśka. Polne i leśne drogi, kopalnię piachu…
Ale mój apetyt nie malał. Z każdym kilometrem zew był wyraźniejszy.
Po 20:00 pojechałem na tereny zalewowe Pilicy. Drogi… pamiętające (jeszcze nie tak dawne) powodzie, miejscami bagniste. Śmiałem się w twarz miliardom komarów. Moja zbroja była skuteczną zaporą dla tych krwiożerczych bestii.
Będąc w bagnistej krainie zmieniłem sposób myślenia. Spokojna, rozważna jazda. Każdy ruch musiałem dokładnie zaplanować. Błędy kosztują w tym miejscu wyciąganie sprzętu z niezłego gówna. Miałem świadomość, że mało kto będzie w stanie do mnie dojechać. Właściwie to tylko drugi quad z porządną wyciągarką.
Był moment, że mając napęd na tylną oś, lekko się pogrążyłem. Po trzeciej próbie wytoczenia się z kłopotów, wykonałem ‚telefon do przyjaciela’. Misiek poinstruował mnie jak przełączyć napęd na cztery buty i uspokoił, że ta maszyna nie z takich opresji go wydostawała ;-)
Ucieszyły mnie słowa Micha. Oczywiście, przeszyła mnie trwoga, że jeżeli nie wyciągnę quada w dwóch próbach, to zawieszę go na podwoziu. Wtedy czekałaby mnie nocka pełna pracy. Miałem nóż i multitool. Wokół rosły wierzby. Awaryjny plan był gotowy. Rozstawiłem kamerę. Nie bałem się. Zresztą, nie musiałem. Quad, ubrany w niezwykle agresywny bieżnik, z włączonym 4×4, poradził sobie z problemem za pierwszym razem. Czułem, że gdyby będące pode mną Kwasaki potrafiło się śmiać, to wyśmiałoby moje niedowiarstwo w jego możliwości. Potem, już śmielej pokonywałem podobne przeszkody, lecz nadal spokojnie i rozważnie. Byłem w miejscu, dla którego ta maszyna była stworzona… byłem w domu ;-)

Podczas tego wypadu nakręciłem kilka ujęć. Kręcąc niektóre sceny musiałem przestawiać kama. Było to trochę upierdliwe, ale chciałem mieć pamiątkę z tej wyprawy. Na poniższym filmie złapana jest marna namiastka tego, co przeżyłem. Nie chciałem tracić cennych chwil z przygodą, więc film nie należy do długometrażowych.

I lineczka dla tych, co mają problem z Internet Explorer i dla tych, co chcieliby obejrzeć wersję HD 
>>> 4×4 <<<

P.s. Michu… ogromne dzięki ;-)